wtorek, 17 marca 2015

Troszkę mnie nie było - zegary, zmiana planów, wielkie pranie

Troszkę mnie nie było. Już się tłumaczę.
Najpierw - przed wyjazdem, gnałam z pracami i pakowaniem się, żeby a) spakować się i pojechać, b) wyrobić się z założeniami planu na luty. Udało się, choć bodajże koło północy ;) I nie było kiedy robić notek. A potem był wyjazd i duuuuuużo krzyżyków, bo jak dzieciaki szaleją w kulkowni (była w hotelu :) ), to można siedzieć z pracką. To siedziałam. A potem musiałam tutaj coś skończyć, tam dopracować, zrobić zdjęcia i dostać natchnienia. Oto jestem!

Na pierwszy ogień idą Zegary. Oj, dawno nie miały prezentacji. Tak wyglądają po zrobieniu strony nr 14:


A żeby było zabawniej, nie było prezentacji strony 13. Bo jakoś tak. No nie było i już. Strona 14 w szczególikach wygląda tak:


Jak widać, prezentują się piękne. Takie niepoplamione, rozłożone i w ogóle. Uwaga, znowu będzie o mojej głupocie. Jak pamiętacie, zegary były pomalowane mazaczkiem. Który, jak się okazało na Bibliotece - niby się spiera, ale nie do końca :> Zanim jednak postanowiłam wyprać WSZYSTKO, co ma jeszcze ślady kratkowania, w tym przypadku chciałam wykorzystać istniejące krateczki i ułatwić sobie sprawę z żyłkowaniem. Z przerwami zajęło mi to pół dnia. Ale są wyprane, czyściutkie, znowu po kuracji chlorem (nie wiem, jakim cudem nitki to znoszą, normalny, chlorowy wybielacz, a one nic ;) za to mazak idzie w cholerę).

A po drodze wymyśliłam, że zmieniam sposób pracy. Zostawiam tamborek przy Zegarach i przesiadam się na krosno (zdjęta z niego Biblioteka jest odłożona - o tym za moment). Będę robić tę prace kolorami. Ciężka cholera mnie bierze, jak na stronie jest kilkanaście krzyżyków, potem na następnej znowu, ale przecież jedna strona na raz. A kij z tym, nie pasuje mi i tyle. Od wczoraj macham kolorami, wiadomo, w granicach rozsądku, nie będę latała z kolorem pięć stron dalej, ale generalnie, jak się za jakiś wezmę, to może na nieco więcej niż 5 krzyżyków, bo mnie przy tym krew zalewa, i zawsze przy zakończeniu strony mam np. 150 krzyżyków w 18 kolorach. Cholera by je wzięła :> Chyba się nie nadają do takich pstrokacizn - wniosek na przyszłość, że b. dokładnie trzeba się przyglądać wzorom, które idą na warsztat.

Przy krośnie rozłożonym tak, że wchodzi cała praca - może praca kolorami na jakimś tam obszarze będzie realna. Sprawdzę oczywiście w praniu ;)

Tak wyglądają Zegary rozpięte na krośnie:


Stwierdziłam, że zacznę od czarnego, najprościej :) a żeby nie łamać krzywizn i takich tam, to zacznę od strony na samym brzegu, a co ;) Jak szaleć, to szaleć:






Tutaj po postawieniu 675 krzyżyków:


I jeszcze kilka uwag ogólnych:

Materiały są jakieś porąbane. To nie jest tak, że z uporem godnym lepszym sprawy kratkowałam materiały, z których mazak nie chciał schodzić. Otóż zawsze schodził. Jak wykazało przedwczorajsze wielkie pranie, mazak zszedł od ręki z pracy porysowanej dwa miesiące temu, z takiej, która ma ponad 4 lata - też. To były kanwy 14ct. Kijowo schodzi z 18ct, którą posiadam. To mam na usprawiedliwienie swojej głupoty :) Po prostu zawsze tak to działało, że działało, to skąd się mogłam spodziewać, że nagle przestanie? No teraz już jestem mądrzejsza i nie będę ryzykować. Żyłka Twą przyjaciółka, droga hafciarko.

I drugie, jeśli chodzi o ogólną organizację prac. Na razie odłożyłam na bok Bibliotekę. Próba ciągnięcia dwóch kolosów przy jednoczesnych kilku innych pracach, była pomyłką. Skoro przez ponad 5 miesięcy byłam w stanie machnąć 2 strony, a to i tak dlatego, że "trzeba trzeba, odpaliłaś pracę, to trzeba", to znaczy, że to nie jest dobry pomysł. Na dodatek - przy ostatnim praniu miałam przez moment cichą nadzieję, że ten wybielacz jednak zeżre nitki i będę miała wymówkę, żeby pracy nie kontynuować :> To mówi samo za siebie. Na chwilę obecną nie ma sensu ciągnąć być może nieudanego projektu. Nieudanego, bo przeceniłam swoje siły i koncentrację - nie jestem w stanie długo ciągnąć tylko jednej pracy, płodozmian dobrze mi robi na mózg. Nieudanej, bo męczy mnie bardzo 90 kolorów, nawet pomimo wypracowanej techniki, co zrobić, żeby się w tym nie gubić. Nieudanej, bo straciłam pewność, że wzór mi się podoba. No nic, najwyżej się nauczę na własnych błędach. Nici dużo nie zużyłam, co kupiłam, to zostaje, kanwa jest do ew. odzyskania, bo przecież zahaftowany tylko kawałek. Ale to tak na wszelki wypadek, jeśli zapadnie decyzja w ogóle o braku kontynuacji. Na razie jest przerwa. Wrócę do pracy, kiedy skończę Zegary. Jeśli odłożę Bibliotekę i głównym dużym projektem będą Zegary, jest szansa, że zakończę je do końca roku. A po drodze zobaczę :) Prace na ten rok mniej więcej rozplanowane, priorytet to gonienie Zegarów i kończenie tego, co jest pozaczynane, z naciskiem na to, co można skończyć najwcześniej. Ciekawe, jak wyjdzie to :>

24 komentarze:

  1. Dlatego nie biorę się za kolory, bo obawiam się, że po miesiącu pewnie rzuciłabym haft w kąt... Ciekawa jestem losu Twojej biblioteki...
    Zegary prezentują się super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja to jednak prosta baba jestem. Jednokolorowce - mniam. Małokolorowce - też :) W ogóle, żeby było więcej miejsc, które się zapełnia przy jednej nitce i igle, niż 5 krzyżyków rozwalonych na strony. Na pewno spodoba mi się jeszcze jeden kolos, do którego mam kupione nici, też w szarościach, też wielki (390x390), kolorów całe 10, wiele, wiele plam. Na pewno geometria. Na pewno tajny / poufny projekt, który chyba pokaże w tym miesiącu - kilkadziesiąt kolorów, ale w plamach, w plamach, do jasnej ciasnej ;) A nie pstrokacizny. Po prostu polegam, a haft to ma być przyjemność, a nie zmuszanie się do kontynuowania projektu, który mnie po prostu przerósł i udawanie, że tak jest ok. Nie jest.

      Usuń
  2. Dopiero na krośnie widać jaka to duża praca!
    Szkoda, że zostawiasz bibliotekę. Ale co kto lubi. Ja bym właśnie nie potrafiła wyszywać dużego obrazka, który ma mało kolorów i w dodatku to głównie odcienie tylko dwóch lub trzech. Oczywiście, że konfetti wkurza ale jaka jest radość gdy wyszyję jakiś fragment i ta pstrokacizna nabiera sensu.
    No i podziwiam też za chęć wyszywania jednym kolorem na raz. Mnie okropnie denerwuję jak zgubię gdzieś krzyżyk jednego koloru i okazuje się, że jednak muszę na ten jeden czy dwa zgubione krzyżyki znowu wyciągać nitkę. Przy małych pracach to jeszcze ok. Ale przy kolosach - totalnie nie na moje nerwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie plamy - to nie zgubię. Przy małych - jak zwykle będę korzystać z kompa. Na razie po prostu mogę machać te wielkie plamy :) Na razie - od wczoraj :>

      A jeśli chodzi o te odcienie - no to nie jest jedyna praca. Tutaj są 24 czy 25 kolorów, od białego do czarnego. Tamta druga to bardziej nasycone szarości, bez takich delikatnych przejść. Dużo plam :)

      Usuń
  3. Podziwiam, piękny będzie!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW!!! Karolinko będzie przepiękny

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie te zegary byłyby zbyt jednostajne... wolę większą różnorodność kolorów. O wyszywaniu mówię, bo jako obraz są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie na nudę nie ma co liczyć - za dużo kolorów :>

      Usuń
  6. piękne te zegary,a mnie właśnie ciągnie do kolorów,tylko właśnie nie wiem czy podołałbym zmianie nitki co 3 krzyżyki...może jak dzieci odchowam

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny haft, wygląda bardzo tajemniczo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie wyszywanie plamami byłoby nudne ;) Dlatego na razie nie biorę się za kolosy.
    Mazaki i kratkowanie kanwy (nawet żyłką) też nie dla mnie ;)

    Ale te zegary szalenie mi się podobają :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten wzór to mam bodajże od 2010 roku. Aż w końcu w zeszłym roku mnie wzięło.
    Ja lubię robić plamami i kolorami, bo wtedy lecę z odpowiednim tempem. Wkurza mnie męczenie się ileś tam godzin, którego efekt to jakiś maleńki kawałek. A plamami to idzie raz i dwa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozpięcie dużego haftu, tak by było go widać w całości jest (przynajmniej dla mnie) rewelacyjnym pomysłem. Łatwiej ogarnąć cały haft i wyłapać ewentualne pomyłki. Ja jako wzrokowiec wolę oglądać cały haft :) Ni "nasyłaj" złośliwie (:p) chloru na nitki, bo oba hafty godne skończenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie będę! Naprawdę. Nie będę niczego mazać mazaczkami już :)

      Usuń
  11. Dla mnie Twoje zegary są super, na początku jak wybierałam swój pierwszy Haed to też myślałam o bibliotece, zakochałam się w niej , w efekcie bałam się tej kolorowej gamy, wybrałam wreszcie "kota bibliotecznego" jak go nazwałam, a tam również masa kolorów choć nie wygląda ...i na razie stoję w miejscu, bo mam inny duży obraz nad którym pracuję, rozumiem zatem, jak ciężko ciągnąć dwa duże projekty...

    OdpowiedzUsuń