sobota, 29 marca 2014

Zegary, trzy strony

Trzecia strona skończona. Albo raczej - wymęczona. Początek biedronki, kursy, wyjazdy (nie moje), tak się poskładało, że ją dziergałam cztery tygodnie! Okropieństwo. Ale przy okazji sporo się nauczyłam.

Po pierwsze - bardzo fajnym pomysłem byłoby zaczynanie kolejnych kolorów wg. tego, jak występują na stronie, ponieważ bardzo miłe jest jak najczęściej zapełnianie jakichś tam powierzchni. Problem z tym - przy tym konkretnym wzorze - jest taki, że na dzień dobry, na czystej stronie zaczyna się od iluś tam pojedynczych krzyżyków. Męczące okrutnie. I bardzo duży nieład pozostaje na lewej stronie. Pomysł więc (może rzeczywiście tylko przy takim wzorze, np. przy "Galerii", która ma raptem 10 kolorów będzie to wyglądało zupełnie inaczej) na razie idzie w odstawkę.

Po drugie - bardzo dobrze sprawdza mi się zaznaczanie krzyżyków do wyhaftowania jednym kolorem, a potem przejechanie po nich innym. Co prawda powoduje to, że muszę je zakreślać dwa razy, ale zawsze mam pewność, że mam wyszywać ten, a nie inny kolor (przy 24 kolorach robiło się dziwnie, bo ile może być różnych, rozróżnialnych? mazaków? po 10 kolorach robiłam ksero stronie, żeby te wszystkie barwy zlać do szarości, nadal było to nie najlepsze). Po zakreśleniu co prawda strona nie nadaje się do niczego, ale co tam. Jakbym wpadła na pomysł robienia pracy po raz drugi - wydrukuję sobie.

Po trzecie - uczę się nie wykonywać supełków przy zaczynaniu nitki. Przy długiej nitce początkowej to żaden problem, ale nie wiem czemu wbiłam sobie do głowy, że jest to jakieś upierdliwe / ciężkie / coś tam innego dla normalnych nitek, gdzie cudowny bezsupełkowy sposób się nie sprawdza. A figę - są inne sposoby, też działają. Byle tak dalej.

Po czwarte - sprawdza się posiadanie miliona igieł. Jak się pod ręką ma wykorzystywane kolory już nawleczone i zmiana koloru to oczywiście zakończenie i rozpoczęcie nitki, ale już nie jej nawlekanie, zdejmowanie i odkładanie, zamiana kolorów nie jest taka traumatyczna.

A co za tym idzie - po piąte - nie macham już jednego koloru po całej stronie, tylko w ramach jednego obszaru (jej występowania). Powinien więc tył nie wyglądać tak tragicznie, jak przy stronie trzeciej (naprawdę wygląda strasznie - a na dodatek ostatnie pola, w miarę jednolite, musiałam męczyć bez podwójnych wkłuć, bo tył miał tyle naćkanych nici, że nie dało się łatwo operować igłą).

Podumowując: strona trzecia dała mi do wiwatu, ale była takim poligonem doświadczalnym, że sobie to wybaczam :) No i dzięki nieudanym (częściowo) eksperymentom nauczyłam się dosyć sporo, mam nadzieję, że następne strony będą w tempie ok. strona na tydzień. A nie na cztery.

I jeszcze trochę statystyki: strony 3 z 30. Krzyżyków zrobionych: 9945. Z tym, co zrobiłam wieczorem: przebiłam już(!) 10 tysięcy.

I może jeszcze fotka:

zegary - 4

piątek, 28 marca 2014

Biedronka cała

A biedronka cała wygląda tak:

Biedronka

Na razie ją porzuciłam - znaczy kwiatka dla niej (krzyżyki skończyły się). Kończę trzecią stronę (dopiero!) zegarów - dziś lub jutro powinnam ją już wymęczyć.

piątek, 21 marca 2014

Biedrona!

Uparłam się i zaczęłam. Gdyż musiałam!

Dokupiłam mulinki - nie miałam akurat takich 6 odcieni czerwonego. Został jeden czerwony, cztery szarości. Oraz cały czarny, ale to tam drobiazg. Zaczęte! Zaczęte :) Krzyżyki równe, jak nigdy. Przy okazji - baranki miały być pierwszym obrazkiem w 100% bez supełków, ale jeden się trafił (zaćmienie umysłu). Tu na razie się udaje.

Biedrona cała goła - 1

Prezentacja malizn

Pozbierało się. Zrobione w tzw. międzyczasie, czyli prawie dwóch latach, kiedy nie miałam, bądź wydawało mi się, że nie miałam, czasu na wzięcie igły do rąk. I się zemściło.

Zrobiłam dwa małe drobiazgi, z needlepointa, były prezentowane (zapomniałam linka) na takiej zasadzie, że raz na tydzień był kolejny etap małego obrazka. Zrobiłam dwa, jeden rzuciłam na szafkę – zetknął się z oliwką dla dzieci, która nie chce się sprać. Drugi – wszystkie plamy się sprały. Szkoda, że miejscami z kolorami. Generalnie prace nieudane. Oprawione, żeby pokazać, co powstało i tyle. Przypuszczam, że zostaną z ramek wyjęte (te ramki i tak na razie do zdjęć i wylądowały w szafie bądź pudle).

Potem niby wróciłam. Rozpoczęta milion lat temu seria „Czterech pór roku”, rozgrzebana jesień i do zrobienia zima. W końcu są! Znalazłam nawet informacje, kiedy powstały wiosna i lato. W 2010 roku :> Wiosna i zima.

Oraz nowe dzieło, zakochałam się od razu. Branki, blackwork, mniam :) Ramka na razie bez sensu – na pewno nie zostanie w antyramie, bo wygląda źle. Inna sprawa, że zanim obcięłam obrazek do antyramy, mogłam sprawdzić, do jakiej ramki normalnej obrazek będzie pasować. I może nie obcinać. Nie wiem, amputowało mi chyba wtedy mózg.

A teraz prezentacja właściwa.

Udane baranki:

Baranki

Udana (powiedzmy) jesień i zima. Zdjęcie do kitu, ale nie mam teraz aparatu, ajm sorry (dopiero teraz zauważyłam te rozbłyski). Nie będę już robić niczego na takiej gęstości kanwy, chyba, że jakieś poduszki, czy coś. Min. to 14, teraz robię na 18 i jest ok, a bałam się strasznie o oczy. Kusi mnie spróbowanie 25 wraz z półkrzyżykami, żeby kolosy robiły się same ;) i szybciej, ale musiałabym znaleźć w sklepie stacjonarnym, bo nie będę płacić za przesyłkę skrawka materiału.

Jesień

Zima

I zupełnie nieudane malizny needlepointowe:

czwartek, 13 marca 2014

Jedna praca na raz? No ależ!

Jedna praca na raz? No ależ! Czyli całkiem nowa kategoria: blackwork, ale tylko na joggerze. Bo w realu to było tak: 10 lat temu znalazłam, albo samo się znalazło - nie pamiętam, to naprawdę dawno temu było - ciekawą technikę i ciekawe wzorek. Blackwork. Można sobie wygooglać.

Teraz jakoś tak się porobiło (po prezentacji postępów prac akurat w tej technice), że wpadłam po uszy. Nie pierwszy raz i nie ostatni zakochuję się w jakimś wzorze, ale to musi być jakiś znak. Po zeszłotygodniowej poszusze (taka ilość krzyżyków, że aż wstyd, mało, mało, bardzo mało) przyszła ochota na jeszcze dodatkowe coś, może na zasadzie kozy rabina.

Prezentowana praca to taka:

Biedronka plany

Połączenie blackwork z krzyżykami, istne cudo.

A drugi wzór, który znalazł się sam, wygląda tak:

Owce

Jest tak prosty i uroczy, że gdyby nie to, że jestem ścięta kompletnie i ledwo składam wyrazy, materiał przygotowywałabym od razu. Może za godzinę mi przejdzie i coś tam się już dzisiaj stanie, gdyż mnie nieco nosi w temacie :)

niedziela, 2 marca 2014

Zegary, strony dwie

Poszło piorunem. Raz - że wydzierałam tyle czasu, ile się dało. Dwa - miałam duży zapas ze strony poprzedniej, kiedy to tak wyszło, że bardzo dużo krzyżyków zrobiłam awansem. Ze stroną trzecią tak szybko nie będzie, bo zapasy prawie zerowe (jakieś pojedyncze niteczki do dokończenia, ot tyle).

Prezentacja:

Zegary, dwie strony

Generalnie - efekty po miesiącu pracy (4 tygodniach równych). Dumna jestem. W takim tempie 15 miesięcy i praca gotowa. Pewnie nie utrzymam tempa i / lub wygeneruję następną pracę, więc czas około 2 lat uznam za satysfakcjonujący.

niedziela, 23 lutego 2014

Zegary, strona pierwsza

Strona pierwsza. Pierwsza z trzydziestu. Czad!

Zegary - strona pierwsza

Kanwa nie jest krzywa, tylko ściągnięta z tamborka tak wygląda, jakby krzyżyki były krzywe, wygięte, albo w ogóle miejscami było ich tylko pół. Nie umiem zrobić ładnego zdjęcia. Robiłam ładne, jak kanwa była na krośnie, ale teraz nie jest. No nic, będzie lepiej wyglądało, jak będzie więcej i prościej. No i z daleka wygląda o niebo lepiej. Jako, że na początku miałam tylko sześć mulin (moja skleroza), to zrobiłam je na pierwszej stronie i pognałam na następną. A potem pozostałe, jak zostawało mi ileś tam nici, a skończyłam już stronę, też przeciągałam, co się dało. Generalnie, zrobiłam trochę burdelu, bo teraz patrzę na pozaznaczany schemat i nie do końca wiem, co mam zrobione, a co nie, ale to wyjdzie w praniu. Zwłaszcza, że zmieniłam nieco sposób wybierania następnej nici do wyszywania. Na pierwszej stronie leciałam najpierw tymi sześcioma kolorami, a potem wg. tego, który miał najwięcej do zrobienia (poza tłem). Teraz, żeby nie zgłupieć z tym, co było zaznaczone, a nie jest zrobione, jadę po każdym kwadraciku po kolei - biorę z niego kolejne nitki. Po pierwsze - generuję wtedy w krótkim czasie jakieś zakończone powierzchnie, a to cieszy zawsze, czy mówimy o kwadracie 10x10, czy o pracy 300x300, a po drugie nie zgubię niezrobionych krzyżyków w jakimś uprzednio zrobionym choć w kawałku koloru - bo w końcu na niego trafię.

Zachwycona jestem cieniowaniem. 24 odcienie od białego do czarnego. 24 odcienie szarego. Po co? Po co - pytam się za każdym razem, kiedy biorę trzecią z rzędu nić, które na drugi rzut oka dopiero się czymś różni od poprzedniej. A potem odstawiam od oczu na nieco większą odległość taką zakończoną stronę i nie widać krzyżyków. Nie widać przechodzenia, przenikanie cudne. I już nie marudzę. Wyjdzie wspaniale.

Teraz czas - robiłam trzy tygodnie. Ale jest to nieco przekłamane przez to, że już wybiegłam na drugą stronę gdzieś tak w 20%, więc powinno zająć z kilka dni mniej. Miałam nadzieję, że tło pójdzie szybciutko, ale nawet jeśli jest do zrobienia tylko 1300 ;) krzyżyków w jednym odcieniu i nie trzeba nic sprawdzać, to na każde głupie 50 krzyżyków trzeba mieć czas. Tło zajęło mi tydzień.

Średnia wyszywania - 160 krzyżyków dziennie (nie liczę tego, co wyszło na drugą stronę, bo nie jestem w stanie ocenić ;) na pewno realnie wyszło więcej, uśredni się po jakiejś większej ilości etapów).

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ku pamięci - początek "Zegarów"

I wpis w 100% kronikarski, żeby łatwo znaleźć, kiedy co się działo :)

1 lutego - przygotowanie kanwy.

2 lutego - oprzytomnienie, znalezienie nici, pierwsze krzyżyki w "Zegarach".

Kanwa 18ct, mulina DMC (zgodna ze schematem), początek tak, jak należy, od pierwszej strony. Pierwsze 359 krzyżyków.

Zegary 1

PS. Cała strona, czyli 3315 krzyżyków to raptem 7,5 na 9,5cm.

Plany, plany

I nagle WTEM!

Skoro powracam, to nie do jednej pracy, bo to nudne jest, mało takie odważne i w ogóle. Jak wracać, to z wykopem ;)

W planach więc są prace takie:

Zegary: 300x310 krzyżyków, 24 kolory

Zegary final

Print gallery, 390x393, 10 kolorów

Galeria final

Biblioteczka, 625(!!)x452(!!), 90 kolorów - tak, tutaj mamy prawie 300 tysięcy krzyżyków

Biblioteka final

i - idąc za ciosem oraz miłością męża

Bibliotekarka (jedyne 299x376, bez tła, więc w ogóle, o co chodzi ;), za to 90 kolorów (przejrzałam wzór, niektóre mają całe 4 wystąpienia, chyba przegięto z artyzmem)

Bibliotekarka final

Nie wiem, kiedy zrobię, ale nieważne. Mam! Mam! Mam! Moje! Wydrukowane! Kanwa jest, muliny idą, jest moc :)

Back in business

Można tak rzec. Wróciłam :)

Dokończyłam "Cztery pory roku". Nic wybitnego - zostały dwie, każda to 'maleństwo' 60x60, więc nic wielkiego czy czasochłonnego, ale jednak przy dzieciach dużo czasu minęło, zanim choćby psychicznie dojrzałam do tego, żeby się zabierać za wyszywanie. Miewałam czas, ale do haftu nie chciało mi się siadać, nie mając dużego zapasu czasowego, a tego Ale się wzięłam. Prezentacja wszystkich czterech może, kiedy te dwie ostatnie wypiorę, wyprasuję i oprawię. Na razie są wymięte, pokreślone (widać mazaki z tła ;) ), no i bez ramek, więc wyglądają źle. A że ostatnio z żelazkiem mi nie po drodze, to nie wiem, kiedy to nastąpi. Ale mam nadzieję, że wkrótce.

Za to wróciłam do bambusów.

Prezentacja nie jest powalająca, choć byłaby (biorąc pod uwagę wszystko!) w porównaniu ze stanem sprzed ponad dwóch lat, kiedy to hafty zostały porzucone na rzec dwóch małych istot.

Bambusy 3.02.2014

I małe przypomnienie, wyglądać będą tak:

Bambusy final