Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Całkiem inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Całkiem inne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Wygrana w Candy :)

Jakiś czas temu wygrałam Candy u Craft Lady. Ale prezentacja otrzymanego prezentu (a raczej prezentów, jest ich pełno :) ) czekała, nie miałam natchienia do robienia zdjęć. Ale w końcu się wzięłam, ileż można się lenić :)

To po kolei. Prezentów wiele, bardzo różnorodne.

Zestawy do haftowania:


(ten pójdzie na pierwszy ogień, dziewczyny już pokazały miejsce na ścianie, gdzie zawiśnie :) )


Materiały, kanwa plastikowa i zwykła. Nie umiem uchwycić koloru takiego, jaki być powinien - jest o wiele cieplejszy, niż na fotce. Naprawdę świetny.

Muliny:
(prawie się rzuciłam na robienie jakiegoś wielkanocnego jajka tymi cieniowanymi mulinami :D)

Ramy i rameczki:

Książki z wzorami i kursami (bardzo dobre kursy, nawet po latach wyszywania można się czegoś nowego dowiedzieć):


Inne słodkie drobiazgi :)


Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Skoro przez tyle czasu nie mogłam się wziąć za notkę, niewykluczone, że przy zdjęciach jeszcze coś namieszałam, ale liczę, że udało mi się akurat tego nie dokonać.

A teraz idę dogorywać. Upał, chore gardło i migrena. Jupi :>

wtorek, 29 marca 2016

Zaległości nadrabiam - prezencik

Zaległości się zebrało, że hej. Dzieci chore, ja chora, pełno pracy i w ogóle wszystkiego. A już tydzień temu dostałam paczuszkę za wygrane losowanie w ramach lutowego podsumowania UFOkowego roku u Kasi :) A przesyłka fajna. I dla mnie :D

W środku bowiem:
- kanwa i muliny

- breloczek

- karteczka

- i słodkości. Dzieci chciały zachachmęcić, ale, wyobraźcie sobie, że nie lubią kawy :> Bardzo przemyślane łakocie, panny spróbowały i oddały mnie :D

Kartka powędrowała na wystawkę kartkową (ściągnę tę z zimą ;), breloczek chyba dam do kluczy, kanwę wykorzystam w takim jednym projekcie wakacyjnym, a muliny akurat do Wzgórza będą. No wszystko jak znalazł, nic, tylko wygrywać. Szczerze polecam każdemu ;)

Jeszcze raz serdecznie dziękuję!

piątek, 4 grudnia 2015

Z braku laku, dobry wieloryb :)

Zamówienie dostałam: a uszyjesz mi jamnika? No uszyję, ale czy to musi być jamnik? Laski mi zabrały wykrój i nie oddały - zapewne swoimi osobistymi rękami wrzuciłam go do makulatury, jak stosy innych papierów z ich stolika. Wyszło, że niekoniecznie, byle jakiś stwór. W niemocy twórczej nie do opanowania po smutku związanym z tą nieszczęsną choinką ;) wyciągnęłam materiały i nie wymyśliłam niczego nowego. To wzięłam wzór wypróbowany - wielorybek. Trochę większy niż dotychczasowe.

Wykrój:



Potem, żeby nie było, że same dżędery i zabawki dla dziewczynki w niebieskościach, to walniemy trochę kwiatków - jak dziewczęco, to dziewczęco :)



Tak, właśnie miałam się zabierać do zszywania, kiedy się zorientowałam, że coś nie pasuje - te kwiatuszki to muszą być w środku, skoro potem mają być na zewnątrz - zawsze pierwsze przypięcie jest złe. Zawsze! Ale tutaj już lepiej:



Zszyte i wywrócone:



Jakbym na tym etapie się zorientowała, że zagięcie przy ogonie jest takie sobie, to bym pewnie poprawiła, ale świadomość zyskałam, kiedy wypchałam całość i zeszyłam nawet też, to już naprawdę nie miałam serca, cierpliwości, czasu, ani niczego. Inna sprawa, że rychło w czas - jest to raptem trzeci wieloryb, którego szyję :>

Tutaj jeszcze oczęta - proste mają być, to takie zamknięte są :)



I wypchany wielorybek czeka na ofiarowanie małej dziewczynce:

czwartek, 12 listopada 2015

Co ostatnio mi nie wyszło?

Są rzeczy, które mi nie wychodzą, irytują mnie, albo idą tak źle, że można się załamać przy próbach. Jakbym o tym pamiętała, byłoby mniej ofiar, choćby w gronie moich komórek mózgowych, które w ramach akcji "spłoń wściekłością na się samą" na pewno zginęły w ilościach znacznych.

O co chodzi? O kolejną wtopencję, tym razem z szyciem. Wtopka niedawna to przedwczesne zamknięcie projektu "Choineczka 2015". Przedwczesne, bo na pewno przed czasem. Niestety, wtopkowe, bo bez efektu końcowego. Znaczy się, efekt jest, ale nie taki, jakiego się spodziewałam.

Dorobiłam wnętrze pozostałych poziomów - fotek brak, ajm sorry :) Fotka ostatnia dostępna jest taka:


Potem się wzięłam za przymiarki do szycia. Wycięłam elementy,


doszyłam megakoraliki, mające robić za bombki


i zaczęłam szyć. Zaczęłam i jak szybko zaczęłam, tak szybko trafił mnie szlag i już nie puszczał. Po pierwsze: nie lubię szyć :P Po drugie, zrobiłam to źle, sprułam, zrobiłam jeszcze raz, zrobiłam lepiej, ale nadal poduszeczką nie chciało to być. Nie wypychało się to ni huhu. Po dwukrotym nieudanym szyciu materiał na poduszeczkę wyglądał, jak wyglądał, opuściła mnie wena, siły i ostatnie resztki spokoju. Nie będzie poduszeczki :>




Podejście trzecie to już chamskie szycie maszynowe. Które wiecie co? Nie wyszło? Chęć posiadania wybrakowanego woreczka na cokolwiek zgłosiły dzieci i byłą przyszłą poduszkę zabrały już. Środkowa i największa nadal na etapie kawałka materiału w całości i na razie odkładam i chowam, żeby mnie nie wkurzała.

Choinki w tym roku nie będzie :> Nie mam do niej siły. Zapewne jest do uratowania, czy coś, ale odrzuciła mnie moją nieumiejętnością zszycia takiego dziwnego kształtu. Doszłam do wniosku, że skoro nie wychodzi mi taki wielokąt wypukło-wklęsły, to mogłam ją przeszyć w okręgu, no ale na najmniejszą warstwę jest w tym temacie za późno. Być może wrócę do tematu na spokojnie, małe piętro zrobię jeszcze raz i zeszyję to od razu - maszyną i na okrągło, ale to nie teraz. Nie, bo nie!

I tak, wiem, to nie wina choinki, a mnie samej. Jakbym najpierw pomyślała, a potem pocięła, może byłoby lepiej :> Koraliki też lepiej się szyje na dużym kawałku, a nie na kilku cm. No trudno. I tak nie zapamiętam ;)

I jeszcze o jednym falstarcie będzie. Zachwyciły mnie Domki 3D, wyglądają o tak:


Zdobyłam nawet wzór, wyciągnęłam plastikową kanwę - nawet miałam, zaczęłam pierwszy kolor i szlag mnie trafił. Przypomniałam sobie, jak wolno się pracuje na kanwie plastikowej (bo niemożliwe są dwa wkłucia na raz). Przeliczyłam, ile krzyżyków ma taki jeden domek i natchnienie mnie opuściło. Także ten. Nie biorę aktualnie udziału w żadnym salu, a miałam we dwóch :> Taka jestem konsekwentna, dokładna i w ogóle.

poniedziałek, 26 października 2015

Sal Choineczka 2015 - odsłona pierwsza

Latam sobie po blogach, jak mnie już weźmie na czytanie i powiem Wam, bardzo lubię wszelkie SALe, Candy i inne akcje, nie dlatego, że w każdym biorę udział - bo zdarza mi się to skrajnie rzadko, ale dlatego, że odkrywam nowe blogi, które można poczytać, pooglądać i pozachwycać się. Poza tym - jak wspomniałam, skrajnie rzadko, ale jednak biorę udział. Niechcący po notce odnośnie nowego SALu trafiłam do pomieszane-poplatane, gdzie jest fajny SAL, w którym udział wezmę. Ba! Nie tylko się zapiszę, ale jeszcze wykonam ;) Chodzi generalnie o zrobienie choinki z poduszeczek małych - jakby połączone biscornu. Zachwyconam pomysłem.

Jakbym miała czekać na nie wiadomo co, to pewnie termin by minął, Wielkanoc przyszła, a ja w lesie z robotą. Przy okazji temat choinki się wziął i wpasował w "nie mam jak wyciągnąć krosna, nie chce mi się NADAL żadnej zaczętej robótki, to się wezmę". Materiał znalazłam, nici wybrałam (jedna to jakiś antyk z Odry, druga to coś z Ariadny - coś czerwonego). Do roboty!

Tutaj widać, jak bardzo samodzielnie mogę robić cokolwiek:



Przy okazji widać oznaczoną kanwę, gdzie tak sobie policzyłam, gdzie który kawałek choineczki może się znaleźć. Tak, jak ktoś dobrze popatrzy, to już wie, jaką sobie niespodziankę sprawiłam :>



 Pierwszy kawałek gotowy. Poszedł w miarę sprawnie, jeśli uwzględnić to, że na raz może mogłam postać z 5 krzyżyków, bo zawsze coś :>



I nawet obrys się znalazł (zrobił się, znaczy się :) ).


I już myślałam, że tyle w temacie pracy i na pierwszą odsłonę będzie haft na najmniejszą część choinki, kiedy dziewczęta uznały, że idą z tatą odnosić rzeczy po imprezce, to miałam chwilę wolną.

Kontury, kontury:




WTEM - no litości, największy kawałek choiny źle wymierzony, o 10 krzyżyków za mało. No haha, ale śmieszne. Na szczęście obok jest kawałek innej wielkości, damy radę, przeniosę wielkoluda trochę do góry. Się pomieściło.

Kontur-srątur



A skoro starsza spała w dzień, to i wieczorem nie jest zmęczona, to przez kawałek wieczoru wyborczego szyła ze mną. 

Krzyżyczki


i krzyżyczki


Na razie zostawiam na tym etapie. Muszę wydrukować nieco lepiej wzorek, bo jednak na czarno-czarnym kiepsko się rozpoznaje, co jest czerwone, a co zielone. Kontury na pewno miały być zielone, ale reszta ;) 

niedziela, 5 lipca 2015

Gdzie i jak kupuję mozaiki?

Pojawiły się pytania już w kolejnym miejscu, odpowiem więc hurtowo i w jednym miejscu :)

Wszystkie kupiłam na aliexpress, takie chińskie allegro, z nieco innymi zasadami, ale ogólnie działa tak samo. Sklepy wystawiają, ludzie kupują. Płaci się kartą kredytową, czeka się na wysyłkę do Polski od tygodnia (dla maleńkich przesyłek, które idą jak zwykły list) do miesiąca czasem (dla paczek - mozaiki idą jako paczki albo jako duże listy, idą więc dłużej).

Link do aliexpress.com: Aliexpress

Żeby znaleźć mozaikę, należy wyszukiwać diamond painting. Jest tego milion pięćset, pełno promocji, pełno sprzedawców, najczęściej jeden wzór jest w różnych miejscach, czasem w różnych cenach (kwestia tych promocji ;) ). Niestety, wyszukiwanie po tematyce danego obrazka nie działa dobrze, bo określenie tego, co jest na obrazku jest najczęściej enigmatyczne. Warto iść sobie do kilku sklepów - podział tematyczny zazwyczaj jest, potem sobie poszukać po różnych obrazach. Wzory, jak w innych chińskich zestawach, czy to z haftu, czy z koralików, wydaje się czasem nieco jarmarczny, ale można znaleźć też mniej kiczowate obrazy. Znaczy wiadomo, gusta i takie tam ;) Ale trochę się naszukałam, zanim trafiłam na to, co chciałam (ale nie do końca wiedziałam, czego chciałam, więc ;) ).

Obrazy najczęściej są w różnych rozmiarach - od rozmiaru zależy:
a) cena,
b) czas wyklejania,
c) dokładność obrazka!

Nie ma się co łudzić, że kiedy się przerobi na mozaikę obraz z jakimiś szczegółami, to on w rozmiarze 20x30 wyjdzie bardzo dokładnie. Nie, nie wyjdzie.

Tutaj mój hint na to, jak sprawdzić, jak mniej więcej wyjdzie obrazek i nie chodzi mi o ilość kolorów, tylko o to, jak bardzo będzie pokraktowany.

Zapisuję sobie obrazek z aukcji, przerabiam go w darmowym programie pic2pat z zaznaczeniem, że chodzi o gęstość 12 ct (wersja en) lub bodajże 40 krzyżyków na 10 cm. Wybieramy rozmiar, jaki chcemy sprawdzić i dostajemy wygenerowany obrazek. Nieważne już w ile nici - widać, jaka będzie pikselizacja obrazka :) Bo niektóre są pokazane bardzo bardzo szczegółowe, musiałaby być strasznie wielka ta mozaika, żeby wyszło to sensownie :)

Teraz jeszcze o rodzajach mozaiki. Może jest ich więcej, ja na razie zidentyfikowałam trzy, podam nazwy, jakie występują w opisach lub tytułach aukcji:
- rhinestones diamond painting / square drill - gepard i motylki - kwadratowymi diamencikami wyklejamy całość obrazka, najbardziej będzie przypominało haftowanie krzyżykami,
- candy full round / mocha - wykleja się całość obrazu, ale okrągłymi diamencikami, nie wiem jeszcze, jak wychodzi, mam takie kupione fraktale, ale dopiero do mnie idą - są tańsze niż pełne kwadraty, dłużej się czeka, czekałam tydzień na informacji, że produkt został wysłany, mam nadzieję, że tło będzie miało jakiś kolor, żeby miejsca między diamencikami nie były białe - chyba takie będzie, zdam relację, jak przyjdzie,
- 5d diamond painting - okrągłe, bardzo diamentowe, chyba przeźroczyste (?) diamenciki ;) którymi wyklejamy tylko część mozaiki, tło jest podmalowane, bardzo podobnie wyjdzie do haftu koralikowego, gdzie tym drugiem można zrobić takie łał i w ogóle tło, a wymęczyć się tylko na kawałku. Nie zamierzam praktykować ;)

Chyba na razie tyle, jeśli chodzi o garść porad. A miałam tylko wkleić linki ;) Jeśli ktoś by chciał zestaw złotych rad MOICH (żeby nie było, że jedynych słusznych), to mogę zebrać z poprzednich notek i z aktualnych przemyśleń, ale to na kiedyś :)

I linki do tych, które kupiłam ja sama :)

Motyle


Gepard

Fraktal

sobota, 4 lipca 2015

Gepard!

Podczas wyjazdu odwiedziliśmy zoo, gdzie w końcu zobaczyłam, jakie zwierzę wyklejam. To gepard jest. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to proszę mnie poprawić, bo ja naprawdę to się nie znam na zwierzakach - duży, ładny, drapieżny kot. Tygrys :P Nie wszystkie są przecież pomarańczowe, co nie ;) I wiedząc, że nie tygrys, myślałam, że pantera, ale chyba jednak gepard. Chyba.

Na ten moment tyle:


Dopiero na tym zdjęciu widzę, że normalnie zwierzę wychodzi ;) Nie wiem, skąd to zdziwienie, ale kiedy wykleja się szare, białe, czarno, jasnofioletowe(?) kwadraciki, to tego nie widać. Na szczęście potem tak. I żeby nie było - generalnie to się błyszczą te diamenciki, ale albo ogół, albo błyszczenie. Teraz poszłam po całości.

Żeby nie było za fajnie, to znowu pomyślałam, a potem zrobiłam inaczej. Już wiem, że wypadałoby zacząć kleić od góry, żeby człowiek się opierał sobą na niezaklejonej jeszcze części - jak się trochę pozagina w granicach stołu i człowieka na czystej części, to się nic nie stanie. Już wiem, bo zaczęłam od dołu. Potem trzeba przekręcać i w ogóle. No to przekręciłam. I zaczęłam od dołu. Brawo ja!

Następne mozaiki zacznę od środka - oderwę kawałek papieru zabezpieczającego, poobcinam kawałki ze środka i tak zacznę, o! Gdyż będą następne ;) Idzie już taki:



A ten produkował chyba przez tydzień, bo dopiero chwilunię temu dostałam maila, że produkt wysłany. Mam nadzieję, że nie będzie zbytnio rozmyty, bo nie wzięłam jakiegoś wielkiego:



wtorek, 14 kwietnia 2015

Muminki oprawione

Muminki oprawione też. Dzieci zachwycone. Same hafciki też już powieszone na ścianie - w końcu :)

Najpierw same wyprane i wyprasowane hafciki:





I w końcu oprawione:





Na razie temat Muminków kończę, bo ileż można ;)

środa, 21 stycznia 2015

Marudliwam

Ostatnio mi nie idzie wyszywanie.

Ciekawe dlaczego.

Może dlatego, że 5 godzin robiłam przebranie dla dzieci na bal przebierańców? No być może.

Może dlatego, że zdarza mi się usnąć o 22-23 i zasypiam PRZED moimi trzylatkami :>

Może dlatego, że weekend spędzony bardzo zajęcie (dużo, dużo dzieci).

Może dlatego, że robiłam kartki dla babci i dziadka.

O, kartki, podpadają pod haft ;)

Miały być cztery. O ile dwie pierwsze - w zamyśle dla dziadków - jakoś poszły, tak wybrany wzór róży dla babć to jakaś mordęga. W końcu się poddałam. Po jednej karteczce dla każdej pary babcia-dziadek, bo siedziałabym po nocach, a pewnie i tak by nie skończyła.

Zdjęcia nieco ucięte, bo poniżej są wstawione zdjęcia dzieci - niech biedulki mają choć trochę anonimowości :)







Jedno w czerwieni, drugie w ciemnym różu.. Na żywo niebieska kartka wygląda jakby lepiej. Widać, że nie sprzęt czyni człowieka fotografem ;)


Aha, przełamałam impas sowi. Jak już skończyłam backstitche w okolicach tych przeklętych skrzydeł (a dokładniej - na skrzydłach) - nie, żeby było ich tak dużo, ale mój pomysł na brak koralików jednak głupi był i w ogóle, backstitche robiło się bardzo, bardzo ciężko - zaczęło iść jak z górki. Sowa okreskowana - nie było tego tak wiele, ale dało w kość, teraz kwiatki, a i to nie wszystkie, bo część jest zrobiona. Mam taki plan, plan X - dzisiaj skończę w końcu sowiastą, w końcu jadę po ramkę, to do czegoś zobowiązuje.

wtorek, 13 stycznia 2015

Mała rzecz, a cieszy, czyli co zrobić, żeby się nie narobić (i nie wydać dużej ilości pieniędzy)

Tutorial, jak prosto zrobić wytrzymałe bobinki.


Łapka w górę, kto korzysta z bobinek? Las rąk widzę ;) A kto korzysta z gotowych? A kto się przesiadł na własnoręcznie, w pocie czoła wycinanych? No to już pewnie mniej, właśnie dlatego, że jedną, dwie czy dziesięć to sobie można wycinać, ale jak przyjdzie do kolosa wyciąć 50? Albo i 90? Cholera może człowieka trafić. Prostokąt prostokątem, to nawet ja zrobię bez nerwów, ale te wcięcia. Dla mnie ma-sak-ra.

Aż przedwczoraj odkryłam, jak bobinki zrobić, a się nie narobić. Kto ma małe dziecko, albo się bawi w karteczki czy tam inne duperelki i posiada nożyczki we wzorek? No to patrzcie:

Po prawej standardowe, ręcznie cięte, w przekleństwach i w ogóle (a potem i tak dolne nóżki mi się co chwilę zaginają, już przy pierwszym nawinięciu, foch kolejny!), a po lewej wymyślone na nowo prostokąty wycięte nożyczkami we wzorek. 


Tak wygląda nawinięta bobina :) Wg. mnie - wystarczająco dobrze (ząbki nici trzymają, nacięcie na dole to już pikuś).


A pomysł jest w ogóle przegienialny, bo tak pociąć kartonik na prostokąty umieją już trzylatki ;) I wykonują robotę za matkę. Oraz mąż. Mąż też potrafi :)


Update - przy dyskusji na FB wyszła jeszcze jedna ciekawa rzecz - nie tylko ja tak mam, że czasem za mocno nawijam nić i bobinka się łamie, skręca, wije, robi się rulonikiem. Można to załatwić wycinając je z czegoś twardszego, np. mogą to być stare butelki plastikowe (byle w miarę płaskie), bądź - podkładki na stół. Wczoraj dostałam takie w moje łapki, jedna kosztowała 1,35zł! Majątek. Wyszło z niej w 10 minut ponad 100 bobinek :)