Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 stycznia 2015

Zmiana planów. Już :> Ale zaczęłam pracować z lnem

Kupiłam len. Znalazłam w zapasach nici do niego - nie trzeba wydobywać z rozpoczętych czy przygotowanych prac jakichkolwiek numerów, dobrze jest. I w wyczekanej przeze mnie kolorystyce, czyli granat i błękit. I czekałam. Czekałam. Czekałam. A im dłużej czekałam (no całe dwa tygodnie! eony czasu ;) ), tym bardziej miałam wątpliwości co do wzoru.

Wybrany był taki, taki wpisałam do planu rocznego i w ogóle.




W niebieskościach. Dzięki uprzejmości Agnieszki mogłam się jeszcze zapisać do SALu, gdzie m. in. ten wzór sobie babeczki wyszywają. No i tak się napalałam, napalałam, że kiedy w końcu pojawiła się iskierka nadziei na chwilę spokoju (no całe pół godziny), kiedy możnaby wytargać len i przygotować pracę, to mi się zmieniło.

Wczoraj pooglądałam trochę wzorów samplerowo-jednokolorowych (albo chociaż małokolorowych), przejrzałam pełno prac autorstwa Renato Parolin(a?), ale - poza lasami, które są w planach, ale na kiedyś, też padło na pracę, do której inspirację znalazłam u Agnieszki. Nawet u niej w niebeskościach była :) Chodzi o "Old window" Natashy Mlodetski. U niej wyszło to tak:




Wspaniały obrazek! I jakie wykonanie - mistrzostwo. Mam nadzieję, że wyjdzie mi w połowie taki ładny :) Kolorystykę zgapiam, ale nie dlatego, że takam mało kreatywna, ale dlatego, że marzyło mi się coś w niebieskościach, nawet się chciałam rzucać na wielkie samplery w mroźnych błękitach i groźnych granatach, ale mi przeszło (czasem mam przebłyski rozsądku - rzadko, ale jednak się zdarzają).

Wczoraj postawiłam w końcu pierwsze 100 krzyżyków!

Moje wrażenia z wyszywania na lnu? A mam kilka wnioseczków (mogą być całkiem mało ważne i do przejrzenia po kolejnych kilku tysiącach).

Jest cudowny! Wychodzi tak elegancko i delikatnie. Mam ochotę do tego materiału się przytulać :)

Jeśli zaś chodzi o trudność, to wydaje mi się, że jest to związane z wyborem wzoru. Wzór, który ma całe zapełnione tło i jest pełno krzyżyków, jeden na drugim, może być trudniejszy do wykonania na lnie, no i to raczej marnotrawstwo materiału, który kosztuje -  jak dla mnie, jakieś 3 razy tyle co, kanwa. Musi być z gatunku samopilnujących się ;) fajnie tutaj wypadają (oj, obejrzałam trochę obrazeczków wczoraj) wszelki samplery, czy małokolorowe, graficzne czy geometryczne wzory. Haft złożony z konfetti, gdzie trudno się pilnuje prawidłowości postawienia krzyżyków, bo dopiero po większym kawałku wyłania się coś - to chyba musiałaby być mordęga. A postanowiłam haftować bez krateczek, nie widziałam żadnej pracy na lnie, która byłaby potraktowana. A tyle nitek. I w ogóle. To na pewno niemożliwe ;) No tyle, że wcale nie.

Co mnie zdziwiło - machnęłam te trochę krzyżyków i tak. Ani razu nie wbiłam igły źle, ani razu nie cofałam się więcej niż pół krzyżyka, kiedy polazłam nie w tę stronę, w którą trzeba było. Nie pomyliłam się na razie w liczeniu (no wiem, niewielka próba, ale jednak). I nie miałam problemu z tym, że nie widzę materiału. Widzę aż za dobrze i pierwsze wrażenie, poza łał! jestem taka ąę ;) było "te krzyżyki to wcale takie małe nie są". A wybór padł na len 35ct, 2 na 1 (taka jestem wykształcona w temacie, klękajcie narody ;) ), czyli odpowiednik 18ct, która to przesiadka kosztowała mnie prawie wykłucie oczu i na mniejszą aidę to się raczej nie piszę. A po tych 100 krzyżyczkach stwierdzam, że na mniejszy len można się przesiąść kiedyś. Przecież te niteczki są takie widoczne i w ogóle o co chodzi! A i tempo miałam całkiem przyzwoite, nie takie wielkie, jak w pracach na aidzie (z krateczką ;) ), gdzie jednym kolorem robi się dużo-dużo i wielkimi partiami, ale zadowolona jestem. Prościej jest zrobić dwa wkłucia za jednym razem - na 18ct kanwie miałam i miewam z tym problem, a nie lubię haftować z jednym wbiciem na raz, bo mnie szlag trafia, że marnuję czas ;)

Dobra, zamykam się już i jeszcze raz chciałam podziękować Agnieszce za inspirację :)

(w tajemnicy powiem Wam, że plany odnoście wielkanocnych prac też chyba ulegną zmianie ;) ale chyba, bo może jednak te jaja zrobię, ale koniecznie na lnie i koniecznie w delikatnych zielonkościach, ale to muszę się mocno zastanowić, mocno!)