wtorek, 13 września 2016

Jedziemy z tym koksem!

Jedziemy z tym koksem! Czas ponadrabiać zaległości. Nie mam opublikowanego niczego nowego, poza ananasem, przez ostatni miesiąc. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. No ale jak mi się nie chciało, to na całego. Cały sierpień i połowa września tutaj mija, a ja takie nic prezentuję. A dzieje się - oj dzieje! W tym miesiącu wyrobiłam 'minimum' założone w każdej z prac (we fraktalu przed chwilą :) ale zawsze) i dalej mogę sobie żonglować pracami, jak mi się zachce, a publikacji żadnej. Strasznie to straszne!

Na pierwszy ogień bibliotekarka, gdyż była jako ostatnia (ponad ten wspomniany miesiąc temu) prezentowana.

Sama premiera była z taką ilością:

a potem jakoś nie zrobiłam zdjęcia w sierpniu, a we wrześniu zrobiło się machnią i wyszło już tak:

a potem tak
i w ogóle tak:

Wyszywa się bardzo szybko, na razie jeden kolor, crossty i trochę spokoju, więc się śmiga (jak się już człowiek w ogóle zabierze). Następna prezentacja, kiedy będą znowu jakieś postępy, może nie trzeba będzie czekać tak dużo czasu :)

Na ten moment jest zrobione nieco ponad 6 tysięcy krzyżyków z ogólnej ilości 48 tysięcy (jakieś 13%).

czwartek, 8 września 2016

Ananas, październik

W tym miesiącu to w ogóle był szał. Stokroteczki pracochłonne, ścieg pośrodku już mniej, ale kwiatki mnie wykańczały. Nie wspomnę o tym, że OCZYWIŚCIE zabrakło nici (ale taki było założenie, dokupię na bieżąco, bo inaczej przestrzelę i zostanę z zapasami), potem przeliczyłam, ile mam do zrobienia, a na sam koniec zabrakło znowu na kilka kwiatuszków. Coś pochachmęciłam ze zużyciem nici, to mam za swoje. Ale zrobione i na razie odstawiam na jakiś moment, bo mam przesyt. Inna sprawa, że został aż jeden miesiąc (cztery trójkąty w rogach) i samo wykończenie. Wykończenia nie robiłam na bieżąco. Na razie nie ma koralików i nie mam pewności, czy będę stokrotki nimi ozdabiać. Co do koloru nici na granicach miesięcy - to dobiorę pod koniec i machnę w całości. Nie chce mi się tak co miesiąc kilka ściegów :)

Stokroteczki bez światła dodatkowego i z. Jak zwykle - kolory zawsze nieco przekłamane, ale tylko nieco ;)



I całość. Mordowałam te stokrotki, a raczej one mnie, głównie dlatego, że co brałam robótkę do ręki, to zamiast się rozpędzać, zawsze coś. Wtedy mam poczucie, że nic, tylko siedzę, robię, nic się nie dzieje, zero postępu. A jakby zliczyć czas, to wyjdzie godzina-dwa przez tydzień, no taka męczarnia, doprawdy.



Kiedy zrobię listopad i grudzień? Nie mam pojęcia. Muszę odpocząć od ananasa, chociaż jak mnie coś strzeli, to machnę w dwa dni nie wiadomo kiedy, albo będę zwlekać przez dwa miesiące. Się zobaczy.

I mam jeszcze taki jeden wniosek: ściegi needlepointowe są cudne, świetne, i w ogóle, ale mi się nudzą. Te długie trapezy mnie wykańczały. I tak tenteguję w głowie, jak bardzo będzie ze mną źle, jeśli zaczęłabym kiedyś niechcący Novą ;) Tak po drodze niemalże (aczkolwiek muszę do niej zamówić wszystko! głównie materiał, ale mulin na pewno nie mam nawet połowy).

środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie prac nad UFOKami - sierpień

Jak już wspominałam, ostatni UFOk pokonany, nawet oprawiony i w ogóle :) Nie będę się więc rozpisywać, bo nie ma o czym.

Tada!


czwartek, 25 sierpnia 2016

Ananas, sierpień, wrzesień

Ależ się obijam. Obijam się z robieniem czegokolwiek (poza wydawaniem pieniędzy, to ostatnio wychodziło świetnie :/), niewiele robię, niewiele piszę. Skoro więc dokończyłam JAKIKOLWIEK kawałek, to się pochwalę, nie będę taka :)

Po czerwcu i lipcu nawet dosyć szybko się wzięłam za sierpień - ale co chwilę utykałam, gdyż coś! A to brakło nitki, a to cierpliwości. Kolejne miesiące są coraz większe, więc człowiek szybko się uczy nowego ściegu, macha z entuzjazmem pierwszą część, druga jakoś idzie, trzecia już idzie jak krew z nosa, a czwarta tylko po to, żeby było zrobione ;) We wrześniu dywanik dał mi popalić, wygląda tak niewinnie, ale przeróżne długości ściegów na zakończenie robiły swoje.

I dopiero po skończeniu września zrobiłam wykończenie sierpnia, bo nie miałam pewności, czy wybrany kolor będzie pasował. Jak już jej nabrałam, to wykończyłam i jest.

No do odsłona.

Poprzednio - skończony lipiec, wyglądało to tak:


Potem sierpień.w trakcie. Dywanik z tych małych kwadracików mnie zachwycał bardzo.


Tu wykańczanie sierpnia po zrobionym wrześniu.


Oczywiście bez światła wychodzi ciemno, ale w kolorach zbliżonych do prawdziwych, z kolei lampa powoduje, że wychodzi niby ładnie, ale nieprawdziwie :)


piątek, 12 sierpnia 2016

The end! Zegary są historią :)

Proszę, oto ostatni krzyżyk :)


Potem fotka taka wymemłana, niewyprane, niewyprasowane, w ogóle nic nie zrobione, taka ściereczka ;)


A potem już lepiej i nie komórką, a normalnym aparatem.

Nadal wymiętoszone nie wiadomo co:

I po praniu i prasowaniu.


Oraz w czekającej od lat rameczce. Pass docięłam ręcznie, nie miałam zdrowia, ani cierpliwości do zamawiania / dawania do oprawy.


Aktualnie mam więc na stanie 3 zaczęte kolosy i tyle. Nie może być! Żadnego UFOka, nic małego, no aż mi z tym dziwnie. Muszę się nad tym poważnie zastanowić :) Kuszą małe zestawy, mam kilka, ale jakoś tak, jeszcze nic innego nie zaczynam.

piątek, 5 sierpnia 2016

Bibliotekarka, premiera i pierwsze krzyżyki

Jak już chyba pisałam, milion razy, zabierałam się do zabrania się za Bibliotekarkę. W oryginale w chyba 90 kolorach:

Po moich zmianach kolorów mam 20 ;) i wycięty dół. O to, czy prawa autorskie pozwalają mi na a) przerobienie schematu wg. mojego widzimisię, b) nadal nazywanie tego HAEDem zapytałam właścicielkę firmy i zgodę dostałam. W razie jakiejkolwiek publikacji mam po prostu wspominać, że to wzór na podstawie HAED, tylko przerobiony, żeby nikt do nich nie miał pretensji, ze ktoś tam ma trochę inny. Ogłaszam więc wszem i wobec - moja bibliotekarka jest przerobiona i nie będzie dokładnie taka, jaką się wykona na podstawie oryginału z HAED.

Teraz o samym procesie przetwarzania obrazków. Przy instrukcji pdf -> xsd jest taki punkt, kiedy przy imporcie map, etc. do PM ustawia się maksymalną ilość kolorów. Zrobiłam ja i tak. A potem ręcznie ustawiałam sobie kolorki, zbierałam je do jednego (jest taka funkcyjka), trochę mi to zajęło, zjechałam do 40 i nadal było co poprawiać. Kierowałam się zasadą, że np. najciemniejszy granatowy to czarny, najciemniejszy brąz to też, żarówiastych niebieskich wystarczą 2, a nie 10, nie chcę 20 odcieni brązowego w ołówku na głowie, gdyż PO CO? Tak, jestem ślepa i mam na to wywalone. Ale naprawdę :> No ale. Urobiłam się po łokcie, było lepiej, aczkolwiek nie przesadnie.

Aż zrobiłam jeszcze jeden import i ustawiłam tę ilość po prostu na wartości sensowniejsze. I co? I zrobiło się samo :P Potem tylko nieco poprawiłam twarz - nadal miała przechodzenie z najjaśniejszego niebieskiego na kremowy (w oryginale też tak jest, no hello!), książka jest idealnie biała, koszula najjaśniejsza niebieska, a skóra kremowa. I już.

No dobra, to start. Drugi w ciągu kilku tygodni, aczkolwiek wg. notek to trzeci. Prawidłowa kolejność to był: fraktal, bibliotekarka, potem sampler. A że napisałam o tym ostatnim na samym początku? Oj tam oj tam :D

Tu począteczek - tak, od razu z appką:
I aż jeden dzień pracy, gdyż miałam ciśnienie na rozpoczęcie, ale potem mi na moment przeszło w kierunku samplera (konsekwencja, że hej). A Zegary cierpiały ;)

Wiele na razie bibliotekarki nie ma, zaczęłam od czarnego, zrobię go, aż mi się nie znudzi, wtedy będę wypełniać pasma włosów, bo chyba nie polecę po całości, chociaż kto mnie tam wie.
I to będzie taki przerywniczek od nieco rozmytych kolorów we fraktalu, bo tam nie ma nic ciemnego, nic a nic. A tutaj do woli.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Podsumowanie prac nad UFOK-ami - lipiec

Jakby to, ten, no, napisać. Ni ma :> Zegary jeszcze kawałek, kawałeczek, ale jeszcze nie koniec. Także jeszcze w przyszłym miesiącu się pomęczycie z ich oglądaniem :D

Zostało naprawdę niewiele, ale rzuciłam się na nowości, więc przez milion tygodni będę ciągnąć te jedynie 8 tysięcy krzyżyków tła. Nic to, będzie o czym pisać za miesiąc. Bo jak się skończą Zegary (same, ju noł :>), to koniec z moimi UFOKami w tym roku. No dobrawdy! Nie wierzę.

Zostało tyle - tło na lewo i prawo od siódemki. W sierpniu machnę, obiecuję :)

czwartek, 28 lipca 2016

Crossty - cudowna aplikacja

Jak już wspominałam, stałam się właścicielką tabletu, a skoro tak, to można było kupić appkę do haftowania, padło na Crossty. Kupiłam, zainstalowałam, otworzyłam, ściągnęłam przerobiony wzór i zaczęłam się zastanawiać, o co w ogóle w niej chodzi. Zastanawianie się zajęło mi całe 5 minut, gdyż aplikacja jest prościutka. Opisywać jej podstawowych funkcji nie będę, opisała to Joanna w tym poście. Przy czym ona w swoim filmie pokazuje funkcje, których używa podczas parkowania. Ja aktualnie nie parkuję, zastanawiałam się też, czy appka dla wyszywających kolorami będzie przydatna. Stwierdziłam, że jak nie, to przeżyję wydatek 25zł. Ale nie muszę niczego przeżywać, gdyż przydatna jest i to bardzo.

Dobra, początek. Wybieramy sobie wzorek. Zrzuty robiłam przy okazji notki o fraktalu - z wtedy są statystyki, z wtedy są wzorki, widać, czym się zajmuję :)
Generalnie stojaczek na tablet mam ustawiony tak, że on bardziej w poziomie niż w pionie, ale żeby było widać cały ekran, ten zrzut akurat jest taki. Wzorki wrzuciłam na dropboxa, najłatwiej mi tak było.

Teraz tak, z podstawowych narzędzi korzystam z wyboru znaczka oraz z zaznaczania zrobionych krzyżyków. Tyle. Nie potrzebuję pobierania koloru, zaznaczania pola haftu, czy tam innych cudów. Wystarczą tamte dwie :)

Fraktal zaczęłam na papierze, więc na dzień dobry przyszło mi zaznaczać pełno wykonanych krzyżyków. Przy czym zaznaczyłam tylko zakończone setki, bo nie chciało mi się dopatrywać każdego jednego krzyżyka. Ależ podskoczyły statystyki ;) A potem zaczęłam wyszywać.

Tutaj już praca zaawansowana,czyli ileś tam już zrobionych krzyżyków, wybieramy kolejny kolor - przytrzymujemy symbol na wzorze, pokazuje się okienko z oznaczeniem nici, jeśli we wzorze są krzyżyki robione różną ilością nici - tutaj wszystko będzie zapisane.
Klik na celownik i zaznaczony już jest tylko ten kolor.
 Od razu prościej. Odpadła mi największa bolączka - gdzie jest następny krzyżyk! Gdzie on jest? Tutaj po prostu widać. Potem trochę pracy, zaznaczenie zrobionych krzyżyków i dalej. Aha, taka uwaga - w trybie wyszukanego koloru nie trzeba się specjalnie martwić dokładnością zaznaczania, jakby to było w trybie bez wyszukanego koloru. Tam co się dotknie, to się zaznaczy. A tutaj, po wyszukaniu jakiegoś koloru, można sobie majtać paluchem w te i we wte, zaznaczy / odznaczy nam się tylko wyszukany symbol, cała reszta zostanie nienaruszona.

Pokażę Wam jeszcze jeden myk. W Zegarach miałam tak, że cieniowanie np. na granicy tarczy było dobijające. 3-4 odcienie od jasnego do ciemnego, dwa krzyżyki dalej znowu 3-4, ale już inne. I tak co chwilę. Zdarzało mi się 'oszukiwać' i kilka cieniowań robić tym samym zestawem, czy np. połączyć dwa bardzo zbliżone do siebie kolory. Nie na całym obrazku, ale na danym kawałeczku. Tutaj można sobie wspomóc takie oszustwo, poprzez zaznaczenie większej ilości kolorów. Fotka oczywiście nie z pasującymi kolorami, ale żeby pokazać, jak wygląda wyszukiwanie kilku symboli:
Zaznaczona kreska, strzałka i dwukropek. Po takim wyszukiwaniu, jeśli uznałabym, że to są te 'same' kolory, po ich zrobieniu jednym mazaniem i zaznaczaniem pomaluję sobie krzyżyki kilku kolorów. Drobiazg, ale bywa przydatny.

I wisienieczka na torcie. Statystyki! Statystyka czasu jest po prawdzie do niczego. Nie wiem, czy ona liczy rzeczywisty czas otwarcia schematu (w takim razie dla nowych wzorów się nie zgadza, bo drugiego dnia mi pokazywała ponad 1d), czy od otwarcia schematu po raz pierwszy (fraktal przecież zaczęty kilkanaście? dni temu?).

Ale ogólna informacja o postępie jest. Z dorzucania dodatkowych liczników nie korzystałam. W ogóle ten ogólny widok jest, ale bez niego człowiek też by żył.

Natomiast 'Calendar' pokochałam miłością wielką od razu. Ta da!
Statystyka dokładna, którego dnia ile udało się zaznaczyć (appka nam wierzy :) ). Dla mnie bomba, bo sobie to potem przepisuję do mojego arkusika, gdzie też postępy śledzę i zawsze były one tak na oko liczone, potem praca skończona, a mi w obliczeniach brakuje 10% krzyżyków ;) Teraz nie ma na to szans :D I można się przekonać, że nawet taka tam chwilka to może dać i 200 krzyżyków, a to już coś.

I jeszcze pomniejszony obrazek, na którym już nie widać tego, co tam dalej we wzorze jest, ale na którym pięknie widać, co się ma zrobione.


Podsumowując - za 25 zł dostajemy fajną appkę, która ma kilka plusów (jak statystyki, czy możliwość obejrzenia wzoru w dowolnym powiększeniu), ale która przede wszystkim pracę BARDZO ułatwia. Widać, gdzie są kolejne krzyżyki, człowiek nie marnuje czasu na odszukiwanie symboli, kolorów, kolejnych miejsc, na zastanawianie się, gdzie iść teraz. Ma podane na tacy i głowa się nie męczy ;) Widać po ilościach zrobionych krzyżyków, że nawet przy takiej ilości krzyżyków można pracować szybko. Wynik 1500 był nieco podkręcony poprzez przejście na trochę zrobiony rząd, ale możliwe jest zrobienie 800-1000 krzyżyków przez kilka godzin, nie przez kilka dni. Czy to dużo? No raczej :)

piątek, 22 lipca 2016

Fraktal, premiera

Czas wspomnieć coś o hafcie, który zaczęłam jeszcze w czerwcu (choć wtedy zrobiłam raptem z 1000 - 2000 krzyżyków, więc co to jest ;) ). Otóż w końcu ruszyłam fraktal, a dokładniej: Sunset Fractal, stworzony i sprzedawany przez firmę StitchX (nie linkuję, mają problemy ze stroną i ona nie działa od jakiegoś czasu).

Ma wyjść tak:

Rozmiar to 300 na 225, kolorów DMC 59. Stopień skomplikowania - mniejszy niż HAEDy :)

Praca robiona na 16ct, taka pośredniość między 14ct (bez jaj, jeśli chodzi o kolosy) a 18ct (jednak drobnica dla mnie na co dzień).

A jak się szyje? Otóż super.

Zaczęłam jeszcze w czerwcu, z papieru, aczkolwiek wspomagając się mocno komputerem, gdyż moje oczy są ślepe i wyszukiwanie symboli idzie im tak średnio. Nie, nie parkuję. Nie dam rady wysiedzieć przy krośnie, tamborek, którego używam i który mi zawsze najbardziej pasuje, ma 20cm, nie ma mowy, żeby na nim parkować. Także jadę kolorami. Zaczęłam od lewego górnego rogu i biorę po kolei kolorki. Bardzo przydaje się 'organizer' na nici, gdyż ich wieczne nawlekanie, odkładanie, etc., doprowadziłoby mnie tylko do rzucenia haftem w kąt i tyle.


Musiałam oczywiście dokupić igieł - miałam jakieś za grube, źle się nimi pracowało. Dotarłam do pasmanterii, dokupiłam 30 i jest ok i na wszystkie kolory :)

Machnęłam wspomniane 1000-1200 krzyżyków i kupiłam tablet. Oczywiście nie tylko do haftowania, no ależ! O aplikacji crossty będzie osobna noteczka, tam się wypowiem, powstawiam fotki i się będę zachwycała, tutaj wystarczy tylko tyle, że symbole na papierze / pdfie i w xsd są inne oraz StitchX miało dziwne 'wymiarowanie' obrazka, bo tam sam środek to było 0/0, więc lewy górny róg to było 113 / 150. Tak miałam na początku przygotowaną kanwę i tak pociągnęłam żyłki oraz ją opisałam. Nieco mi to namieszało przy przejściu na appkę, ale nie jest tak tragicznie. Ramki z materiału zostawiłam pełno, jest więc gdzie wstawiać nowe oznaczenia :) Żyłki też nie pociągnęłam po całości, bo mi się do haftowania spieszyło, następne kolumny zrobię już zgodniej z obecnymi 10-tkami.

Teraz sam haft. Jadę kolumnami w dół, kolorami, wyszukiwanie w pdf / appce ułatwia mi to bardzo bardzo. Appka milion razy lepsza niż szukanie po pdf ;) (to uprzedzając opinie :D). Prawie cała pierwsza kolumna. Coś tam widać, ale bez szału. Kiedy kolor się w danym momencie kończy w doł, ale idzie w bok, oczywiście kontynuuję, żeby nie było granic między rzędami. Taka polityka sprawia, że ich po prostu nie ma, bo rzadko kiedy kolor się tak kończy równiutko. Kiedy dany kolor jest rozwalony po ileś tam kolumn wszerz, to przejeżdżam trochę na następną kolumnę - też w celach prewencyjnych :)

Tutaj jeszcze kawałek góry, przy początkach drugiego rzędu. Widać podwójne liczenie kolumn / wierszy. Trochę mylące, ale co tam. Jak skończę ten ożyłkowany kawałek, to po przygotowaniu następnego, pewnie pracę przepiorę, żeby się poprzednich 'ustaleń' pozbyć.
Na ten moment mam dokładnie tyle:
Dwa rzędy w komplecie, trzeci prawie do połowy i wróciłam na górę. Jak szaleć, to szaleć ;) No i wtedy jest szansa na zobaczenie jakiegoś wzoru konkretnego zanim będzie połowa obrazka.

Zrobione ponad 7 tysięcy krzyżyków, już ponad 10% pracy. A prawa strona jest o wiele prostsza, bo są wielkie plamy w ecru, szarym i białym.

Jeszcze trochę bliżej sama góra i sam dół.

wtorek, 19 lipca 2016

Sampler a mulina cieniowana

Przy pochwaleniu się początkiem nowej pracy - samplera wykonywanego cieniowaną muliną, padło pytanie o to, jak akurat ja z nią pracuję. Hmmm, no to się zastanowiłam i spisałam kilka faktów, niektóre to prawdy oczywiste, niektóre to prawdy objawione, które ułatwiły mi bardzo prace, kiedy już to objawienie na mnie spłynęło :)

Z rzeczy oczywistych - muliną cieniowaną nie da się (raczej) robić pętelek, nawet, jeśli się wyszywa dwoma nitkami, bo nie da się podzielić idealnie jednej nitki na pół tak, żeby cieniowanie w obu jej połówkach było identyczne. Napisałam "raczej" się tak nie da, bo jeśli się ktoś bardzo, ale to bardzo bardzo uprze, to w końcu podzieli dany kawałek na pół - ale zaraz następne kawałki będzie musiał łączyć tak, że pełno muliny zmarnuje. Jeśli więc chcemy sobie machnąć kilka krzyżyków, to śmiało, dłuższa praca tak nie wyjdzie, chyba, że zupełnie sobie nie szanujemy muliny.

Inna oczywista oczywistość - trzeba robić krzyżyki od razu. Wiem, że dla niektórych z Was żadna to nowość, bo i tak pracujecie w ten sposób, ale np. ja plamy czy długie linie robię półkrzyżykami w jedną stronę i wracam w drugą. Przy cieniowaniu taki sposób się nie sprawdzi.

Nie zwykłam stosować nie wiadomo jakiego planowania, obcinania przygotowanych kawałków muliny, etc., znalazłam po prostu sposób na to, żeby kolejne kawałku muliny do siebie pasowały - obcinam po prostu tak, żeby oba końca muliny miały ten sam odcień. Jak na zdjęciu niżej:


wtedy kiedy jeden mi się skończy, zaczynając następny jestem w tym samym miejscu. Głupio byłoby kończyć jasnością, a zaczynać ciemnością :) I miewałam z tym delikatny problem (wtedy zaczynałam np. z drugiego końca danego kawałka), po czym po prostu wpadłam na ten myk z cięciem muliny przy tym samym odcieniu.

Nie wiem, jak inne firmy, bo nie rozwijałam cieniowanych mulin innych firm, ale w Ariadnie różnica odcieni jest dosyć duża


na szczęście przeskok odcieni nie jest za szybki, więc trochę straty np. na kończenie czy rozpoczęcie nitki nie wpływa na to, że nagle nam się kolory nie zgadzają. Aż tak się nie trzeba przejmować.


Na razie mam zrobiony taki motyw:

Jak nigdy - pracę zaczęłam od środka. Materiału miałam kawałek akurat na tę pracę, zostanie niewiele materiału dookoła, a żeby zostało dokładnie tyle samo, zaczęłam środek od środkowego motywu.

Machnęłam też trochę kreseczek - na razie porobię trochę tych granic obszarów, żeby potem pouzupełniać środeczki.

Wracając do prawideł pracy z cieniowaną muliną - jak wspomniałam, nie zadręczam się planowaniem, gdzie który kolor wypadnie, po kolei, jak leci, się stopniują i tyle. Natomiast trzeba troszkę popatrzeć, jak się robi większe obszary, które w tym wypadku zaczynają się plam kilka na kilka krzyżyków. Kiedy się zrobi wszystkie krzyżyki w jedną stronę, wróci, znowu rządek, to cieniowanie wyjdzie takie sobie, bo się będzie zaginało na powrocie. W tej pracy nie mam zbyt wielu takich kawałków, ale plamy 3x3 czy 3x4 są. Robię je jakby po przekątnej, żeby kolor przechodził stopniowo, a nie rzędami, bo to wygląda tak sobie. W przypadku tych zawijasów - robiłam jakby promieniami od środka. Wyszło :)

I tu jeszcze jedna uwaga - wybór wzoru. Wiadomo, że do muliny cieniowanej to raczej prace jednokolorowe. Ale jeśli tam miałyby być wielkie plamy jednego koloru, których nie można zrobić ładnie czy to przekątną, czy pod kątem, to ja bym jej po prostu nie robiła muliną cieniowaną. Człowiek się narobi, a efekt będzie taki sobie ;) Pracę trzeba więc zacząć z głową i tak ją prowadzić :)

No i tyle. Dla mnie taka praca to nieco więcej pilnowania - ale nie przesadnie wiele, zmiana sposobu wyszywania na robienie całych krzyżyków od razu i tyle. A efekty? Mnie się podobają i to bardzo :)

Na chwilę obecną wróciłam do Zegarów, zostało niewiele, aczkolwiek nie wiem, czy zdążę jeszcze w lipcu je skończyć. Może mi zostaną na sierpień jeszcze :D