poniedziałek, 15 maja 2017

Chińskie zestawy z aliexpress - recenzja

Od razu zaznaczam, nikt mi za recenzję nie płaci. Po prostu kilka osób już zdążyło o nie zapytać po tym, jak raz czy drugi się pochwaliłam pracą na instagramie czy tam fb.

Jak już wspominałam jakiś czas temu, stwierdziłam, że do odważnych świat należy i zamówiłam zestaw nr 1, czyli jedną część z czterech pór roku, żeby było 'zabawnie', część pt. lato, gdyż ta mi się najbardziej spodobała.


Zdjęcie niewyraźne - wycięte ze strony przedmiotu.

Dobra, wypakowanie.

Nici, kanwa z nadrukiem, schemat, opakowanko. Standard.





I jak zwykle dałam ciała - nie mam fotki czystej kanwy, tutaj już są machnięte krzyżyki. Ale jakość nadruku i tak można ocenić - doskonałość :)



Po odpakowaniu i spróbowaniu, co i jak, zamówiłam od razu pozostałe do kompletu trzy z czterech pór roku, żeby nie było, że jak już za milion lat wykonam jedno drzewo, to reszty akurat nie będzie.





Teraz kilka słów o wyszywaniu. Ta kanwa ma rozmiar 11ct, więc nie powinien być człowiek zdziwiony, że krzyżyki są wielgachne. No są. Jak ktoś jest ślepy i nie wie, co zamawia, to i tak na drobniejszej nie powyszywa ;) A tak serio, to miałam jeszcze w zanadrzu niecny plan, który się powiódł :) Otóż chciałam, żeby moje dzieci zajęły się również krzyżykami, ale nie jako zwalniająca mnie asysta, tylko tak zupełnie samodzielnie. Jeszcze nie ogarną pilnowania wzoru. A pilnowanie gdzie mają wbić igłę, jeśli jest dobrej jakości nadruk, jest w ich zasięgu. Tada:


Zabrały lato, rozpakowałam im też zimę (wszak są dwie ;) ) i mają swoje pierwsze SAMODZIELNE próby. Próby tak się udały, że aktualnie jesteśmy na etapie wyboru zestawów takich zupełnie tylko dla nich :)

I jeszcze foteczka wykonanego kawałka. Nie ukrywam, że teraz jest nieco więcej, ale nie mam dobrego światła, żeby pokazać to z sensem.


Foty były, prezentacja była, teraz sama recenzja.

Kanwa - sztywna, bardzo sztywna. Nie nadaje się na tamborek. Być może nadawałaby się na krosno, ale nie po to ściągnęłam z krosień wszystko, bo nie mam jak ich rozłożyć, żeby nowe prace na nim lądowały. Wyszywam więc w ręku. Miałam nadzieję, że kiedy się nieco 'zeszmaci' w rękach, będzie można tamborek założyć. Nie ma na to szans.

Rozmiar i nadruk - 11ct, już wspominałam. Kiedy kupowałam te zestawy na początku roku nadruk był możliwy tylko na kanwie 11ct. Aktualnie przeglądając widzę, że coraz więcej zestawów jest również z nadrukiem na 14ct. Gdybym więc teraz wybierała, wybrałabym 14ct. Ale tę 11 jakoś zniosę. Większe gęstości niż 14ct są bez nadruku, a mi nie na schemacie i niciach zależało, tylko na nim właśnie. Nadruk ma jakość doskonałą, są bardzo bardzo delikatne wyjechania za linijkę, w niczym nie przeszkadzają, bo wchodzą np. na sąsiednie krzyżyki na 0,5mm. Da się żyć. Aha, te kanwy, w przeciwności do polskich kanw z nadrukiem, są do prania. W praniu schemat ma się wyprać. Po opiniach w internecie wnioskuję, że tak się dzieje. Swoją sprawdzę za dużo, dużo czasu :)

Schemat - jest dołączony, jakby komuś się zalała kanwa, czy coś, albo gdyby chciał wykonać jeszcze jedną pracę. Jest również rozpiska, gdyby ktoś chciał uzupełnić nici.

No i same nici. Wbrew temu, co jest napisane, to nie jest 100% bawełna, przeczuwam domieszkę akrylu. To są dokładnie te same nici, co inne chińskie DMC, te sprzedawane przez allegro / olx / fb. Jeśli komuś przeszkadza choć niewielka domieszka - niech nie kupuje. Ale, jak wspomniałam, nie dla nici kupowałam zestaw, gdyby mi ten dodatek przeszkadzał, zamieniłabym nici na oryginalne DMC. Ale mi nie przeszkadza :)

Podsumowanie - to nie są zestawy dla doświadczonych hafciarek, nie ma się co oszukiwać. Ale jako przerywniki, bądź w moim przypadku - praca, do której można siąść z biegu i bez większych rozkminek, albo praca dla dzieci, w sam raz. Żałuję, że mam 11ct, a nie 14ct, ale dam radę i będę dzielna :)

czwartek, 4 maja 2017

Podsumowanie prac nad UFOkami - kwiecień 2017

Nie ma się co okłamywać, nie wyrabiam się. Tak koncertowo się nie wyrabiam, że nawet nie miałam czasu napisać, że się nie wyrabiam. Przy okazji proszę zapewne życzliwe, ale nieco oderwane od rzeczywistości osoby, które mi zaraz napiszą, że to jest kwestia organizacji i priorytetów, o powstrzymanie się i udowadnianie mi, że jakbym chciała, to bym mogła. Tak, zapewne. Niemniej blogowanie i wyszywanie nie są na czele priorytetów, kiedy w domu jest niemowlę i dwójka rozbrykanych pięciolatek. Zdecydowanie nad nimi góruje np. potrzeba snu. Mogłabym wszak wyszywać po nocach, ale nie, nie będę jeszcze z tego powodu zarywać nocek. Ustalmy, że nie da się i jakoś to znoszę ;) Zaległości mam nawet w czytaniu (ale tylko blogów, książki jakoś idą - głównie audiobooki), kolejna w czytniku rss'ów wynosi ponad miesiąc. To nie jest tak, że Was opuściłam na zawsze. Co jakiś czas przeczytam zaległości z kilku dni, ale np. wrzucanie komentarzy do wpisów sprzed 40 dni chyba mija się z celem. I nie, na razie nie będzie lepiej. Jakoś postaram się ogarnąć i machnąć ten jeden wpis na miesiąc. Może się uda ;) Pomysły mam nawet na dwa na miesiąc! Czyste szaleństwo! Ale nie za bardzo umiem usiąść do pisania :)

Dobra, miało być o UFOkach. Jeden skończony, drugi nietknięty, trzeci ruszony. Nie jakoś specjalnie wiele, ale jednak. Przy okazji widzę, że nie publikowałam na jego temat niczego w tym roku, więc normalnie mam zapas na jakieś dwie-trzy notki. Łał, tłumy szaleją i klaszczają :D

Ostatnia odsłona, kiedy to bibliotekarka została zapisana na listę UFOków, wyglądała tak:


Uwaga, nie zauważycie wielkiej różnicy. Niedawno wyglądała tak:


Raptem dwa tysiące krzyżyków dodanych - trochę zaklejonych dziur, jeszcze kilka kolorów, które nie rzucają się w oczy, itp. nic specjalnego. Ale postęp jest, chociaż mizerny ;) Może niedługo machnę jakąś świeższą fotkę, bo chyba mam jeszcze kolejny tysiączek machnięty, ale to nadal przyrosty słabiutkie.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Podsumowanie prac nad UFOkami - marzec 2017

Post powstaje w marcu, ale opublikowany zgodnie z zasadami, w kwietniu. Wymuszone to jest szaloną ilością czasu, jaką mam do dyspozycji. Skoro więc trafił się wolny kwadransik, napiszę trzy słowa, bo nie wiem, serio nie wiem, czy następna okazja będzie za tydzień, czy za godzinę, a może za miesiąc.

Ananas skończony. Jeszcze nie oprawiony, bo bez przesady, na co ten pośpiech, ale obramowanko gotowe. Wyszedł całkiem nieźle, choć żałuję poplątania kolorystycznego. Przypominam: środek miał być w tonacji różowo-czerwonej. No nie wyszło. Tak to jest, jak się zamawia nici, oglądając wzornik na laptopie. Na lapku te kolory były czerwone właśnie ;) I generalnie w ogóle trzeba było nie kombinować i zrobić zieloności i już. Ale tak bez cudowania jak widać się nie da. Jakoś to zniosę.


Już poprzednio wspominałam, że wymyślałam też z obramowaniem pól, ostatecznie zrobiłam tak, jak był w instrukcji. NIE MOŻE BYĆ! Moja delikatna nieufność wobec instrukcji wzięła się stąd, że już wcześniej byłam zła na autora / autorów wzoru, że pewnych kwestii nie przemyśleli, bądź po prostu mieli je gdzieś. Jeśli jest wzór taki geometryczny, symetryczny i w ogóle cudny, to naprawdę wypadałoby zadbać o symetrię w detalach również. Takie np. wypełnienie pola nr 11 (trójkąty w rogach) wg. wzoru miały te wysepki rozrysowane w sposób, który się nie układał. Nijak nie układał. Inne wypełnienia tak samo - nie zawsze zwracano uwagę na to, żeby wszystko było równiutko. Pole nr 4 też - nie dało się go rozmieścić. Takie drobiazgi, a zostawiają we mnie niesmak. Czepiam się trochę, wiem, ale serio, to chyba nie przekraczało możliwości autora, żeby to przemyśleć.

No nic. Na razie projekt needlepointowy skończony. Następny jest piękny, geometryczny i w ogóle:

lecz na razie nie mam czasu ani monokanwy. Nie zaczynam więc :) Ew. porobię na resztkach tej monokanwy, która została po ananasie, pojedyncze motywy.

Wracając do UFOków: fraktal zgodnie z zapowiedzią nie został ruszony, w bibliotekarce coś się podziało, czeka na publikację :) Może się doczeka w maju. Ale nie obiecuję :)

środa, 22 marca 2017

Painting by numbers - malowanie po liczbach

Painting by numbers - malowanie po liczbach, czyli jak to kiedyś widziałam u Madziuli: "Jestę malarko!". Wygląda nieźle. Nawet zakupiłam coś a'la Afremov, gdyż obrazy mi się podobają, a do wyhaftowania tak barwnego i dużego obrazu się jakoś nie zebrałam. Choć blisko było. Dobra, o malunkach miało być.

Zamówiłam i przyszły w lato. Wyglądało to tak:



Dla porównania wielkości:


Strona aukcji nie działa, nie mam jak pokazać ładniej, jak efekt końcowy miał wyglądać, ale na tym malusieńkim zdjęciu coś tam widać. Farby popakowane w malutkie pojemniczki, pędzelki trzy, małe haczyczki (bo nie haczyki nawet). No i materiał, pogięty, ale to drobiazg. I tak trzeba go rozpiąć na jakąś ramę. Na tym etapie nie miałam się czego przyczepić.

I miałam machnąć wpisik jak już coś będzie. Bo na początku było tyle:

I potem niewiele. A potem niewiele. A potem dalej niewiele. A trochę czasu nad tym przesiedziałam i nieco nerwów zmarnowałam również. Zdradzę Wam dlaczego. Bo kupiłam zły obrazek! Proszę sobie kliknąć i powiększyć któreś ze zdjęć, gdzie widać dokładnie plamki. Plamiątka. Plamiąteczka. Te pola do malowania w tym konkretnym przypadku są maciupeńkie. Dokupiłam miniminipędzelek, a i tak nie zawsze mieściłam się w granicach, nie mówiąc już o tym, w jakim tempie to szło. Koszmarnym. Teraz mam tyle:

I tak, jest efekt, widać fajne plamki i w ogóle, ale litości, ja nie wygrałam oczu na loterii, to trochę nie dla mnie, taka dłubanina. Kiedyś to skończę, to na pewno. Postanowiłam dać tej technice jeszcze jedną szansę, tym razem wiedząc już, na co zwracać uwagę, przyglądałam się aukcjom z uwzględnieniem przesłanych przez kupujących zdjęć, na których widać rozdrobnienie tych plam na obrazie.

Zwłaszcza, że u Madziuli:

te plamki też były raz mniejsze, raz większe, ale nie mikroskopijne. Czyli da się.

I znalazłam, zamówiłam. Na razie tylko ściągnęłam z ramy tamten obrazek (na lepsze czasy :) ) i założyłam drugi. Nie, żebym miała okazję pomalować cokolwiek, co to, to nie, na takie brewerie jeszcze nie mogę sobie pozwolić. Ale plan jest :)
Widać chyba różnicę w wielkości plamek? Efekt gotowy ma być taki:
Zobaczymy, jak wyjdzie. Za te milion lat, kiedy dostąpię zaszczytu posiadania kilku godzin wolnych. Ale notka miała być dawno temu, niech już więc w końcu będzie.

niedziela, 5 marca 2017

Podsumowanie prac nad UFOkami - luty 2017

Tak, będzie jeden post na miesiąc ;) Próbowałam machnąć noteczkę jakoś wcześniej, ale jak nie szło, tak nie szło, cóż na to poradzę. Niespecjalnie cokolwiek, czas przyznać, że się nie wyrabiam w sposób koncertowy. O zaległościach w czytaniu też wolę nie wspominać. W czytniku liczba wpisów przekroczy za moment tysiąc. Ale coś do pokazania mam, to się odezwę.

Generalnie w ananasie w końcu się coś podziało. Dokończyłam dywaniki po bokach - część listopadowa gotowa. Część grudniowa jeszcze poczeka na prezentację.

Prawie cały ananasek wygląda tak:


Obramowanie regionów oczywiście mnie pokonało. Jakbym zrobiła ściśle wg. instrukcji, byłoby kul. Ale nie, musiałam kombinować. I co wykombinowałam, to było źle. Ale tak naprawdę źle. Ostatni pomysł - a jakże, wg. instrukcji ;) I to zaczęło wychodzić w miarę ok. Pokażę za miesiąc, żeby było się czym chwalić.

Powoli muszę się zabrać za wymyślanie - jak to oprawić, tak w ogóle. Gdyż tutaj również pomysłu brak.

Edit: po publikacji zorientowałam się, że miałam wpisany w tytule i tutaj i w styczniu - zły rok, poprzedni mianowicie. Widać, jaka jestem zakręcona :)

piątek, 3 lutego 2017

Podsumowanie prac nad UFOkami - styczeń 2017

Jak ostatnio wspomniałam, wyszywać przy noworodku / niemowlaku się da, ale są to ilości kilka razy mniejsze niż normalnie (nie licząc już przerobów, kiedy jest się pół dnia w domu :) ). Padło na ukończenie ananasa - needlepointowego UFOka, któremu brakuje naprawdę niewiele do ukończenia. Z 12-tu części zostały dwie, z czego ostatnia to obramowanie pól, więc mały pikusiek. Część 11, czyli listopadowa to puste do tej pory trójkąty w rogach:


Musiałam nieco zmodyfikować rozmieszczenie wzoru w tych trójkątach (w ogóle zbiera mi się nieco krytyki do projektantki tego wzoru), ale po nauczeniu się szybkim, co i jak, poszło. Niekoniecznie w jedno popołudnie - nie mam całych :), a i jest tam prawie 200 ściegów, ale poszło. Wysepeczki wyszły super:


wypełnianie to w ogóle bajka, aczkolwiek miałam chwilę przymusowej przerwy. Dobrana nić po prostu nie pasowała. Zlewała się z wysepkami i zamiast trawniczka robiła się jakaś plama. Okazało się jednak, że mam pasującą akurat do tego ciemnego odcienia jasnozieloną nić i mogę wypełniać. Tutaj początek:


Zostało dokończyć wypełnianie trawniczków, obramowanie pól i UFOk będzie załatwiony. Ale to jeszcze momencik.

A jeszcze na kanwie tłumaczenia się, dlaczego tak mało ;), wymyśliłam, jaka praca w ogóle ma szanse na realizację. Otóż nie będzie to fraktal, bo tam co chwilę się zmienia kolory. Będzie to bibliotekarka - zostały same poważne kolory, po kilka tysięcy krzyżyków do zrobienia, więc nie będzie machania mulinami co chwilę, żeby coś zrobić, trzeba tylko pracę w łapki wziąć, tablet odpalić, a mulina i igła powinny być przygotowane. Po ananasie więc bibliotekarka, a z nieUFOkowych prac to na razie nie wiem. Róża pewnie w nielicznych przerwach od nielicznych okazji do wyszywania. A potem pewnie długo nic, nie łudzę się.

wtorek, 31 stycznia 2017

Prezent i ogólne sprawozdanie

Wczoraj w końcu Poczta Polska w łaskawości swojej dostarczyła mi cudowny prezent od Katarzyny, jaki wysłała mi ta dobra osoba w ramach głównej wygranej w UFOkowym roku 2016. Raptem 10 dni oczekiwania na priorytetową przesyłkę. Trochę strach się bać, ile by szedł normalny list :)

Prezentem owym była urocza kartka, czekolada (dzieci już zaanektowały) oraz zestaw do wyszywania. Bardzo ładny, kolibry miałam w dalekich planach w innym wydaniu, kwiatki jakieś też, a tutaj wszystko w jednym. Dziękuję bardzo jeszcze raz!



I ogólne wiadomości: gonię trochę UFOka ananasa, ale to gonienie to raczej mocno przerywane jest. Przy noworodku da się trochę powyszywać, ale od przypadku do przypadku. Na pewno nie może być to żadna praca, którą trzeba wyciągać, przygotowywać, etc. Jak jest coś na wierzchu, to się co kilka dni znajdzie kwadrans, albo i godzinka, jak już WSZYSTKO jest zrobione, ale dni z wyszywaniem było w styczniu bardzo, bardzo mało. Nie ma co ukrywać, priorytetem jest przeżycie dzieci i siebie, nie jakieś tam rzeczy ładne ;)



Na początku stycznia zaczęłam też tęczową różę v.2, ale tam nie ma dużo do pokazania na razie :)

sobota, 7 stycznia 2017

Plany na rok 2017, UFOkowy rok po raz drugi

O planach też będzie szybciutko. Kilka nowych prac, wiadomo, że te spadające z 2016 też :)

Do dokończenia, z kategorii UFO (żeby nie robić dwóch notek z podobną zawartością :) ), zostały:
- Fraktal, efekt końcowy i to, jak ostatnio wyglądał:




- Bibliotekarka, ostatnia odsłona,


- oraz Ananas, który został w zasadzie na jedno - dwa popołudnia (czy tam po prostu kilka godzinek) i czeka tak od kilku miesięcy. No cóż, niech czeka :D


Z nowych - nienowych prac, na rozpoczęcie czeka dalej Einstein 2, nie wylatuje z planu realizacji, ale muszę tutaj dużo pomyśleć, czy i jak przenieść go do .xsd,

Zaplanowana na rok 2016 była również Róża - wydanie 2. Tutaj suprajs, zaczęłam ją robić 2 stycznia :) Zaczęłam jako jedna z pierwszych z całego grona zaróżowionych, jak już się fala wyszytych róż przewinęła, można wziąć się za kolejną.


Cóż dalej. Otóż wymyśliłam sobie kilka nowych pracek. Tak (prawie!) zupełnie nowych, zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją.

Otóż do testowania kupiłam sobie zestaw z drukowaną kanwą - na aliexpresie. Przyjdzie za miesiąc ;) Zdjęcia są nieco kijowe, takie są na stronie przedmiotu. Cała seria jest taka:
Niewykluczone, że zrobię całość, ale zważywszy na to, że nie muszę ich mieć w komplecie, żeby zacząć pracę, darmową wysyłkę i przewidywaną ilość czasu, jaką będę miała - na razie zamówiłam jeden zestaw, mianowicie Lato. Jak będzie ok i mi przypasuje taki sposób wyszywania (może przeżyję szok powrotu do gęstości 11ct :D), to potem domówię całą resztę.


Następna praca, którą myślę sobie machnąć, to kolejna sówka - Hope. W 2015 zrobiłam dwie, miałam zrobić trzecią, ale wcięło mi kanwę czerwoną. O ile dobrze pamiętam, chyba ją niedawno namierzyłam. Jeśli więc nie zniknęła mi ona znowu, to być może dostąpi zaszczytu dołączenia do kompletu :) Tutaj tło jakieś takie zgniłe, ja wezmę inne (a jakbym znowu zatraciła czerwoną kanwę, mam przygotowaną kremową ;) ), praca łatwa, na dodatek wtedy wykonywałam półkrzyżykiem, trzecią zrobię oczywiście tak samo, więc się machnie raz dwa.


Natomiast w Sylwestra doznałam olśnienia. I kilka dni później nadal w zachwycie trwam ;) Na FB spojrzałam na wzór Garden Stars od Ink Circles i przepadłam. Piękny sampler, ostatnich niebieskości mi wystarczyło, teraz padło na zielenie. Aczkolwiek ten akurat sampler jest większy niż poprzedni (ponad dwa razy), więc nie mogę go zacząć ot tak sobie, gdyż nie mam na niego lnu. A chyba na lnie go wykonam, taki szlachetny wzór wymaga szlachetnego materiału.


I jeszcze jedna praca, cierpię na deficyt piękności, więc coś miłego, ładnego, kwiatkowego. Przy czym ta akurat praca raczej na dopełnienie planów niż główna ich część. Zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją :) Zestaw otrzymałam w ramach wygranej w Candy u Agnieszki, nazwa to "Hydrangea in Bloom" (hortensja) z Dimensions.


Chyba na razie tyle. I tak w sumie za dużo, bo łączna szacowana ilość krzyżyków w pracach do zakończenia i do rozpoczęcia to prawie 180 tysięcy, a to więcej niż wyszyłam łącznie w 2016 roku, tylko byłam wtedy pół roku na zwolnieniu i mogłam wyszywać dużo. A z małym dzieckiem będzie ciężej. Ale nie marudźmy. Najwyżej się coś przerzuci na 2018 ;)

czwartek, 5 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016

Skoro mam wolną chwilkę, to od razu machnę podsumowanie poprzedniego roku :)

Będzie szybko, bez dywagacji, rozkminiania, etc ;) Czysta prezentacja prac.

Uwaga - nie prezentuję prac niedokończonych! Te będą w planach na 2017 i w notce odnośnie UFOków. Daty wstawiam wg. dat ukończenia - mogą się nie zgadzać z datą publikacji, wiadomo, jak to czasem jest ;)

Szybki rzut oka, a potem dokładniejsze informacje.



Styczeń. Obrus.


Luty. Tamborek


Maj. Rower oraz Wzgórze Wróżek



Lipiec. Małe ptaszorki. Oraz wielkie Zegary.




Listopad. Rakieta oraz sampler.



Wychodzi nie tak strasznie wiele, jeśli chodzi o ilość prac. Ale były to jednak prace niemałe, ilość krzyżyków to 115 tysięcy w już zakończonych pracach. Do tego dochodzi jeszcze prawie 60 tysięcy krzyżyków w pracach rozpoczętych, które przeszły na rok 2017. Nie jest więc tak źle, powiedziałabym, że nawet całkiem nieźle jest. Łącznie rok 2016 to 170 tysięcy krzyżyków, co daje ilość 465 xxx na dzień. Ale licząc tylko dni z wyszywaniem, średnia jest imponująca - na 248 dni wychodzi po 685. Pięknie!

I jeszcze wyrzut sumienia - podsumowanie planów na 2016, a ich stopień realizacji. Zamierzałam wziąć udział w SALu sowim - i wzięłam, ale się rozwiązał. Podobny los spotkał tęczowy sampler, który nieco niecnie porzuciłam na skutek błędu w 1/4 pracy. Może wrócę, może nie, może wykończę jako poduszeczkę i tyle. Ale raczej całości kończyć nie będę, odrzuciło mnie od niego (nie daję zdjęć, bo SALe się rozwiązywały w niemiłej atmosferze, itp., pewnie część z Was pamięta). Zaplanowane UFOki zakończone. Biblioteczka odłożona całkowicie - wisi na krośnie (na ramie w zasadzie), stoi na stole i czeka na zmiłowanie się. Może wrócę kiedyś tam, ale bez wyraźnego planu na to. Fraktal - rozpoczęty, aktualnie na moment odłożony, Einstein 2 - NIE RUSZONY w ogóle. Tutaj mam problem. Od czasu, kiedy zaczęłam korzystać z tabletu i Crossty, nie ruszam żadnego wzoru, którego nie mam w .xsd. Tamten wzór sam przetwarzałam, ale w programie, w którym nie da się wygenerować .xsd, ani skopiować, żeby zrobić to samemu. Przerobienie w PM daje inne efekty niż tamto przerobienie, więc się zastanawiałam, zastanawiałam, ale na razie nic nie ruszyłam. Róża 2 - tada! 2 stycznia zaczęłam kolejną edycję tego haftu :) Nie ma więc tragedii, jeśli chodzi o realizację planów na rok 2016 :)