sobota, 30 stycznia 2016

Walentynkowy tamborek

Pracę w tym SALu zaczęłam bardzo szybko po jego ogłoszeniu, ale tak się złożyło, że nie było opcji, żebym poświęciła mu cięgiem dużo czasu, gdyż co chwilę coś. Efekt finalny ma być taki (to dla mniej zorientowanych w temacie, albo takich ze sklerozą ;) ):


Do dzieła!


Zaczęłam od środka, bo nie chciało mi się cudować z wyliczaniem, gdzieżby tu zacząć (a nadal zmieścić na materiale). Na środku są nożyczki, proszę bardzo, oto nożyczki :)


I w innym świetle, widać, jak ten len wychodzi - bez lampy za ciemny, z lampą jakby był przeźroczysty, ładnie wyjdzie dopiero w rameczce, albo na wiosnę ;)
Żeby nie było, żem analfabetka, literek kilka też machnę, a co!

I tak jak uwielbiam len za to, że jest lnem, tak jakoś pilnowanie krzyżyków na lnie wychodzi mi lepiej, niż pilnowanie kreseczek. Nie ma elementu, żebym nie musiała czegoś pruć. A wiadomo, jak to uwielbiam :> Skutkuje to tym, że tambotek z tamborkiem (taka nazwa robocza wzoru :) ) jest niemal na wierzchu i co chwilę staram się przy nim coś robić, ale jak mam coś spruć, to bierze mnie ciężka cholera i zabieram się za coś innego, albo zgoła nie za haft. Stąd ślimacze tempo prac w tym jakże wielkim projekcie ;)

8 komentarzy:

  1. tak zgadzam się, len jest ciężki w obsłudze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia w tym wielkim projekcie i oby jak najmniej prucia!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Efekt na pewno będzie powalający :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co tam prucie! Ważne, że tamborek na tamborku rośnie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się jeszcze nie odważyłam na len

    OdpowiedzUsuń