piątek, 15 maja 2015

Parkowanie - podejście pierwsze

Tak więc stało się i zabrałam się za parkowanie. Ta notka będzie miała kilkanaście fotek, gdzie będzie widać, jak się to zaczyna, a jak na pewno NIE NALEŻY TEGO ROBIĆ. Zapamiętajcie sobie, nie tak, jak poniżej ;)

To, co chciałam zauważyć od razu, to fakt, że się nie zorientowałam od razu, że któreś dziecię mi poluzowało śrubeczki na krośnie, a ja, w ferworze szału pt: je je je, nauczę się czegoś nowego, nie zauważyłam, że miejscami mi kanwa faluje. Dzisiaj dostałam olśnienia - kiedy oglądałam zdjęcia.

To, co chciałam zauważyć jako drugie, to to, że notka jest długa i bez sensu, ale przy jej pisaniu dużo mi się w głowie poukładało znów (a nie wyglądam).

Schemat.


 i sam haft w momencie startu.


Widać pod kawałkami liczby 11 puste miejsce na haft, potem trochę koloru E, czyli białego, jest zrobione, potem znowu dziura i plama czerni, którą miałam dalej pociągnąć, ale muszę się zająć parkowaniem już teraz zaraz, więc ją porzuciłam niecnie. Na pewno się zemści, nie łudzę się, że nie.

Postanowiłam najpierw zatkać tę małą dziurę w schemacie po lewej stronie, potem tę środkową, a potem to już jakoś. Jak? A to nie wiem, to pewnie za milion lat.

Pierwszy rząd, całe trzy krzyżyki, idę normalnie jak burza. W tym trzy nawleczenia igły. Wspominałam, że nie znoszę. Wspominam. Po raz kolejny. Na pewno nie ostatni :>



Przy okazji widać, jak niedoskonałe mi wychodziły krzyżyki, kiedy je wciskałam między istniejące, to tu, to tam. Na zdjęciach widzę, na żywo mniej, bom ślepa i nie oglądam haftu aż z taką dokładnością.

Tutaj na 6 krzyżyków 4 nawlekania. Wiadomo, uwielbiam.


 I zaczyna się burdel. Znaczy się zabawa :> Lewa dziura zatkana, taka ładna, pełna i w ogóle, normalnie wszystkie krzyżyki, kto by się spodziewał, łał.


I pierwszy rząd tak bardziej na poważnie. Jedziemy. Ale najpierw porządek w niciach, bo mnie coś już bierze, a jest ich raptem kilka. Znając moje szczęście - przy mniej więcej setnym krzyżyku będę miała odpalone wszystkie 24 kolory. Bo to wzór taki jest.


Pierwsze pytanie z gatunku WTF i gdzie ja, do ciężkiej cholery jestem? Jak widać, pierwsze półkrzyżyki, których nie można zrobić jako pełnych krzyżyków, bo zaraz dalej jest znowu ta niteczka, więc robię tak:
// // //, a potem kiedyś tam powrót, jak będę wracała, być może też z innymi półkrzyżykami. Nie podoba mi się ta idea. W ogóle. Wcale.


Kolejny problem - wyciąganie nitki z gąszczu (złożonego z 10 nitek?). Byłoby prościej, gdyby nie były nawleczone, ale wiadomo co. Nie będę nawlekać igły co 1 - 3 krzyżyki, a taka częstość mi tutaj wypada. Drugie WTF i chyba ludziom źle zrobiono z głową, skoro na to się sami piszą. To jakieś nienormalne jest.


 Tu najpierw trochę porządków, ale nadal - nie wierzę, że 3/4 czasu haftowania to porządki w nitkach, igłach, zastanawianie się, co teraz. Na pewno to tak nie działa. Nie może. Trzeba mieć jakieś ideały :>


I wniosek: dotychczasowy sposób przechowywania nitek - pudełko, gdzie w jednej przegródce jest kilka bobinek, sprawi, że oszaleję, kiedy będę miała więcej nitek tego samego koloru - tu już musiałam jedną nitkę odpalić w dwóch wersjach, bo było za daleko. Bardzo chwilowy sposób, który polegał na: wrzucić bobinki na kółko, chociaż się nie zgubią:


 też się nie sprawdził, kiedy nitkę nową musiałam nawlekać co chwilę. Wytargałam takie pro pudło, które co prawda nie miało aż tylu pojedynczych przegródek, ale już ma, bo mam takie puste jeszcze dwa. Od razu uradowało się me serduszko - chociaż w niciach mam porządek, nie muszę na kanwie ;)


I znowu etap, kiedy - teoretycznie - powinnam przykrycie półkrzyżyków zostawić na moment powrotu WSZYSTKIEGO w lewą stronę, no ale widzicie, jakie są te kolorki. Ja ich nie rozpoznaję, pomyliłabym się od razu. Nie ma mowy. Tak się nie da. Nie po to idę w kierunku takiej och i ach metody, żeby się znowu gdzieś machnąć. Ale z kolei powrót z pełnymi krzyżykami spowoduje, że nie będę miała cudowności w postaci: po lewej i od góry krzyżyki, po prawej PUSTE wszystko. Zaczęłabym rwać włosy z głowy, gdybym o tym myślała, ale ogarnęła mnie bezmyślność i jakoś to poszło.


A tu kolejna prezentacja pt: tak tego nie robimy. Nie mam wypracowanej metody: gdzie dawać te cholerne nitki? Co skutkuje, że raz tak, raz śmak, a tutaj nie umiałam się wbić, bo nitki, które przed chwilą nie przeszkadzały, znowu zaczęły. Nie widziałam tego na filmikach - babki odkładają nici i one magicznie zachowują porządek, a potem tylko sobie coś biorą i też bez problemów.


A tu, proszę Państwa, plama po lewej skończona i całe 5 rzędów. Wow wow wow! Normalnie trochę ponad 100 krzyżyków. Łał, wszyscy padają z wrażenia :>


 A teraz czas na wnioski po dniu pierwszym:

 - każdy MUSI wypracować sobie metodę, obejrzałam parkowanie w kilku wydaniach, każde inne, każde wychodzi, więc to pewnie zależy od preferencji, umiejętności i czegoś tam, ale nie ma jedynie słusznej metody. Jak widać, ja na razie zaczynam identyfikować różne podejścia, gdzie tam wypracowanie własnego,

- o matulu, wyszywanie stało się wyzwaniem intelektualnym. Oraz sposobem na znajdowanie nowych przekleństw. Dawno się tak nie namordowałam, a to mały kawałeczek jest,

- tempo. Tak, mam nadzieję, że jak już wypracuję metodę, to zaraz potem wrócę do tempa, bo to jest niemożliwe,

- ale za to: mam wyszyty kawałek, który jest CAŁY, PIĘKNY i SKOŃCZONY. I tak kawałek po kawałku. Zakochałam się, aczkolwiek jest to miłość mocno kolczasta.

Dobra, teraz problemy i tutaj poproszę o podpowiedzi osób, które się tym bawią już od jakiegoś czasu:

1. co z tymi nitkami? Nie będę nawlekać co chwilę, nie, bo nie. Pomysł na teraz - może zostawiać igły na tych, które będę w aktualnym rzędzie, umieszczać je jakoś na okręgu, czy czymś podobnym, żeby  było miejsce na następne, a żeby były w jakiejś tam kolejności? a z tych na następne rzędy ściągać? i wtedy, jak się przechodzi do nowego rzędu, to się robi porządek w nitkach na ten rząd - można również przygotować nitki z igłami do nowych kolorów i się ma gotowe pełno wszystkiego i się wtedy dziubie? Jak to organizujecie?

2. co z tymi półkrzyżykami? I tutaj w momencie opisywania na milion sposobów tego problemu wymyśliłam, skąd on w ogóle się wziął. A problem mam na własne życzenia. Bo możliwe podejścia są (zakładam początek w górnym lewym rogu i pracę mniej więcej w prawo) dwa:
a) robię rzędami o wysokości 1 krzyżyka - to robię krzyżyki całe, choćbym miała kilka pod rząd, mniej więcej (odrębnie można potraktować plamy, półkrzyżykiem i do rzędu niżej, ale to drobiażdżek i mam ułożony w głowie), dochodzę do końca rzędu, kończę wszystko, co tam się do końca dociągnęło, idę do następnego rzędu dopiero,
b) robię większą ilością rzędów / kolumn np. paskami po 10, to wtedy półkrzyżyki w jedną stronę i powrót i wkłuwanie się gdzieś tam na początku rzędu / kolumny (wiadomo, jak wypadnie miejsce na krzyżyk).

A ja, z dziurą o szerokości 20 krzyżyków, z pierwszym mam problem - nie będę kończyć nitki po kilku krzyżykach, ale też nie będę przeciągać po 10 - 15 - 20 krzyżyków kilku nici pod spodem (to przy podejściu pierwszym). A przy podejściu drugim to i tak się z półkrzyżykami gubię, bo z kolei 20 krzyżyków z kilkoma kolorami, które się do siebie nie różnią za bardzo, to zbyt duże pole na pomyłki.

Wyszło mi więc, że muszę dociągnąć do końca tę dziurę i się nie bawić w takie dziwne wymiary, bo to nic dobrego.

Uff, zmęczyłam się :>

Jeśli ktoś zechce coś podpowiedzieć / powiedzieć, żem głupia i nic nie zrozumiała / naprostować me mętne ścieżki, to będę wdzięczna bardzo.

Wieczorem część druga :) I chyba po zakończeniu tej dziury spróbuję metody pt: idę całym rzędem, całym krzyżykiem, z ew. wyłamaniem się w przypadku dużych plam. No zobaczę, co mi z tego wyjdzie.

Obiecuję relację i może nieco lepsze zdjęcia, bo po zakończonej dziurze aktualnej muszę przepiąć materiał i zrobić z nim porządek.

20 komentarzy:

  1. Będę pierwsza?
    Otóż po pierwsze skończ tę dziurę i kilka rzeczy ci się samo ułoży, to po pierwsze. Czyli dobrze przypuszczasz.
    A teraz igły. Ja osobiście nie mam nic przeciwko nawlekaniu, ale rozumiem twoją awersję do tej czynności. Widziałam u Rosjanek taki jakby gąbki szare, rulony to były, jakby po jakimś opakowaniu, nie wiem, skąd one to biorą. I taki rulon rozcięty wzdłuż był zatknięty na rolkę krosna (górną albo dolną. W to były wetknięte igły z zaparkowanymi nitkami i był porządeczek, nic im się nie plątało i te nitki zaparkowane były lekko naprężone, więc nic im tam się nie plątało i podejrzewam że te krzyżyki dzięki temu wychodzą im jeszcze piękniejsze. Trzeba wykombinować coś na krosno, w co będzie można wtykać zaparkowane igły. c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz po trzecie - bobinki. O matko, nie dasz rady, ten sposób przy parkowaniu niestety doprowadzi cię do stanu katatonicznego. Bo przecież nadejdzie taki moment, że będziesz miała po kilka kawałków tego samego kolo0ru, przecież nie wyrzucisz całkiem sporej nitki, a na hafcie już kilka będzie i co teraz? Teraz poczekaj na moją notkę, bo oczywiście miałam ten sam problem i sobie poradziłam :) Idę pisać notkę o igłach i przechowywaniu muliny :)

      Usuń
    2. A gdzie po drugie? :)

      Usuń
    3. Po drugie to było o tych gąbkach :)

      Usuń
  2. Te rurki to są takie z gąbki z tego co widziałam. Kupisz w markecie budowlanym - osłania się nimi rury. A notka świetna, uśmiałam się :) Na pytania nie odpowiem, bo nie parkuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymyśliłam jeszcze coś innego. Jakbym czegoś nie wykombinowała, to bym chyba umarła.

      Usuń
  3. Karolina uwielbiam Twój sposób pisania :)
    Podziwiam osoby , które parkuja nici, sama się tego nie podejmuje.
    A móże byloby łatwiej wyszywac od razu cały x ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już napisałam, że zależy. Jakbym miała co każde 20 krzyżyków w prawo kończyć wszystkie nici, bo przecież nie przeciągać ich tyle, to by mnie szlag trafił. Dlatego pechowo zaczęłam akurat od takiej dziury, ni przypiął ni przyłatał.

      Usuń
  4. Jakoś mnie to parkowanie nie pociąga, ale kto wie? Może kiedyś....
    A swoja drogą fajny wpis ;))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolina, tak przyglądam się temu schematowi i nagle uderzyło mnie to, że tam nie ma haedowskich znaczków, tylko są litery. Ale przecież te zegary to jest haed, tak? Dałabym sobie rękę uciąć, że tak. Czyżbym została bez ręki? A może Ty sobie pozamieniałaś te symbole, znając twoje umiejętności komputerowe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałabyś bez ręki. To nie HAED, to Cross Stitch Collectibles.

      Usuń
    2. A no widzisz. Dobrze, że mieszkam daleko :)

      Usuń
  6. W życiu nie będę tego robiła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja raczej też tego parkowania nie myślę robić. Ale kiedys spróbuje:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam i czytam o ty parkowaniu, a dalej go nie rozumiem, jednak to nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałam wspomnieć, że to jest głównie notka o zaczynaniu parkowania - już wiem, jakie błędy popełniłam i nie będę ich popełniać dalej :) Dalsze notki pewnie będą bardziej treściwe pod tym względem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Parkowanie ma swoje plusy...Gąbka,to dobre rozwiązanie... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Coraz więcej czytam o tym parkowaniu, dwa dni temu nawet próbowałam i poległam. Też nie znoszę nawlekać, igieł mam tylko 6, a wzór zryty, bo na 10 krzyżyków w jednym rzędzie 9 kolorów. Po pół godziny odpuściłam. Doszłam do wniosku, że to chyba tylko na krośnie można "parkować". Ale będę śledzić dalsze wpisy. Może załapię o co w tym chodzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak się okazało, nie w samym nawlekaniu jest problem. I nie, na tamborku to nie przejdzie, nie ma gdzie tego trzymać :) Krosno czy ew. duża rama to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam. Zmęczyłam się. Może jak sama usiędę do wyszywania to i załapię o co chodzi. Na dzień dzisiejszy: czarna dziura.
    Ale nieustająco trzymam kciuki za wszystkie parkujące!

    OdpowiedzUsuń