piątek, 3 lutego 2017

Podsumowanie prac nad UFOkami - styczeń 2016

Jak ostatnio wspomniałam, wyszywać przy noworodku / niemowlaku się da, ale są to ilości kilka razy mniejsze niż normalnie (nie licząc już przerobów, kiedy jest się pół dnia w domu :) ). Padło na ukończenie ananasa - needlepointowego UFOka, któremu brakuje naprawdę niewiele do ukończenia. Z 12-tu części zostały dwie, z czego ostatnia to obramowanie pól, więc mały pikusiek. Część 11, czyli listopadowa to puste do tej pory trójkąty w rogach:


Musiałam nieco zmodyfikować rozmieszczenie wzoru w tych trójkątach (w ogóle zbiera mi się nieco krytyki do projektantki tego wzoru), ale po nauczeniu się szybkim, co i jak, poszło. Niekoniecznie w jedno popołudnie - nie mam całych :), a i jest tam prawie 200 ściegów, ale poszło. Wysepeczki wyszły super:


wypełnianie to w ogóle bajka, aczkolwiek miałam chwilę przymusowej przerwy. Dobrana nić po prostu nie pasowała. Zlewała się z wysepkami i zamiast trawniczka robiła się jakaś plama. Okazało się jednak, że mam pasującą akurat do tego ciemnego odcienia jasnozieloną nić i mogę wypełniać. Tutaj początek:


Zostało dokończyć wypełnianie trawniczków, obramowanie pól i UFOk będzie załatwiony. Ale to jeszcze momencik.

A jeszcze na kanwie tłumaczenia się, dlaczego tak mało ;), wymyśliłam, jaka praca w ogóle ma szanse na realizację. Otóż nie będzie to fraktal, bo tam co chwilę się zmienia kolory. Będzie to bibliotekarka - zostały same poważne kolory, po kilka tysięcy krzyżyków do zrobienia, więc nie będzie machania mulinami co chwilę, żeby coś zrobić, trzeba tylko pracę w łapki wziąć, tablet odpalić, a mulina i igła powinny być przygotowane. Po ananasie więc bibliotekarka, a z nieUFOkowych prac to na razie nie wiem. Róża pewnie w nielicznych przerwach od nielicznych okazji do wyszywania. A potem pewnie długo nic, nie łudzę się.

wtorek, 31 stycznia 2017

Prezent i ogólne sprawozdanie

Wczoraj w końcu Poczta Polska w łaskawości swojej dostarczyła mi cudowny prezent od Katarzyny, jaki wysłała mi ta dobra osoba w ramach głównej wygranej w UFOkowym roku 2016. Raptem 10 dni oczekiwania na priorytetową przesyłkę. Trochę strach się bać, ile by szedł normalny list :)

Prezentem owym była urocza kartka, czekolada (dzieci już zaanektowały) oraz zestaw do wyszywania. Bardzo ładny, kolibry miałam w dalekich planach w innym wydaniu, kwiatki jakieś też, a tutaj wszystko w jednym. Dziękuję bardzo jeszcze raz!



I ogólne wiadomości: gonię trochę UFOka ananasa, ale to gonienie to raczej mocno przerywane jest. Przy noworodku da się trochę powyszywać, ale od przypadku do przypadku. Na pewno nie może być to żadna praca, którą trzeba wyciągać, przygotowywać, etc. Jak jest coś na wierzchu, to się co kilka dni znajdzie kwadrans, albo i godzinka, jak już WSZYSTKO jest zrobione, ale dni z wyszywaniem było w styczniu bardzo, bardzo mało. Nie ma co ukrywać, priorytetem jest przeżycie dzieci i siebie, nie jakieś tam rzeczy ładne ;)



Na początku stycznia zaczęłam też tęczową różę v.2, ale tam nie ma dużo do pokazania na razie :)

sobota, 7 stycznia 2017

Plany na rok 2017, UFOkowy rok po raz drugi

O planach też będzie szybciutko. Kilka nowych prac, wiadomo, że te spadające z 2016 też :)

Do dokończenia, z kategorii UFO (żeby nie robić dwóch notek z podobną zawartością :) ), zostały:
- Fraktal, efekt końcowy i to, jak ostatnio wyglądał:




- Bibliotekarka, ostatnia odsłona,


- oraz Ananas, który został w zasadzie na jedno - dwa popołudnia (czy tam po prostu kilka godzinek) i czeka tak od kilku miesięcy. No cóż, niech czeka :D


Z nowych - nienowych prac, na rozpoczęcie czeka dalej Einstein 2, nie wylatuje z planu realizacji, ale muszę tutaj dużo pomyśleć, czy i jak przenieść go do .xsd,

Zaplanowana na rok 2016 była również Róża - wydanie 2. Tutaj suprajs, zaczęłam ją robić 2 stycznia :) Zaczęłam jako jedna z pierwszych z całego grona zaróżowionych, jak już się fala wyszytych róż przewinęła, można wziąć się za kolejną.


Cóż dalej. Otóż wymyśliłam sobie kilka nowych pracek. Tak (prawie!) zupełnie nowych, zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją.

Otóż do testowania kupiłam sobie zestaw z drukowaną kanwą - na aliexpresie. Przyjdzie za miesiąc ;) Zdjęcia są nieco kijowe, takie są na stronie przedmiotu. Cała seria jest taka:
Niewykluczone, że zrobię całość, ale zważywszy na to, że nie muszę ich mieć w komplecie, żeby zacząć pracę, darmową wysyłkę i przewidywaną ilość czasu, jaką będę miała - na razie zamówiłam jeden zestaw, mianowicie Lato. Jak będzie ok i mi przypasuje taki sposób wyszywania (może przeżyję szok powrotu do gęstości 11ct :D), to potem domówię całą resztę.


Następna praca, którą myślę sobie machnąć, to kolejna sówka - Hope. W 2015 zrobiłam dwie, miałam zrobić trzecią, ale wcięło mi kanwę czerwoną. O ile dobrze pamiętam, chyba ją niedawno namierzyłam. Jeśli więc nie zniknęła mi ona znowu, to być może dostąpi zaszczytu dołączenia do kompletu :) Tutaj tło jakieś takie zgniłe, ja wezmę inne (a jakbym znowu zatraciła czerwoną kanwę, mam przygotowaną kremową ;) ), praca łatwa, na dodatek wtedy wykonywałam półkrzyżykiem, trzecią zrobię oczywiście tak samo, więc się machnie raz dwa.


Natomiast w Sylwestra doznałam olśnienia. I kilka dni później nadal w zachwycie trwam ;) Na FB spojrzałam na wzór Garden Stars od Ink Circles i przepadłam. Piękny sampler, ostatnich niebieskości mi wystarczyło, teraz padło na zielenie. Aczkolwiek ten akurat sampler jest większy niż poprzedni (ponad dwa razy), więc nie mogę go zacząć ot tak sobie, gdyż nie mam na niego lnu. A chyba na lnie go wykonam, taki szlachetny wzór wymaga szlachetnego materiału.


I jeszcze jedna praca, cierpię na deficyt piękności, więc coś miłego, ładnego, kwiatkowego. Przy czym ta akurat praca raczej na dopełnienie planów niż główna ich część. Zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją :) Zestaw otrzymałam w ramach wygranej w Candy u Agnieszki, nazwa to "Hydrangea in Bloom" (hortensja) z Dimensions.


Chyba na razie tyle. I tak w sumie za dużo, bo łączna szacowana ilość krzyżyków w pracach do zakończenia i do rozpoczęcia to prawie 180 tysięcy, a to więcej niż wyszyłam łącznie w 2016 roku, tylko byłam wtedy pół roku na zwolnieniu i mogłam wyszywać dużo. A z małym dzieckiem będzie ciężej. Ale nie marudźmy. Najwyżej się coś przerzuci na 2018 ;)

czwartek, 5 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Skoro mam wolną chwilkę, to od razu machnę podsumowanie poprzedniego roku :)

Będzie szybko, bez dywagacji, rozkminiania, etc ;) Czysta prezentacja prac.

Uwaga - nie prezentuję prac niedokończonych! Te będą w planach na 2017 i w notce odnośnie UFOków. Daty wstawiam wg. dat ukończenia - mogą się nie zgadzać z datą publikacji, wiadomo, jak to czasem jest ;)

Szybki rzut oka, a potem dokładniejsze informacje.



Styczeń. Obrus.


Luty. Tamborek


Maj. Rower oraz Wzgórze Wróżek



Lipiec. Małe ptaszorki. Oraz wielkie Zegary.




Listopad. Rakieta oraz sampler.



Wychodzi nie tak strasznie wiele, jeśli chodzi o ilość prac. Ale były to jednak prace niemałe, ilość krzyżyków to 115 tysięcy w już zakończonych pracach. Do tego dochodzi jeszcze prawie 60 tysięcy krzyżyków w pracach rozpoczętych, które przeszły na rok 2017. Nie jest więc tak źle, powiedziałabym, że nawet całkiem nieźle jest. Łącznie rok 2016 to 170 tysięcy krzyżyków, co daje ilość 465 xxx na dzień. Ale licząc tylko dni z wyszywaniem, średnia jest imponująca - na 248 dni wychodzi po 685. Pięknie!

I jeszcze wyrzut sumienia - podsumowanie planów na 2016, a ich stopień realizacji. Zamierzałam wziąć udział w SALu sowim - i wzięłam, ale się rozwiązał. Podobny los spotkał tęczowy sampler, który nieco niecnie porzuciłam na skutek błędu w 1/4 pracy. Może wrócę, może nie, może wykończę jako poduszeczkę i tyle. Ale raczej całości kończyć nie będę, odrzuciło mnie od niego (nie daję zdjęć, bo SALe się rozwiązywały w niemiłej atmosferze, itp., pewnie część z Was pamięta). Zaplanowane UFOki zakończone. Biblioteczka odłożona całkowicie - wisi na krośnie (na ramie w zasadzie), stoi na stole i czeka na zmiłowanie się. Może wrócę kiedyś tam, ale bez wyraźnego planu na to. Fraktal - rozpoczęty, aktualnie na moment odłożony, Einstein 2 - NIE RUSZONY w ogóle. Tutaj mam problem. Od czasu, kiedy zaczęłam korzystać z tabletu i Crossty, nie ruszam żadnego wzoru, którego nie mam w .xsd. Tamten wzór sam przetwarzałam, ale w programie, w którym nie da się wygenerować .xsd, ani skopiować, żeby zrobić to samemu. Przerobienie w PM daje inne efekty niż tamto przerobienie, więc się zastanawiałam, zastanawiałam, ale na razie nic nie ruszyłam. Róża 2 - tada! 2 stycznia zaczęłam kolejną edycję tego haftu :) Nie ma więc tragedii, jeśli chodzi o realizację planów na rok 2016 :)

wtorek, 3 stycznia 2017

Zaległości - ileż można to ciągnąć

I przyszedł czas na prezentację kolejnych, ostatnich już zaległości. Nie będę się rozwlekać i prezentować zdjęć z tzw. międzyczasu, bo i tak nic nie wnoszą ;) Będą jeszcze zdjęcia oprawionych prac - kiedy już je oprawię. A Bibliotekarka będzie w kolejnych odsłonach, wszak praca nie skończona :)

A zanim machnę podsumowanie 2016 i plany 2017, to chcę chociaż prezentację ostatnio robionych prac wykonać, bo to wstyd, że tyle czasu taki sampler jest ukończony, a nie pokazany jeszcze.

Dobra, to szybciutko. Sampler się nie zgubił, cały czas był schowany do koszulki z wzorem, nićmi i wszystkim, nie wiem czemu ubzdurałam sobie, że to akurat miejsce sprawdzałam i przekopałam WSZYSTKO, a samplera nie znalazłam. W przypływie desperacji spojrzałam do miejsca, gdzie być powinien i niespodzianka - jest! No kto by się spodziewał :D

Szybkie pranko i proszę Państwa, gotowy samplerek. Jeszcze nie wyprasowany i nie oprawiony, na razie zero pomysłu na oprawę, jako, że praca była z gatunku "widzę i robię", a nie, że swoje odczekała itp.


Króciutkie podsumowanie: rozmiar to 247 na 185, krzyżyków niecałe 17 tysięcy. Materiał to floba 35ct, 2x1, wykonywane dwiema nitkami cieniowanej Ariadny. Skończone w szpitalu, kiedy to nie miałam nic do roboty :)

I druga zaległość, Bibliotekarka. Pokazywana ostatnio, kiedy miała czarne, czarne i czarne, czyli nieco ponad 1/3 obrazu. No to teraz ma dużo więcej, kolejną 1/3. Otóż posiada już wypełnienie buzi, kawałek dekoltu, większość książki i generalnie wszystkie, ale to wszystkie kolory, poza szarościami. Tak, zostały szarości. Po lewej stronie, ze dwa pukielki ;) mają już też zrobione szarości (poza białym i bladoniebieskim, którego też jest pełno we włosach), więc to wypełnienie widać, że wychodzi cudnie. Nie, nie obawiam się tego, że zeszłam z ilością kolorów. Z 89 na 20 :>


Z pokazywaniem zaległości na razie mam spokój :) Teraz muszę przygotować podsumowanie i plany, krystalizuje mi się to już w głowie, też powinno być niedługo noteczka, jak tylko zbiorę liczby.

Bywajcie!

sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie prac nad UFOkami - rok 2016

Ha! Jestem!
Żeby nie było, nie pokażę niczego nowego. Ale czas podsumować rok 2016 w części, którą było kończenie UFOków. Całe podsumowanie to muszę jeszcze przygotować, bo dwie prace nie były pokazane, to głupio je po macoszemu tylko w podsumowaniu pokazać ;) Na właściwe podsumowanie przyjdzie chwileczkę poczekać :)

Noteczka z wstępem do całej zabawy była tutaj: UFOczki.

Skończone wszystkie dawno temu, co mnie cieszy niezmiernie.

Obrus:


Wzgórze Wróżek:


Zegary:


Kasia ma zamiar zorganizować zabawę po raz kolejny. Wydawało mi się, że nie mam UFOków, ale znowu trzy się znajdą. Ananas - została raptem jedna część z wzoru, ale od kilku miesięcy nie ruszałam, Bibliotekarka - niedawno to był haft bieżący, ale przed drugim pobytem w szpitalu spakowałam haftowanko na jakiś czas. No i zapomniałam, że mam zapakowany Fraktal - jak się wdrożę w życie z powiększoną rodziną, to do niego wrócę, jeśli więc wystarczą raptem trzy UFOczki to się zapisuję. Bannerek już jest, a co - szczytne akcje trzeba propagować!

środa, 7 grudnia 2016

Kolejna zaległość - Bibliotekarka

Tym razem bardzo, bardzo szybko. Bo tutaj też foteczek brak, za to coś tam się porobiło. Po drodze jeszcze skończyłam (!) sampler, ale muszę go wyprać i w ogóle doprowadzić do jakiegoś stanu sensownego, (a najpierw znaleźć! zgubiłam :D) żeby go pokazać, robię więc mały hop i pokazuję kawałek postępów w Bibliotekarce.

Poprzednio była buzia:


Potem dodziubałam resztę dekoltu. I na razie tyle jest do pokazania:

Dalej idzie wypełnianie. Idzie, idzie strasznie szybko. Ale znowu, nie mam za dużo fotek, a te, które zrobiłam, są koszmarne. Nie wiem, może od razu całe wypełnienie pokażę? :D Śmieszny mam system. Nie chcę rozgrzebywać przyborników, etc., więc jak robię jakieś kolor, to robię go w całości (jak jest tak do 500-700 krzyżyków w całej pracy), 'poważniejsze' kolory (szarości w sumie :) ) zrobiłam na razie dwa, a i to częściowo (po całej nitce np.), bo kilku tysięcy krzyżyków pikselozowych w szarościach mnie odrzuca w jednym rzucie. A jak już się pomęczę z jakimś kolorkiem, to robię nieco wypełnień. Buzia skończona, jadę z koszulą, wypełnienia jeszcze na książce są. Może w końcu dorwę aparat, to będzie można coś pokazać.

Aha! Po kryzysie "rety rety, nie ma ładnych wzorów, co ja mam dalej robić" na razie nie ma śladu. Ponieważ gdyż robię tylko i wyłącznie bibliotekarkę, a przygotowaną do zrobienia pracą, ale taką już z przekonania, jest tęczowa róża - wydanie drugie (dla rodziców). Jakbym więc miała znowu poleżeć na patologii, to różę zabieram (mniejsza niż bibliotekarka), ew. kiedy skończę bibliotekarkę (mam już prawie 30 tysięcy krzyżyków na 48 łącznie), to wtedy róża. Fraktal zapakowany (musiałam ściągnąć igły z przybornika, bo znowu by się wszystko tylko zakurzyło), bo to praca jednak wymagająca czasu i skupienia.

piątek, 2 grudnia 2016

Zaległości - część pierwsza, czyli Rakieta

Nie było mnie ciutek. W sumie dawno już nie miałam aż takiej przerwy (jeśli kiedykolwiek). Najpierw nie miałam natchnienia, a potem leżałam w szpitalu, a potem nie miałam czasu. A przede wszystkim - nie mam dobrych zdjęć! Do szpitala nie bierze się lustrzanki :) A zdjęcia z komórki są mocno takie sobie. Miałam robić fotki, jak byłam w domu i jeszcze się nie spodziewałam, że wtem nie będzie mnie w domu przez 2,5 tygodnia. Porobiłam trochę - w zasadzie nawet dużo, tylko postępów nie ma prawie jak śledzić, bo foty żeby były jeszcze jakkolwiek wyraźne, to zawierają całość pracy :) No nic, trzeba sobie jakoś radzić.

Zaczynam od pierwszej pracy. Rakieta. Całkiem spora praca, ponad 22 tysiące krzyżyków, więc nie na dzień-dwa. Dziubałam po kolorach, bo nie chciało mi się bawić w przyborniki i w ogóle.

I odsłona pierwsza, poprzednia, wyglądała tak:


No wybitnie niepozornie :) Ale potem poszło. I poszło. I śmignęło.

I następne
No i jakoś tak kolory się prawie skończyły :D (tak, wiem, tutaj miałam niedokończoną planetę ;) ) Same kolory nadal były mocno niewyraźne, ale to chwilowe ;)

A potem tylko kreseczki  i kreseczki i po trzech dniach kreseczek: TADA! (po wypraniu też :)

Widać oczywiście zagniecenia - prawnie odbyło się w szpitalu jeszcze, więc proszę o wybaczenie. Jeszcze nie wzięłam się za oprawianie, gdyż nie mam natchnienia. Ale pewnie niebawem wezmę się i do tego tematu. Rakieta będzie więc miała i trzecią odsłonę :)

poniedziałek, 24 października 2016

Rakieta, odsłona pierwsza

Przechodzę sama siebie. Otóż wzięłam się za rakietę i robię ją już normalnie kilkanaście dni i nadal jej niczym nie przerwałam. A mam już fajny kawałek. Czyżby pierwsza duża praca (ponad 20 tysięcy krzyżyków i backstitchy) - nie ogromna, ale po prostu duża - która będzie zrobiona od początku do końca? Nie do końca wierzę, ale kto by tam wiedział, czego się po mnie można spodziewać. Ja sama nie, ale się zobaczy.

Przypomnienie. Gotowy obrazek ma być mniej więcej taki:

I już na pewno mniej więcej, bo pojedyncze plamy pojedynczych kolorów nieco pozmieniałam. Np. błękitny wg. wzoru okazał się być jednak za jasny i miejscami wzięłam ciemniejsze odcienie niż te, które dobrałam tak trochę na oko. Ale to dopiero w drugiej odsłonie.

Teraz nieco o warsztacie. Warsztat taki sobie. Najpierw mnie wzięło, że już teraz zaraz muszę, bo się uduszę. Nie chciało mi się żyłkować całości, przetestowałam, czy moje mazaczki schodzą akurat z tej kanwy. Schodzą, więc do dzieła. Tak podziałałam, że hej ;) Prawie wszystkie wyczerpane. Na fotkach będzie więc widać przeplatające się 4 kolory, którymi machałam po jednej kreseczce i odkładałam, żeby odpoczęły i się zregenerowały. Nie chciało nawet mi się iść po nowe, musiałam zacząć od razu, więc mazaczkowa szachownica jest wielce kolorowa.

A potem nie chciało mi się robić przybornika na nici. Wielkie mi halo, raptem 25 kolorów? Ale mi się nie chciało. Jaka rada? Kolorami jechać całość. Żeby zacząć od tego, co mnie męczy najbardziej i nabrać rozpędu, spisałam kolory posortowane po ilości postawionych krzyżyków i zaczęłam od najrzadziej występującego - całe 15 krzyżyków :) I jadę kolorami po całości pracy, wielka nie jest, za to pokratkowana, więc nie robi to wielkiej różnicy. Wielokrotnie pokazywałam owalne tamborki, które dla mnie są the best, a które się przekłada w kilkanaście sekund, więc latanie po całej pracy nie stanowi żadnego problemu.

Foteczki na razie z aparatu, może druga odsłona będzie fotografowana porządnie, się zobaczy :)
Pięknie widać wszystkie kolory mazaków i w zasadzie to tyle :D Bodajże pierwszych 5 kolorów?


Tutaj więcej:
i więcej:

i jeszcze więcej:
Widać zarys rakiety, miejsca, gdzie będą planety, trochę dymu i ognia. Ale na razie nic konkretnego. Ale spoko, dzieje się dalej, wczoraj machnęłam ponad 1,5 tysiąca krzyżyków, aż sobie palec zepsułam (w sumie chyba nawet dwa :D), więc dzisiaj na pewno kapeczkę mniej będzie. Ostro do przodu gnam, ramka kupiona, miejsce na ścianie jest, w październiku nie skończę, bo to tylko tydzień jeszcze :) ale listopad jak najbardziej możliwy.

poniedziałek, 17 października 2016

Samplerek - też pokażę

A samplerek to w ogóle nie miał porządnej prezentacji. Dopiero mi głupio, jak nie wiem.

To od końca, żeby było wiadomo, o co w ogóle chodzi :)

Ma wyjść tak:






tylko, ze u mnie w niebieskościach.

I jakieś tam małe przebłyski były, ale za to, że małe, to było dużo - głównie na instagramie i na FB :) Wspomniałam, że jestem ostatnio leniem?

Było więc i tak:


i tak:

a potem jeszcze kilka drobiazgów doszło:
i ostatecznie POŁOWA samplera wygląda już tak :)
Tu, jak w przypadku innych prac - idzie, pod warunkiem, że akurat mam ochotę i coś robię. Ale też na razie nie robię, za to jest się czym pochwalić, to niech będzie :) Może mnie publikacja choć trochę zmobilizuje do roboty w temacie.