Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mozaika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mozaika. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2016

Mozaika - rodzaj narzędzi i sposób pakowania

Okazuje się, że dosyć dużą popularnością cieszy się wpis sprzed roku traktujący o tym, gdzie i jak kupuje się mozaiki, gdzie było m.in. też o rodzajach diamencików (kwadraty, okrągłe, okrągłe świecące z niepełnym tłem). Teraz będzie chwila o narzędziach, jakie można kupić razem z samą mozaiką oraz o jednym szczególiku, który sprawdził, że od tej pory, jeśli będę kupowała jakąkolwiek mozaikę, to tylko od jednego sprzedawcy (chyba, że u innego znajdę taki sam sposób pakowania :) ).

To najpierw o narzędziach.

Pierwsza mozaika, gepard
przyszła z pęsetą. Dało radę, ale łapka bolała przy dłuższym wyklejaniu. No i jedna pęseta - nijak obdzielić matkę i dwójkę dzieci ;)

Kolejne zestawy przyszły już i z pęsetą i z długopisem. Dla okrągłych (Kubuś Puchatek jest wyklejony z okrągłych diamencików) długopis z klejem jest jedynym wyborem - nie da się ich ładnie złapać pęsetką. Długopis, mimo, że niby nie trzyma 'poziomu' (pęsetą prościej ułożyć coś prosto), to jednak w dłuższym użytkowaniu jest o wiele wygodniejszy. I szybszy, co zauważyła ostatnio również Magda, która wróciła do swojego cudnego obrazu po długiej przerwie i w końcu zaczęła coś przy nim robić ;)

Czego musimy szukać, jeśli chcemy mieć pewność, że przyjdzie też długopis? Osobiście okrągłych diamencików nie polecam, pomimo tego, że są nieco tańsze, ale gorszy dają efekt. Trzeba patrzeć po dodatkowych zdjęciach przy aukcji na ali. Nie tylko na obrazek i cenę ;)

I tak np. taki obrazek w instrukcji:


a dokładniej foteczka nr 1 sugeruje, że dostaniemy i długopis (leży na przekątnej tacki) i pęsetę, co tam komu pasuje. I już wiadomo, czego szukać.

Teraz część druga, czyli sposób pakowania. Wspomniany gepard, jak również oba kosmiczne obrazki oraz fraktal przyszły zapakowane tak, że diamenciki były w woreczkach malutkich, potem zawartość można sobie przerzucić, gdzie się chce.


Do pudełek po zapałkach, do specjalnych koralikowych, do czegoś tam, czego trzeba mieć pełno-pełno (ilość kolorów to najczęściej 30 - 40, czasem 50). Macie tyle pudełek? Ja nie :D Nazbierałam do dwóch mozaik pudełek (w zasadzie kupiłam kilka wielkich paczek zapałek i się ich pozbyłam). Ale wypakowywanie tego wszystkiego, szukanie, pilnowanie, szlag mnie trafiał. Ach, są jeszcze dorzucane do zestawu woreczki strunowe. Maleńkie. Nie umiem ich otwierać. Doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Jak zapomnę o jakimś diamenciku i muszę to rozpakować jeszcze raz, to mi odchodzi ochota na mozaikowanie. Dorzucanie pojedynczych diamencików z pudełek po zapałkach jest prostsze, ale trzeba je mieć ;)

Pojemnik z woreczkami i pojedynczymi znalezionymi pudełkami wygląda tak:
Szukanie koloru jest upojne.

Ale do rzeczy. Otóż są sprzedający - wierzę głęboko, że jest ich więcej, ja trafiłam na jednego, zrobię mu reklamę :) ), którzy pakują diamenciki w sposób taki:

Każdy kolor osobno, opisany numerem w legendzie, numerem koloru, ilością (jest 10% więcej niż wymagana, podana zawsze na podsumowaniu liczba). No i woreczki są a) większe i dopasowane do ilości kamyczków, b) łatwo otwierające się. Dla mnie cudo.



Dlatego od tej pory kupować będę u tego sprzedawcy, albo o któregoś, który ma w foteczkach tę wspomnianą już
 czyli długopis i pęsetę oraz diamenciki pakowane od razu na gotowo. Nie trzeba się męczyć z niczym :)

piątek, 13 maja 2016

Motylki ukończone

I takie fajne były te motylki, że się zrobiły raz-dwa. Dziewczęta pomagały mocno, chociaż końcówkę samą tym razem zostawiłam sobie. Potem szybka oprawa - ramka gotowa była, ja już doświadczenie w oprawianiu mozaik mam, no i gotowe :)



Panny czekają na to, kiedy przyjdą kolejne dziecięce wzorki :) A ja czekam na natchnienie - gdzie to powiesić. Na razie mam pięć mozaik do powieszenia - nawet gepard czeka od lipca na zmiłowanie, fraktal, dziecięce poprzednie, no i teraz motylki. Oraz dwa obrazki krzyżykowe. Tyle decyzji ;)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Mozaika - motylki

Ale numer.

Zaczęłam mozaikę, która ma zupełnie inaczej wydrukowany wzór - są to symbole, choć w różnych kolorach, ale bez koloru tła. Okazało się, że to strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o rozpoznawanie symboli przez dzieciaki. Tak to przy ciemnych czy bardzo podobnych kolorach miały problemy czasem z literkami, a tutaj nie ma. Co prawda kilka symboli jest do siebie tak podobnych, że zostawiam je tylko dla dorosłych, ale cała reszta - po prostu bajka.


No i dlatego - i dlatego, że mam krzyżykowstręt, ledwo zaczęłam (zaczęliśmy, gdyż czasem pomagają mi dzieci, a czasem nawet mąż), jest już połowa (dwa tygodnie niecałe? no wiadomo, nie non-stop, nie każdego dnia, no ale, tempo jest :) ). I raczej praca nie zostanie odłożona na miesiąc - dwa - pięć :D

Tak było, kiedy była 1/3:


a tak przy połowie (wczoraj wieczorem):


A najlepsze w niej jest to, że tak sobie układam, układam, no ładne kolorki, ale sensu w nich nie widzę. Odchodzę kawałek, spoglądałam i łał - normalnie wszystko widać. Tak, jak powinno być ;)

Efekt końcowy ma być taki (tak dla przypomnienia):


Widać, że ciuteczek wzór się przesunął - na mozaice jest o wiele więcej tego odbitego motyla, ale to drobiazg. Klei się super.

Muszę się też pochwalić, że mozaikami zaraziłam dwie dodatkowe osoby, jedna już swoją małą mozaikę wykleiła, na wybieranie drugiej nie umie znaleźć czasu, a kolejna osoba - właśnie czeka na przesyłkę. Jako, że po kupnie kilku różnych mozaik od różnych sprzedawców już mniej więcej kojarzę, kto i jak wykonuje te zestawy, to skorzystałam z doświadczenia i poleciłam tego sprzedającego, który od razu pakuje diamenciki do większych woreczków strunowych, które na dodatek są super opisane. Nie trzeba się babrać w dodatkowe opakowania i pojemniki na diamenciki. Nie kojarzę tylko, czy tam był w komplecie długopisik, bo w zasadzie teraz tylko tak wyklejamy. Za to z rozpędu dokupiłam dwie mozaiki dziecięce, Pluto i dzidziuś Myszka (akurat promocja była, za 6 dolców, nie za 10-11):


Żeby było jeszcze zabawniej, to skoro czasem, jak się zabieram do roboty, to cała szarańcza też chce układać (a do jednej małej mozaiki trzy osoby, z czego dwie non-stop się przepychające to tak o jedną za dużo), otworzyłam i zaczęłam (a raczej zaczęto ;) bo ja tam przykleiłam może pięć diamencików, zanim dzieciarnia z mężem przejęły temat), kolejną. Galaktykę :) Mniam. Na razie same ciemności, więc nie ma czego pokazywać. Ma wyjść jakoś tak (jest całkiem duża, więc szanse na sensowne odwzorowanie są spore):


Generalnie, bardzo fajne zajęcie. Dzieci ćwiczą rączki (operują i długopisem i pęsetą, a i równość układanych kwadracików wzrasta), koncentrację i poczucie, że mogą zrobić coś ładnego. Jedna co prawda się leni, wyklei trzy i już jest zmęczona, ale druga - godzinami. Tak trzymać :)

piątek, 8 kwietnia 2016

Szybko, szybciuteńko - mozaika

Kolejne 'dzieło' dokończone ;) Wzięłam się za ananasa, pooglądałam nowe materiały i wszystko nowe, a potem odrzuciło mnie od haftu. No, tak mam. To wytargałam mozaikę, która ostatnio w prezentacji wyglądała tak:


potem zrobiłam kawałek na dole po prawej i dalej czekała na zmiłowanie. To się zmiłowałam, dzieci pomogły (tak, wszystkie krzywizny na nie zrzucam ;) ), końcówkę w zasadzie zrobiła starsza - bo akurat zostało kilkadziesiąt diamencików w jednej ładnej plamce.

Oprawiona mozaika fraktalowa wygląda tak:


Lepiej by ta mozaika wyglądała, gdybym ją zamówiła większą, tak, wiem. Następne będą większe ;)

Następne do tworzenia idą motylki (wiadomo, mozaika nie będzie miała aż takich szczegółów):


Kosmosy zostawiam na kiedyś tam. Po pierwsze: obiecałam dzieciom motylki, one są takie kolorowe i w ogóle łatwiejsze w wykonaniu - wzór to nie są tylko kolory plus symbole, wygląda jak tylko nieco pokolorowany wzór z symbolami. Powinno być dla maluchów prościej. Oraz nie wiem, gdzie wrzuciłam diamenciki do kosmicznych mozaik, więc - nie mam wyboru :)

czwartek, 18 lutego 2016

Mozaikowo

Kiedy na moment mnie odrzuciło od Zegarów (znowu :D chyba mam tak ze wszystkim, niepowodzenie, bach, w odstawkę), wróciłam do mozaik. Nie dlatego, że nagle zatęskniłam okrutnie, tylko dlatego, że na haft nie mogłam patrzeć. Oraz rozpoczęte trzy prace, każda z inną kolorystyką, każda z innym systemem przechowywania diamencików, każda mała, ale łącznie generowały niezły bałagan na stole w pracowni. I miałam podejrzenie, że jeszcze jedno, dwa sprzątania, a jakiś kolor gdzieś zaginie i jak ja dokończę prace?

Dziecięce prace zostawione w totalnym chaosie - panny chciały raz tu, raz tam, tu pozwalały za siebie wykonywać prace, tam nie, masakra jakaś. Jedna z odklejoną osłoną, myślałam, że padnę na zawał, ale okazało się, że pomimo tygodni, jakie praca spędziła z tymże odklejeniem (ale przywalona czymś tam innym), klej dalej trzyma. Uff :)

Dzieciowe poprzednie fotki (tak naprawdę zostawione w stanie jeszcze innym, ale fotek po prostu brak):


No i moje fraktalątko
Tyle dobrego, że dzieci nauczyły się wymaniać fraktal ;)

To się wzięłam, wykleiłam najpierw Kaczora Donalda (to ta z odklejoną osłoną).
Potem Kubusia (dopiero patrząc na tę fotkę zorientowałam się, że Kubuś wygląda, jak na zdjęciu z listu gończego :D)


Nawet oprawiłam - gdyż oprawy czekały już od dawna, lubię mieć ramki od razu, kiedy kończę prace, jest wtedy szansa, że praca zostanie dokończona tak całkiem :)




A po doświadczeniu pt: "osłony nie ma przez tygodnie długie, klej trzyma równo", przestałam się również cackać ze swoją pracą "ojej, klej odkryty przez dwie godziny, na pewno nic się nie da przykleić", oderwałam resztę paska i skończyłam w dzień cały (z przerwami ofkorz). W takim systemie pracuje się lepiej niż ściubić po kilka rzędów, a potem znowu szukanie kolorów, przesypywanie diamencików, etc.

Na ten moment tak:



No i planuję teraz dokończyć, odpalić jeszcze jedną maliznę:
a potem dużości.


I jeśli dopiero macie zamiar popaść w szał mozaik, nie kupujcie małych, takich ja te zaprezentowane, nie widać szczegółów i w ogóle. Lepiej większe :)

wtorek, 24 listopada 2015

Mozaikowy zastój

W mozaikach trochę spokoju. Częściej bywają sprzątnięte, niż nie, a dzieci ostatnio oddają się innym aktywnościom. Ja wróciłam po raz kolejny po dłuższej przerwie, bo mnie czasami haftowanie przerasta (zwłaszcza, jak coś nie wychodzi, a ostatnio wtopy są hurtowe), no i wypadałoby coś tam pokleić ;) skoro się tyle tego zamówiło.

Moja wygląda tak (zrobiona w 1/4):




Dziecięce, gdzie dziecko przyklei 5, a matka 20, albo na odwrót, kiedy dziecię ma humor na klejonko, wyglądają tak:




Daleko do gotowości, a już wyświechtane. No w ramce nabiorą wyglądu. Choć nie ma co ukrywać - nie będzie to efekt geparda, gdyż nie ten rozmiar i nie to wykonanie. Jednak 4-latki nie kleją kwadracików i kółeczek aż tak prosto. Ale co tam, matka będzie zadowolona - dzieci zadecydowały, że obrazki są dla mnie i mam je powiesić w sypialni :>

I kilka wniosków na przyszłość: niby okrągłe powinno się kleić lepiej, ale klei się gorzej. Wolę kwadraciki. Na szczęście motyle oraz dwa kosmiczne obrazki - są w kwadratach :) Oraz: nie ma co się strzępić i kupować małe pracki. Przy dziecięcych motywach z bajek animowanych jeszcze jako tako to wychodzi, ale np. przy fraktalu nie :> Trzeba było zamówić większy. Galaktyka i księżyc nie dość, że kwadratowe, to na szczęście większe. Uff!

sobota, 22 sierpnia 2015

Mozaiki - znowu :)

Wyszło na to, że wpadłam w mozaiki całkiem. Zwłaszcza, że idą jeszcze szybciej. Zwłaszcza, że można z dziećmi (i nawet z mężem, który mozaiki dla siebie też zażądał - pewnie zacznie, a ja będę ją potem dziubać, no ale - pasje łączą :D do haftu go zmuszać nie zamierzam przecież). Zwłaszcza, że można połączyć kilka potrzeb i tak wybrać wzory, żeby zaspokoić potrzebę posiadania czegoś kosmicznego na ścianie, bez wyszywania haftów w wielkości 600x600 ;)

A mąż zażyczył sobie jakąś tematykę kosmiczną. Co ja na to poradzę, że uwielbiam również. Znalazłam tego trochę, ale po sprawdzeniu, jak będzie wyglądało po przepikselizowaniu na mozaikę, wychodziło, że jakoś tak nie bardzo. Aż w końcu trafiłam na coś, co zachwyciło mnie okrutnie :)

Księżyc w pełni, był jeszcze jeden fajny, ale jakoś się okazał być niedostępnym, szkoda. Tutaj mąż się będzie musiał wykazać i 20 tysięcy czarnych kwadracików przykleić ;)


I galaktyczka, taka piękna.


Przyszły niedawno.

Dzieci poprosiły o jakieś dzieciowe mozaiki. Niech im będzie. Przyjdzie Kaczor Donald i Kubuś Puchatek. Przytomna ja zapłaciła, po czym przypomniała sobie, że w sklepie od Kubusia miałam mieć rabat. No nic, zostanie na kiedyś ;)


I jeszcze pozostając w tematyce aliexpress, kupiłam sobie 100(!) igieł 24 za półtora dolca. Nawet niczego sobie :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Jak wygląda oprawiona mozaika?

Jak wygląda oprawiona mozaika?

Ano tak, jak sobie ją oprawimy ;) Taka filozofia.

Gepard zakończony rzutem na taśmę przed urlopem, ale oprawienia się wtedy nie doczekał. Ramka jakaś zwykła, z ikei, ale genialny sposób 'dociskania' tylnej płyty, tylko trzeba wpaść na to, jak on działa. Jak już wpadłam na to, to oprawianie było proste i nawet wyciąganie mozaiki po raz kolejny zza szkła (bo się wziął i znalazł jakiś nadmiarowy kwadracik) nie jest trudne. Samo zapakowanie za szkło było też ciekawe, bo sama mozaika jest grubsza niż hafty i to wszystko jakoś nie chciało się mieścić - zaradziło docięcie dokładne materiału, tak, żeby nic nie wystawało poza rozmiar rameczki. Musiałam też uciąć jeden (na szczęście tylko jeden) rządek kamyków u góry, bo próby wtłoczenia nadmiaru materiału i nadmiaru kamyczków spowodowały, że a) i tak się jeden rząd nie mieścił, b) był trochę powyginany. Jak już pocięłam i zajarzyłam, jak działa nowy system dociskania, poszło, jak z płatka.


W ramce odbija się okno, ale musicie mi to wybaczyć - inaczej odbijałabym się ja ;)

A mozaiki nowe przyszły - kosmiczne. A kolejne idą - dzieci zażądały swoich wzorów, takich, żeby były kolorowe, niewielkie, ale żeby znaczki były odróżnialne :) Kupiony Kubuś Puchatek i Kaczor Donald - artyzmu tam niewiele, ale niech się szkrabulce cieszą.

środa, 22 lipca 2015

Ni ma mnie

Jestem mentalnie daleko od haftu. W tym miesiącu zrobiłam niewiele, bardzo niewiele. Od dawna nie miałam takiego niechcieja - nawet, jak miewałam, to króciutkie, dzień, dwa, no tydzień to już gwałtu-rety, co się dzieje. W lipcu zrobiłam kawalątek jednego płatka róży i miniprackę na tajną kartkę, więc całą pracę to chyba za dwa miesiące pokażę (nawet zdjęcia chyba jeszcze nie zrobiłam, jak tak przeglądam kartę z aparatu). Ale nie jest tak, że całkiem nic nie robię. Skoro nie da się haftować, bo zajęcia, bo wyjazdy, jeziora, niechciej, etc., i na pewno nie mam szans skończyć róży przed urlopem, to chociaż skończę COŚ. Padło na mozaikę ;)

Ostatnio tyle:


Potem kawalątek, kawalątek, potem weekend, kilka razy przysiadałam popołudniami, dzieci pomagają i jakoś to idzie :)

Po wczorajszym popołudniu już tyle:

Planuję skończyć przed wakacjami. Jeszcze półtora tygodnia. Pewnie którąś z nowych mozaik zacznę, zwłaszcza, że to takie maleństwa :) Ale za to kolorowe.

Odkryciem jest długopis z klejem - o wiele szybciej to idzie. Niby do kwadratowych lepiej pęsetą, bo łatwiej obrócić, ale, co się okazało, mam mniej zdarzeń pt: przy długopisie mi się krzywo ułożył diamencik niż wypadnięty diamencik z pęsety. A przy pęsecie jednak łapka się męczy bardziej.

Odkryciem jest też to, że można zrobić mozaikę dla dzieci - zgubione (wypadnięte i nie wiadomo, jaki to kolor (nie chce mi się nigdy szukać)) i z błędami diamenciki idą na tackę dla dzieciaków, które dostały pęsety w dłoń, wyrywają mi też długopisy (łącznie na trzy kupione prace mam dwa długopisy i dwie pęsety) i na kartce z namalowanym kształtem i oklejoną taśmą dwustronną robią własne wzorki.




I powiem Wam szczerze - byłam w ciężkim szoku. Widziałam, że niektóre dzieci w wieku lat 3-4 ledwo kredki umieją trzymać, a moje, z bardzo małą ilością elektroniki i porządnym treningiem w przedszkolu i ładnie trzymają kredką i długopis i nożyczkami się posługują i niczego nie łamią itp. Ale jednak operowania pęsetą - precyzyjne! po 3,5-latkach to się nie spodziewałam. Człowiek to nie wie, jakie ma skarby w domu ;)

A wczoraj jeszcze wyszło na jaw, że można je zostawić nawet z normalną mozaiką, byle miały prosty znaczek do robienia - taki który znają (kreseczka, kropeczka, znane literki czy cyferki) i taki, któy się odróżnia odcieniem od innych i dają radę :) Wczoraj mi zabrały sprzęt i kleiły same!


Przy okazji widać warsztat. W pudełku po lodach nierozpakowane jeszcze woreczki, na tacy przepakowane kolory - pudełka po zapałkach sprawdzają się doskonale. Kiedy przeszłam na długopis - nawet nie trzeba potem diamencików przesypywać na tacki zielone, byle diamencików nie było za dużo w pudełku - wybiera się te obrócone i już. Rewelacja! Tempo naprawdę wzrosło :)

niedziela, 5 lipca 2015

Gdzie i jak kupuję mozaiki?

Pojawiły się pytania już w kolejnym miejscu, odpowiem więc hurtowo i w jednym miejscu :)

Wszystkie kupiłam na aliexpress, takie chińskie allegro, z nieco innymi zasadami, ale ogólnie działa tak samo. Sklepy wystawiają, ludzie kupują. Płaci się kartą kredytową, czeka się na wysyłkę do Polski od tygodnia (dla maleńkich przesyłek, które idą jak zwykły list) do miesiąca czasem (dla paczek - mozaiki idą jako paczki albo jako duże listy, idą więc dłużej).

Link do aliexpress.com: Aliexpress

Żeby znaleźć mozaikę, należy wyszukiwać diamond painting. Jest tego milion pięćset, pełno promocji, pełno sprzedawców, najczęściej jeden wzór jest w różnych miejscach, czasem w różnych cenach (kwestia tych promocji ;) ). Niestety, wyszukiwanie po tematyce danego obrazka nie działa dobrze, bo określenie tego, co jest na obrazku jest najczęściej enigmatyczne. Warto iść sobie do kilku sklepów - podział tematyczny zazwyczaj jest, potem sobie poszukać po różnych obrazach. Wzory, jak w innych chińskich zestawach, czy to z haftu, czy z koralików, wydaje się czasem nieco jarmarczny, ale można znaleźć też mniej kiczowate obrazy. Znaczy wiadomo, gusta i takie tam ;) Ale trochę się naszukałam, zanim trafiłam na to, co chciałam (ale nie do końca wiedziałam, czego chciałam, więc ;) ).

Obrazy najczęściej są w różnych rozmiarach - od rozmiaru zależy:
a) cena,
b) czas wyklejania,
c) dokładność obrazka!

Nie ma się co łudzić, że kiedy się przerobi na mozaikę obraz z jakimiś szczegółami, to on w rozmiarze 20x30 wyjdzie bardzo dokładnie. Nie, nie wyjdzie.

Tutaj mój hint na to, jak sprawdzić, jak mniej więcej wyjdzie obrazek i nie chodzi mi o ilość kolorów, tylko o to, jak bardzo będzie pokraktowany.

Zapisuję sobie obrazek z aukcji, przerabiam go w darmowym programie pic2pat z zaznaczeniem, że chodzi o gęstość 12 ct (wersja en) lub bodajże 40 krzyżyków na 10 cm. Wybieramy rozmiar, jaki chcemy sprawdzić i dostajemy wygenerowany obrazek. Nieważne już w ile nici - widać, jaka będzie pikselizacja obrazka :) Bo niektóre są pokazane bardzo bardzo szczegółowe, musiałaby być strasznie wielka ta mozaika, żeby wyszło to sensownie :)

Teraz jeszcze o rodzajach mozaiki. Może jest ich więcej, ja na razie zidentyfikowałam trzy, podam nazwy, jakie występują w opisach lub tytułach aukcji:
- rhinestones diamond painting / square drill - gepard i motylki - kwadratowymi diamencikami wyklejamy całość obrazka, najbardziej będzie przypominało haftowanie krzyżykami,
- candy full round / mocha - wykleja się całość obrazu, ale okrągłymi diamencikami, nie wiem jeszcze, jak wychodzi, mam takie kupione fraktale, ale dopiero do mnie idą - są tańsze niż pełne kwadraty, dłużej się czeka, czekałam tydzień na informacji, że produkt został wysłany, mam nadzieję, że tło będzie miało jakiś kolor, żeby miejsca między diamencikami nie były białe - chyba takie będzie, zdam relację, jak przyjdzie,
- 5d diamond painting - okrągłe, bardzo diamentowe, chyba przeźroczyste (?) diamenciki ;) którymi wyklejamy tylko część mozaiki, tło jest podmalowane, bardzo podobnie wyjdzie do haftu koralikowego, gdzie tym drugiem można zrobić takie łał i w ogóle tło, a wymęczyć się tylko na kawałku. Nie zamierzam praktykować ;)

Chyba na razie tyle, jeśli chodzi o garść porad. A miałam tylko wkleić linki ;) Jeśli ktoś by chciał zestaw złotych rad MOICH (żeby nie było, że jedynych słusznych), to mogę zebrać z poprzednich notek i z aktualnych przemyśleń, ale to na kiedyś :)

I linki do tych, które kupiłam ja sama :)

Motyle


Gepard

Fraktal

sobota, 4 lipca 2015

Gepard!

Podczas wyjazdu odwiedziliśmy zoo, gdzie w końcu zobaczyłam, jakie zwierzę wyklejam. To gepard jest. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to proszę mnie poprawić, bo ja naprawdę to się nie znam na zwierzakach - duży, ładny, drapieżny kot. Tygrys :P Nie wszystkie są przecież pomarańczowe, co nie ;) I wiedząc, że nie tygrys, myślałam, że pantera, ale chyba jednak gepard. Chyba.

Na ten moment tyle:


Dopiero na tym zdjęciu widzę, że normalnie zwierzę wychodzi ;) Nie wiem, skąd to zdziwienie, ale kiedy wykleja się szare, białe, czarno, jasnofioletowe(?) kwadraciki, to tego nie widać. Na szczęście potem tak. I żeby nie było - generalnie to się błyszczą te diamenciki, ale albo ogół, albo błyszczenie. Teraz poszłam po całości.

Żeby nie było za fajnie, to znowu pomyślałam, a potem zrobiłam inaczej. Już wiem, że wypadałoby zacząć kleić od góry, żeby człowiek się opierał sobą na niezaklejonej jeszcze części - jak się trochę pozagina w granicach stołu i człowieka na czystej części, to się nic nie stanie. Już wiem, bo zaczęłam od dołu. Potem trzeba przekręcać i w ogóle. No to przekręciłam. I zaczęłam od dołu. Brawo ja!

Następne mozaiki zacznę od środka - oderwę kawałek papieru zabezpieczającego, poobcinam kawałki ze środka i tak zacznę, o! Gdyż będą następne ;) Idzie już taki:



A ten produkował chyba przez tydzień, bo dopiero chwilunię temu dostałam maila, że produkt wysłany. Mam nadzieję, że nie będzie zbytnio rozmyty, bo nie wzięłam jakiegoś wielkiego:



środa, 10 czerwca 2015

Mozaika

Jak kiedyś już wspominałam, odżegnywałam się, nawet tutaj, że nie, nie nie i nie, nie kupię mozaiki. Bo plastikowa, bo coś tam. I większość wzorów jarmarczna. Większość, ale nie wszystkie. No i plastikowa, ale wygląda inaczej - tak twierdzą babki na FB.

To zamówiłam. Wzór już pokazywałam, o taki:





Przyszedł, dwa tygodnie czekałam, nie ma tragedii.

Zawartość takiego pogiętego pudełka:
 tacka
 pęseta - nie ma takiego ołóweczko-długopisu, a liczyłam na niego
 pełno, pełno diamencików, popakowane chyba po 1g, tak mi wyszło z tych dziwnych znaczków i liczb na podsumowaniu
 samo podsumwoanie. Szkoda, że nie ma tych trójkątnych podstaweczek.
 Sam obrazek. Jak widać, nic nie widać, bo papier zabezpieczający jest biały. No i wszystko pogięte.
 Uwaga, zaczynam. Zaszalałam, jak nie wiem :>
 Tu już więcej - inne światło, inne kolory.
 Po 3 popołudnio-wieczorach?, kiedy to zdradziłam krzyżyki z tym plastikiem ;) mam tyle

Wnioski i podsumowania na teraz:

  • za cholerę nie wiem, czemu to takie wciągające, ale wciąga i to bardzo, zawsze zostaje jeszcze kawalątek, odkryję jeszcze tylko kilka rzędów, no dobra, kilkanaście, no jeszcze tylko tylko i już jest późno,
  • plastik, nie plastik, na ostatnim zdjęciu chciałam uzyskać efekt, który jest widoczny, jak się patrzy ludzkim okiem, a nie przez obiektyw - te diamenciki się mienią. Mają odcienie perłowe, wychodzi to całkiem nieźle, w całości w ogóle powinno zrobić efekt łał,
  • jako, że obraz mam raczej bez szczegółów, to raczej nie ma się co spodziewać cudów po takim kawalątku, to, co jest na razie, jest ok, cieniowanie, przejścia, plamy, ale bez wydziwania pt: mamy jasną plamę, zróbmy ją w 5 odcieniach ecru,
  • zrobione mam 2,5 'strony', całość jest zaklejona 4-ma kawałkami papieru zabezpieczającego, te zagięcia dzielą pracę na 4 części, mniej więcej równe, wychodzi 16 'stron'.
  • trwałość kleju - drżałam ;) z nerwów, czy strona druga, którą zaczęłam dziubać wieczorem, a której nie miałam jak skończyć, wytrzyma z klejem do rana. Wytrzymała. Na dole pracy jest pół cm warstwy klejącej, która nie jest niczym zakryta, na tym można testować wytrzymałość kleju. Otworzyłam pracę we wtorek. W niedzielę ten pierwszy odkryty kawalątek jeszcze ma pozostałości kleju, ale to już ostatnie chwile jego życia. Wyszło mi, że tak spokojnie do 2-3 dni można jeszcze kleić, potem bym się już o trwałość spoiwa obawiała. Pół biedy, jeśli ktoś chce oprawić mozaikę pod szkło, ale bez warstwy przytrzymującej mogłoby być kiepsko. Ja bym nie ufała. Ale taki odkryty wieczorem kawałek rano jest zupełnie niezły.
  • ważna, bardzo ważna, kluczowa w tempie wyklejania mozaiki jest organizacja pracy, coś tam już sobie wypracowałam.
 Co do samej organizacji - wydaje mi się, że jakbym miała ten ołówkodługopis z klejem, czy czymś tam, to lepiej by mi się wyklejało. Ale tylko mi się wydaje ;) Niewykluczone, że skorzystam z pomocy babek z fb i następnego obrazka (będzie następny ;) ) poszukam wśród sprzedawców, którzy dokładają to ustrojstwo. Chyba, że ktoś z czytających ma i nie korzysta i mógłby odstąpić po niewygórowanej cenie ;) W ogóle następny obrazek to będzie jakaś mandala, czy coś w tym stylu. Będę szukać, zapewne dam znać.

Dobra, sama organizacja. Dołączone są woreczki strunowe - cholernie małe. Przesypywanie koloru na podstaweczkę (genialna sprawa ta podstawka, diamenciki się układają wzdłuż rowków, więc są w sam raz do przenoszenia na materiał), wyklejanie, przesypywanie, zapomnienie jakiegoś pojedynczego diamencika - koszmar. Porobiłam małe podstaweczki kartonowe. Fajnie fajnie, ale nie są zamykane. Jakby chcieć przechować otwarte diamenciki, to może być kiepsko, coś się wywali na stole, albo będę musiała schować mozaikę na jakiś czas i co? I znowu przesypywanie. Są dostępne takie małe puzdereczka zakręcane - ale po 1) kosztują za dużo ;) dolar drogi, to mozaika nie jest megatania, nie będę szaleć, żeby kupować kilkadziesiąt puzdereczek, a po 2) nie mam pewności, czy są odpowiednio duże, żeby z nich ew. wyciągać diamenciki. Pomęczyłam się 3 dni z przesypywaniem i z kartonowymi pudełkami i doznałam olśnienia - pudełka po zapałkach. Taniocha, 10 wychodzi 1zł i jeszcze pełno zapałek zostaje. Można sobie opisać, jak się potem zmieni mozaikę i będą inne kolory, to się najwyżej metkę doklei z nowym oznaczeniem. I już mnie szewska pasja nie dopada, kiedy muszę zapomniane kwadraciki wysypywać. I można też pracować na mniejszych obszarach - bo nie ma męczenia się ze zmianą koloru. Jak nowego koloru jest dużo - wysypuję na podstaweczkę, jak pojedyncze sztuki, pobieram bezpośrednio z pudełka. Tak narzut na wieczną zmianę kolorów mnie dobijała - jak przy hafcie przy zmianie nitki. Tutaj problem odpada. Nie zostawię więc dużej połaci odsłoniętej, bo coś tam mi przerwało pracę i musiałam ją porzucić WTEM! Zostanie najwyżej mała powierzchnia, szybka do wyklejenia. I mogę sobie poświęcić na mozaikę 10 minut - odsłonię ze dwa rządki, machnę kilkadziesiąt diamencików i zostawiam. Tyle wygrać :D

To na tyle wrażeń na razie. Dla mozaiki porzuciłam na kilka dni różę, teraz do róży wróciłam, jak skończę w niej kolejny listek, to pewnie znowu coś wykleję. I znajdę jakiś nowy wzorek, tak nie mieć zapasu ;)