Post powstaje w marcu, ale opublikowany zgodnie z zasadami, w kwietniu. Wymuszone to jest szaloną ilością czasu, jaką mam do dyspozycji. Skoro więc trafił się wolny kwadransik, napiszę trzy słowa, bo nie wiem, serio nie wiem, czy następna okazja będzie za tydzień, czy za godzinę, a może za miesiąc.
Ananas skończony. Jeszcze nie oprawiony, bo bez przesady, na co ten pośpiech, ale obramowanko gotowe. Wyszedł całkiem nieźle, choć żałuję poplątania kolorystycznego. Przypominam: środek miał być w tonacji różowo-czerwonej. No nie wyszło. Tak to jest, jak się zamawia nici, oglądając wzornik na laptopie. Na lapku te kolory były czerwone właśnie ;) I generalnie w ogóle trzeba było nie kombinować i zrobić zieloności i już. Ale tak bez cudowania jak widać się nie da. Jakoś to zniosę.
Już poprzednio wspominałam, że wymyślałam też z obramowaniem pól, ostatecznie zrobiłam tak, jak był w instrukcji. NIE MOŻE BYĆ! Moja delikatna nieufność wobec instrukcji wzięła się stąd, że już wcześniej byłam zła na autora / autorów wzoru, że pewnych kwestii nie przemyśleli, bądź po prostu mieli je gdzieś. Jeśli jest wzór taki geometryczny, symetryczny i w ogóle cudny, to naprawdę wypadałoby zadbać o symetrię w detalach również. Takie np. wypełnienie pola nr 11 (trójkąty w rogach) wg. wzoru miały te wysepki rozrysowane w sposób, który się nie układał. Nijak nie układał. Inne wypełnienia tak samo - nie zawsze zwracano uwagę na to, żeby wszystko było równiutko. Pole nr 4 też - nie dało się go rozmieścić. Takie drobiazgi, a zostawiają we mnie niesmak. Czepiam się trochę, wiem, ale serio, to chyba nie przekraczało możliwości autora, żeby to przemyśleć.
No nic. Na razie projekt needlepointowy skończony. Następny jest piękny, geometryczny i w ogóle:
lecz na razie nie mam czasu ani monokanwy. Nie zaczynam więc :) Ew. porobię na resztkach tej monokanwy, która została po ananasie, pojedyncze motywy.
Wracając do UFOków: fraktal zgodnie z zapowiedzią nie został ruszony, w bibliotekarce coś się podziało, czeka na publikację :) Może się doczeka w maju. Ale nie obiecuję :)
Blog prezentujący moje prace związane z rękodziełem - przeważa haft krzyżykowy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Needlepoint. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Needlepoint. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 2 kwietnia 2017
niedziela, 5 marca 2017
Podsumowanie prac nad UFOkami - luty 2017
Tak, będzie jeden post na miesiąc ;) Próbowałam machnąć noteczkę jakoś wcześniej, ale jak nie szło, tak nie szło, cóż na to poradzę. Niespecjalnie cokolwiek, czas przyznać, że się nie wyrabiam w sposób koncertowy. O zaległościach w czytaniu też wolę nie wspominać. W czytniku liczba wpisów przekroczy za moment tysiąc. Ale coś do pokazania mam, to się odezwę.
Generalnie w ananasie w końcu się coś podziało. Dokończyłam dywaniki po bokach - część listopadowa gotowa. Część grudniowa jeszcze poczeka na prezentację.
Prawie cały ananasek wygląda tak:
Obramowanie regionów oczywiście mnie pokonało. Jakbym zrobiła ściśle wg. instrukcji, byłoby kul. Ale nie, musiałam kombinować. I co wykombinowałam, to było źle. Ale tak naprawdę źle. Ostatni pomysł - a jakże, wg. instrukcji ;) I to zaczęło wychodzić w miarę ok. Pokażę za miesiąc, żeby było się czym chwalić.
Powoli muszę się zabrać za wymyślanie - jak to oprawić, tak w ogóle. Gdyż tutaj również pomysłu brak.
Edit: po publikacji zorientowałam się, że miałam wpisany w tytule i tutaj i w styczniu - zły rok, poprzedni mianowicie. Widać, jaka jestem zakręcona :)
Generalnie w ananasie w końcu się coś podziało. Dokończyłam dywaniki po bokach - część listopadowa gotowa. Część grudniowa jeszcze poczeka na prezentację.
Prawie cały ananasek wygląda tak:
Obramowanie regionów oczywiście mnie pokonało. Jakbym zrobiła ściśle wg. instrukcji, byłoby kul. Ale nie, musiałam kombinować. I co wykombinowałam, to było źle. Ale tak naprawdę źle. Ostatni pomysł - a jakże, wg. instrukcji ;) I to zaczęło wychodzić w miarę ok. Pokażę za miesiąc, żeby było się czym chwalić.
Powoli muszę się zabrać za wymyślanie - jak to oprawić, tak w ogóle. Gdyż tutaj również pomysłu brak.
Edit: po publikacji zorientowałam się, że miałam wpisany w tytule i tutaj i w styczniu - zły rok, poprzedni mianowicie. Widać, jaka jestem zakręcona :)
piątek, 3 lutego 2017
Podsumowanie prac nad UFOkami - styczeń 2017
Jak ostatnio wspomniałam, wyszywać przy noworodku / niemowlaku się da, ale są to ilości kilka razy mniejsze niż normalnie (nie licząc już przerobów, kiedy jest się pół dnia w domu :) ). Padło na ukończenie ananasa - needlepointowego UFOka, któremu brakuje naprawdę niewiele do ukończenia. Z 12-tu części zostały dwie, z czego ostatnia to obramowanie pól, więc mały pikusiek. Część 11, czyli listopadowa to puste do tej pory trójkąty w rogach:
Musiałam nieco zmodyfikować rozmieszczenie wzoru w tych trójkątach (w ogóle zbiera mi się nieco krytyki do projektantki tego wzoru), ale po nauczeniu się szybkim, co i jak, poszło. Niekoniecznie w jedno popołudnie - nie mam całych :), a i jest tam prawie 200 ściegów, ale poszło. Wysepeczki wyszły super:
wypełnianie to w ogóle bajka, aczkolwiek miałam chwilę przymusowej przerwy. Dobrana nić po prostu nie pasowała. Zlewała się z wysepkami i zamiast trawniczka robiła się jakaś plama. Okazało się jednak, że mam pasującą akurat do tego ciemnego odcienia jasnozieloną nić i mogę wypełniać. Tutaj początek:
Zostało dokończyć wypełnianie trawniczków, obramowanie pól i UFOk będzie załatwiony. Ale to jeszcze momencik.
A jeszcze na kanwie tłumaczenia się, dlaczego tak mało ;), wymyśliłam, jaka praca w ogóle ma szanse na realizację. Otóż nie będzie to fraktal, bo tam co chwilę się zmienia kolory. Będzie to bibliotekarka - zostały same poważne kolory, po kilka tysięcy krzyżyków do zrobienia, więc nie będzie machania mulinami co chwilę, żeby coś zrobić, trzeba tylko pracę w łapki wziąć, tablet odpalić, a mulina i igła powinny być przygotowane. Po ananasie więc bibliotekarka, a z nieUFOkowych prac to na razie nie wiem. Róża pewnie w nielicznych przerwach od nielicznych okazji do wyszywania. A potem pewnie długo nic, nie łudzę się.
Musiałam nieco zmodyfikować rozmieszczenie wzoru w tych trójkątach (w ogóle zbiera mi się nieco krytyki do projektantki tego wzoru), ale po nauczeniu się szybkim, co i jak, poszło. Niekoniecznie w jedno popołudnie - nie mam całych :), a i jest tam prawie 200 ściegów, ale poszło. Wysepeczki wyszły super:
wypełnianie to w ogóle bajka, aczkolwiek miałam chwilę przymusowej przerwy. Dobrana nić po prostu nie pasowała. Zlewała się z wysepkami i zamiast trawniczka robiła się jakaś plama. Okazało się jednak, że mam pasującą akurat do tego ciemnego odcienia jasnozieloną nić i mogę wypełniać. Tutaj początek:
Zostało dokończyć wypełnianie trawniczków, obramowanie pól i UFOk będzie załatwiony. Ale to jeszcze momencik.
A jeszcze na kanwie tłumaczenia się, dlaczego tak mało ;), wymyśliłam, jaka praca w ogóle ma szanse na realizację. Otóż nie będzie to fraktal, bo tam co chwilę się zmienia kolory. Będzie to bibliotekarka - zostały same poważne kolory, po kilka tysięcy krzyżyków do zrobienia, więc nie będzie machania mulinami co chwilę, żeby coś zrobić, trzeba tylko pracę w łapki wziąć, tablet odpalić, a mulina i igła powinny być przygotowane. Po ananasie więc bibliotekarka, a z nieUFOkowych prac to na razie nie wiem. Róża pewnie w nielicznych przerwach od nielicznych okazji do wyszywania. A potem pewnie długo nic, nie łudzę się.
wtorek, 31 stycznia 2017
Prezent i ogólne sprawozdanie
Wczoraj w końcu Poczta Polska w łaskawości swojej dostarczyła mi cudowny prezent od Katarzyny, jaki wysłała mi ta dobra osoba w ramach głównej wygranej w UFOkowym roku 2016. Raptem 10 dni oczekiwania na priorytetową przesyłkę. Trochę strach się bać, ile by szedł normalny list :)
Prezentem owym była urocza kartka, czekolada (dzieci już zaanektowały) oraz zestaw do wyszywania. Bardzo ładny, kolibry miałam w dalekich planach w innym wydaniu, kwiatki jakieś też, a tutaj wszystko w jednym. Dziękuję bardzo jeszcze raz!
I ogólne wiadomości: gonię trochę UFOka ananasa, ale to gonienie to raczej mocno przerywane jest. Przy noworodku da się trochę powyszywać, ale od przypadku do przypadku. Na pewno nie może być to żadna praca, którą trzeba wyciągać, przygotowywać, etc. Jak jest coś na wierzchu, to się co kilka dni znajdzie kwadrans, albo i godzinka, jak już WSZYSTKO jest zrobione, ale dni z wyszywaniem było w styczniu bardzo, bardzo mało. Nie ma co ukrywać, priorytetem jest przeżycie dzieci i siebie, nie jakieś tam rzeczy ładne ;)
Na początku stycznia zaczęłam też tęczową różę v.2, ale tam nie ma dużo do pokazania na razie :)
Prezentem owym była urocza kartka, czekolada (dzieci już zaanektowały) oraz zestaw do wyszywania. Bardzo ładny, kolibry miałam w dalekich planach w innym wydaniu, kwiatki jakieś też, a tutaj wszystko w jednym. Dziękuję bardzo jeszcze raz!
I ogólne wiadomości: gonię trochę UFOka ananasa, ale to gonienie to raczej mocno przerywane jest. Przy noworodku da się trochę powyszywać, ale od przypadku do przypadku. Na pewno nie może być to żadna praca, którą trzeba wyciągać, przygotowywać, etc. Jak jest coś na wierzchu, to się co kilka dni znajdzie kwadrans, albo i godzinka, jak już WSZYSTKO jest zrobione, ale dni z wyszywaniem było w styczniu bardzo, bardzo mało. Nie ma co ukrywać, priorytetem jest przeżycie dzieci i siebie, nie jakieś tam rzeczy ładne ;)
czwartek, 8 września 2016
Ananas, październik
W tym miesiącu to w ogóle był szał. Stokroteczki pracochłonne, ścieg pośrodku już mniej, ale kwiatki mnie wykańczały. Nie wspomnę o tym, że OCZYWIŚCIE zabrakło nici (ale taki było założenie, dokupię na bieżąco, bo inaczej przestrzelę i zostanę z zapasami), potem przeliczyłam, ile mam do zrobienia, a na sam koniec zabrakło znowu na kilka kwiatuszków. Coś pochachmęciłam ze zużyciem nici, to mam za swoje. Ale zrobione i na razie odstawiam na jakiś moment, bo mam przesyt. Inna sprawa, że został aż jeden miesiąc (cztery trójkąty w rogach) i samo wykończenie. Wykończenia nie robiłam na bieżąco. Na razie nie ma koralików i nie mam pewności, czy będę stokrotki nimi ozdabiać. Co do koloru nici na granicach miesięcy - to dobiorę pod koniec i machnę w całości. Nie chce mi się tak co miesiąc kilka ściegów :)
Stokroteczki bez światła dodatkowego i z. Jak zwykle - kolory zawsze nieco przekłamane, ale tylko nieco ;)
I całość. Mordowałam te stokrotki, a raczej one mnie, głównie dlatego, że co brałam robótkę do ręki, to zamiast się rozpędzać, zawsze coś. Wtedy mam poczucie, że nic, tylko siedzę, robię, nic się nie dzieje, zero postępu. A jakby zliczyć czas, to wyjdzie godzina-dwa przez tydzień, no taka męczarnia, doprawdy.
Kiedy zrobię listopad i grudzień? Nie mam pojęcia. Muszę odpocząć od ananasa, chociaż jak mnie coś strzeli, to machnę w dwa dni nie wiadomo kiedy, albo będę zwlekać przez dwa miesiące. Się zobaczy.
I mam jeszcze taki jeden wniosek: ściegi needlepointowe są cudne, świetne, i w ogóle, ale mi się nudzą. Te długie trapezy mnie wykańczały. I tak tenteguję w głowie, jak bardzo będzie ze mną źle, jeśli zaczęłabym kiedyś niechcący Novą ;) Tak po drodze niemalże (aczkolwiek muszę do niej zamówić wszystko! głównie materiał, ale mulin na pewno nie mam nawet połowy).
Stokroteczki bez światła dodatkowego i z. Jak zwykle - kolory zawsze nieco przekłamane, ale tylko nieco ;)
I całość. Mordowałam te stokrotki, a raczej one mnie, głównie dlatego, że co brałam robótkę do ręki, to zamiast się rozpędzać, zawsze coś. Wtedy mam poczucie, że nic, tylko siedzę, robię, nic się nie dzieje, zero postępu. A jakby zliczyć czas, to wyjdzie godzina-dwa przez tydzień, no taka męczarnia, doprawdy.
Kiedy zrobię listopad i grudzień? Nie mam pojęcia. Muszę odpocząć od ananasa, chociaż jak mnie coś strzeli, to machnę w dwa dni nie wiadomo kiedy, albo będę zwlekać przez dwa miesiące. Się zobaczy.
I mam jeszcze taki jeden wniosek: ściegi needlepointowe są cudne, świetne, i w ogóle, ale mi się nudzą. Te długie trapezy mnie wykańczały. I tak tenteguję w głowie, jak bardzo będzie ze mną źle, jeśli zaczęłabym kiedyś niechcący Novą ;) Tak po drodze niemalże (aczkolwiek muszę do niej zamówić wszystko! głównie materiał, ale mulin na pewno nie mam nawet połowy).
czwartek, 25 sierpnia 2016
Ananas, sierpień, wrzesień
Ależ się obijam. Obijam się z robieniem czegokolwiek (poza wydawaniem pieniędzy, to ostatnio wychodziło świetnie :/), niewiele robię, niewiele piszę. Skoro więc dokończyłam JAKIKOLWIEK kawałek, to się pochwalę, nie będę taka :)
Po czerwcu i lipcu nawet dosyć szybko się wzięłam za sierpień - ale co chwilę utykałam, gdyż coś! A to brakło nitki, a to cierpliwości. Kolejne miesiące są coraz większe, więc człowiek szybko się uczy nowego ściegu, macha z entuzjazmem pierwszą część, druga jakoś idzie, trzecia już idzie jak krew z nosa, a czwarta tylko po to, żeby było zrobione ;) We wrześniu dywanik dał mi popalić, wygląda tak niewinnie, ale przeróżne długości ściegów na zakończenie robiły swoje.
I dopiero po skończeniu września zrobiłam wykończenie sierpnia, bo nie miałam pewności, czy wybrany kolor będzie pasował. Jak już jej nabrałam, to wykończyłam i jest.
No do odsłona.
Poprzednio - skończony lipiec, wyglądało to tak:
Potem sierpień.w trakcie. Dywanik z tych małych kwadracików mnie zachwycał bardzo.
Tu wykańczanie sierpnia po zrobionym wrześniu.
Oczywiście bez światła wychodzi ciemno, ale w kolorach zbliżonych do prawdziwych, z kolei lampa powoduje, że wychodzi niby ładnie, ale nieprawdziwie :)
Po czerwcu i lipcu nawet dosyć szybko się wzięłam za sierpień - ale co chwilę utykałam, gdyż coś! A to brakło nitki, a to cierpliwości. Kolejne miesiące są coraz większe, więc człowiek szybko się uczy nowego ściegu, macha z entuzjazmem pierwszą część, druga jakoś idzie, trzecia już idzie jak krew z nosa, a czwarta tylko po to, żeby było zrobione ;) We wrześniu dywanik dał mi popalić, wygląda tak niewinnie, ale przeróżne długości ściegów na zakończenie robiły swoje.
I dopiero po skończeniu września zrobiłam wykończenie sierpnia, bo nie miałam pewności, czy wybrany kolor będzie pasował. Jak już jej nabrałam, to wykończyłam i jest.
No do odsłona.
Poprzednio - skończony lipiec, wyglądało to tak:
Potem sierpień.w trakcie. Dywanik z tych małych kwadracików mnie zachwycał bardzo.
Tu wykańczanie sierpnia po zrobionym wrześniu.
Oczywiście bez światła wychodzi ciemno, ale w kolorach zbliżonych do prawdziwych, z kolei lampa powoduje, że wychodzi niby ładnie, ale nieprawdziwie :)
środa, 18 maja 2016
Ananas, czerwiec, lipiec
Wpis mocno zaległy, ale nie chciałam męczyć ananasem w ilościach aż tak hurtowych.
Czerwiec wyszywało się cudnie. Co prawda nastąpił zgrzyt i "kto wybierał te kolory", gdyż przeszłam na paletę zieloną, no ale to drobiazg. Przy większej ilości miesięcy zrobionych nie powinno być aż takiego szoku :) Znaczy się - mam taką nadzieję. Jak się rzuci motki na stół, to nie ma takiego kontrastu i przerażenia, jak się człowiek zabiera za nowy odcień z nowego koloru - na dodatek najciemniejszy, to się mocno zastanawia nad swoimi siłami mentalnymi.
A dywanik robiło się świetnie. Tak świetnie, że pod koniec zabrakło mi nici. Hahaha, doprawdy zabawne. Na dodatek tak zeszło z zakupami, że zdążyłam się wziąć za lipiec, zanim czerwiec mógł zostać uzupełniony ;)
Czerwiec prawie cały wyszedł tak:
Tutaj, orientując się, że będzie wtopa z ilością nici, zrobiłam chociaż granice, żeby - przewidując tempo dokupienia - można było kontynuować i mieć jasność, dokąd wyszywać.
A żeby nie zostawiać posta z takim niedokończonym miesiącem, to postanowiłam - pomimo braku instrukcji (do czerwca są na stronie projektu ;) tylko trzeba poszukać - to nadgoniłam sporo, bo nie wiem, jak to z czasem będzie w wakacje), wziąć się za lipiec. Gdyż przecież po fotkach na pewno się zorientuję. Tak się zorientowałam, że element pierwszy prułam tylko trzy razy, ale skoro już wszystko obczaiłam, to poszło w jeden dzień raptem. I też został raptem kawalątek nici ;) Ale nie zabrakło, uff :)
Fotki z lipcem i częściowo czerwcem nie będzie, gdyż zdjęcia wyszły koszmarne i się do niczego nie nadawały, a potem były zakupy i się czerwiec wziął dokończył, to nie ma sensu nikogo męczyć takimi rozbabranymi miesiącami.
Czerwiec i awans z lipca wyglądają tak:
Zdjęcie pierwsze robione w pokoju przy sztucznym świetle, pozostałe już na pełnym słońcu - takie są kolory. Widać, jak się zmieniają, kiedy inaczej pada światło. Cudowne! (ależ jestem skromna).
Czerwiec wyszywało się cudnie. Co prawda nastąpił zgrzyt i "kto wybierał te kolory", gdyż przeszłam na paletę zieloną, no ale to drobiazg. Przy większej ilości miesięcy zrobionych nie powinno być aż takiego szoku :) Znaczy się - mam taką nadzieję. Jak się rzuci motki na stół, to nie ma takiego kontrastu i przerażenia, jak się człowiek zabiera za nowy odcień z nowego koloru - na dodatek najciemniejszy, to się mocno zastanawia nad swoimi siłami mentalnymi.
A dywanik robiło się świetnie. Tak świetnie, że pod koniec zabrakło mi nici. Hahaha, doprawdy zabawne. Na dodatek tak zeszło z zakupami, że zdążyłam się wziąć za lipiec, zanim czerwiec mógł zostać uzupełniony ;)
Czerwiec prawie cały wyszedł tak:
Tutaj, orientując się, że będzie wtopa z ilością nici, zrobiłam chociaż granice, żeby - przewidując tempo dokupienia - można było kontynuować i mieć jasność, dokąd wyszywać.
A żeby nie zostawiać posta z takim niedokończonym miesiącem, to postanowiłam - pomimo braku instrukcji (do czerwca są na stronie projektu ;) tylko trzeba poszukać - to nadgoniłam sporo, bo nie wiem, jak to z czasem będzie w wakacje), wziąć się za lipiec. Gdyż przecież po fotkach na pewno się zorientuję. Tak się zorientowałam, że element pierwszy prułam tylko trzy razy, ale skoro już wszystko obczaiłam, to poszło w jeden dzień raptem. I też został raptem kawalątek nici ;) Ale nie zabrakło, uff :)
Fotki z lipcem i częściowo czerwcem nie będzie, gdyż zdjęcia wyszły koszmarne i się do niczego nie nadawały, a potem były zakupy i się czerwiec wziął dokończył, to nie ma sensu nikogo męczyć takimi rozbabranymi miesiącami.
Czerwiec i awans z lipca wyglądają tak:
Zdjęcie pierwsze robione w pokoju przy sztucznym świetle, pozostałe już na pełnym słońcu - takie są kolory. Widać, jak się zmieniają, kiedy inaczej pada światło. Cudowne! (ależ jestem skromna).
środa, 4 maja 2016
Ananas - maj
Wyszywanie maja to była poezja. I nieskromnie przyznam, jakież to piękne wyszło. Ale fotkę mam jedną, na dodatek trochę nieostrą, nie wiem dlaczego nie zrobiłam więcej. A jako, że zawsze trochę czasu minie między zrobieniem kawałka, zrobieniem fotek, a ich przejrzeniem - to na poprawę było za późno, bo się robił kawałek czerwcowy już ;)
Tent stitch robiony czterema nitkami, kanapeczki (tak sobie nazwałam te kwadraty) bodajże sześcioma. Wyszło cudnie. Dziewczyny uwielbiają brać pracę w łapkach i dotykać dywaników :) Chociaż gonię, bo przecież monokanwy się potem nie wypierze. Bardzo lubią, kiedy szyję ananasa, a ja cierpię na niedomiar odcinków do wykonania.
Tent stitch robiony czterema nitkami, kanapeczki (tak sobie nazwałam te kwadraty) bodajże sześcioma. Wyszło cudnie. Dziewczyny uwielbiają brać pracę w łapkach i dotykać dywaników :) Chociaż gonię, bo przecież monokanwy się potem nie wypierze. Bardzo lubią, kiedy szyję ananasa, a ja cierpię na niedomiar odcinków do wykonania.
piątek, 22 kwietnia 2016
Ananas - kwiecień
Z kwietniem znowu były jakieś problemy, bo wyznaczenie, ile i jakich ściegów ma być na granicach obszarów trochę czasu mi zajęło. Ale po wyznaczeniu obszaru żyłeczką, jakoś to poszło.
Zmieniłam nieco projekt - wypełniłam rozciągniętymi gwiazdkami (tymi płaskimi) również rząd górny i dolny i wszystkie miejsca przy granicy, bo wydawało mi się, że to takie łyse zostaje. No i zmieniłam nitkę. Zaczęłam metalizowaną, ale jakoś mi nie podeszła, te gwiazdki to żadne gwiazdki nie były, tylko nie wiadomo co, poszły do prucia i zostały zastąpione dwoma niteczkami któregoś z poprzednich kolorów (chyba drugi najciemniejszy). No i wyszło tak.
Widać, jak te kolory się różnią w zależności od tego, jakie jest światło. A bywa przedziwne.
Po skończeniu kwietnia mocno zaczęłam kombinować, czy by się nie pozbyć tej nici metalizowanej w lutym - przestała mi w ogóle pasować do projektu. Choć pewnie skończy się na tym, że dokończę cały projekt i wtedy stwierdzę, czy mi pasuje, czy też nie. Na razie nie i jak się bliżej przyjrzałam dalszym 'miesiącom', to też i w następnych kreinika, które zastąpiłam nicią metalizowaną, będę zamieniać na kolory z palety. No, zobaczę.
PS. Tak, wiem, wszyscy już ziewają z nudów ;) Teraz nie będzie AŻ tyle ananasa, bo mi się wzór dostępny skończył, tutaj musiałam nadrobić zaległości (znaczy się mam trochę zapasu, ale nie aż tyle). No i będzie o mozaice i o rozpoczętym hafcie. Bo żaden z zaczętych na razie w tym miesiącu nie zyskał większej uwagi. ŻADEN! Zgroza :/ Mam krzyżykowstręt chyba. Albo jestem przemęczona.
Zmieniłam nieco projekt - wypełniłam rozciągniętymi gwiazdkami (tymi płaskimi) również rząd górny i dolny i wszystkie miejsca przy granicy, bo wydawało mi się, że to takie łyse zostaje. No i zmieniłam nitkę. Zaczęłam metalizowaną, ale jakoś mi nie podeszła, te gwiazdki to żadne gwiazdki nie były, tylko nie wiadomo co, poszły do prucia i zostały zastąpione dwoma niteczkami któregoś z poprzednich kolorów (chyba drugi najciemniejszy). No i wyszło tak.
Widać, jak te kolory się różnią w zależności od tego, jakie jest światło. A bywa przedziwne.
Po skończeniu kwietnia mocno zaczęłam kombinować, czy by się nie pozbyć tej nici metalizowanej w lutym - przestała mi w ogóle pasować do projektu. Choć pewnie skończy się na tym, że dokończę cały projekt i wtedy stwierdzę, czy mi pasuje, czy też nie. Na razie nie i jak się bliżej przyjrzałam dalszym 'miesiącom', to też i w następnych kreinika, które zastąpiłam nicią metalizowaną, będę zamieniać na kolory z palety. No, zobaczę.
PS. Tak, wiem, wszyscy już ziewają z nudów ;) Teraz nie będzie AŻ tyle ananasa, bo mi się wzór dostępny skończył, tutaj musiałam nadrobić zaległości (znaczy się mam trochę zapasu, ale nie aż tyle). No i będzie o mozaice i o rozpoczętym hafcie. Bo żaden z zaczętych na razie w tym miesiącu nie zyskał większej uwagi. ŻADEN! Zgroza :/ Mam krzyżykowstręt chyba. Albo jestem przemęczona.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Ananas - marzec
Styczeń był prosty, w lutym musiałam się namęczyć z nicią metalizowaną. Za to marzec to bajka. Stosunkowo dużo do roboty, no i na realizację jednego raptem miesiąca poszła mi prawie cała nić, ale jakie efekty. A jaka przyjemność z szycia.
Źle było tylko wyczaić, ile i jakich w zasadzie ma być ściegów na granicach. Dlatego zaczęłam nie od samego brzegu, tylko kawalątek dalej - posiłkując się fotkami gotowych prac. I już tutaj wpadłam w zachwyt nad tym dywanikiem. Poezja po prostu!
Tutaj już jeden cały kawałek dywanika, z brzegami i wykombinowaniem, jak to tam powinno wyglądać.
Generalnie granice obszarów zostawiam na sam koniec - na razie nie wygląda to miejscami zbyt pięknie, ale zrobię to hurtem, bo zapewne padnie właśnie na metalizowaną nić, a nie chce mi się cackać z nią co chwilę.
Tak wygląda całość
a tak wyglądają prawdziwe kolory. Nawet dzielnie znoszę, że to pomarańcze wyszły, a nie czerwienie.
Źle było tylko wyczaić, ile i jakich w zasadzie ma być ściegów na granicach. Dlatego zaczęłam nie od samego brzegu, tylko kawalątek dalej - posiłkując się fotkami gotowych prac. I już tutaj wpadłam w zachwyt nad tym dywanikiem. Poezja po prostu!
Tutaj już jeden cały kawałek dywanika, z brzegami i wykombinowaniem, jak to tam powinno wyglądać.
Generalnie granice obszarów zostawiam na sam koniec - na razie nie wygląda to miejscami zbyt pięknie, ale zrobię to hurtem, bo zapewne padnie właśnie na metalizowaną nić, a nie chce mi się cackać z nią co chwilę.
Tak wygląda całość
a tak wyglądają prawdziwe kolory. Nawet dzielnie znoszę, że to pomarańcze wyszły, a nie czerwienie.
czwartek, 14 kwietnia 2016
Ananas - luty
Ananasa robi się szybko, prawie łatwo i jak człowiek ustawi sobie kolejność prac - to nawet szybko. A jak się zacznie pracę w kwietniu, kiedy są już dostępne cztery odcinki, to nawet z rozpędu można machnąć części więcej :) Po niewielkim odpoczynku po styczniu, przyszedł więc czas na luty.
Kolor to kolejny pomarańczony (3340, 4 nitki) i zamiast Kreinika jakaś srebrna metaliczna nić (2 nitki).
Też fotka 'normalna' i pracy wystawionej na prawdziwe słońce - w końcu można na nie trafić nie tylko, kiedy się jest w pracy :D
Metalizowane nici męczyły mnie nieco, ale jakoś to ogarnęłam, nie było aż tak źle.
Kolor to kolejny pomarańczony (3340, 4 nitki) i zamiast Kreinika jakaś srebrna metaliczna nić (2 nitki).
Też fotka 'normalna' i pracy wystawionej na prawdziwe słońce - w końcu można na nie trafić nie tylko, kiedy się jest w pracy :D
Metalizowane nici męczyły mnie nieco, ale jakoś to ogarnęłam, nie było aż tak źle.
czwartek, 7 kwietnia 2016
Ananas - styczeń, a najpierw zakupy
Znowu zamówienie u Justyny :) - i na ananasa i na Bibliotekarkę. I na jeszcze nie wiem co, ale po prostu musiałam :D Gdyż dokupiłam sobie materiały w maleńkich dawkach: flobę, belfast i luganę. Nie miałam w łapkach, a chciałam, a tu się nadarzyła okazja, bo pojawiły się te materiały w małych kuponikach, więc jak mi nie podpasują, to jakoś to zniosę dzielnie. A jak podpasują, to będę wiedziała, co zamawiać.
I nici na Bibliotekarkę - część miałam, resztę musiałam uzupełnić. Niedługo zacznę :)
Przypomniałam sobie, że chodził za mną wzór od Igiełki. O, taki:
To kupiłam z rozpędu, skoro to był dzień obrastania w nowe rzeczy.
Ale do rzeczy, nie tylko o nowych zakupach miało być. Nie tylko, bo do ananasa musiałam kupić wszystko. Nowy materiał - jeszcze inny, niż tamte. Monocanva. Są też różne odmiany, polecono mi monocanvę royal, to zamówiłam. I nowe odcienie niteczek, gdyż wymyśliłam kolorystykę, z której miałam dokładnie 0 kolorów (idę w mulinę DMC, powinno wyjść, jak nie, to będę kombinować wtedy). Kolorystyką zresztą chwaliłam się już tutaj - polecam blog zrzeszający polskie hafciarki realizujące projekty ANG, czyli takie właśnie projekty needlepointowe, rozpisane na kolejne miesiące.
Kolory w końcu wybrałam - wg. palety:
na żywo wyszły jeszcze piękniejsze :) choć się zdziwiłam. Jak zwykle :> Wydawało mi się, że te nici to czerwono-różowe. Hłe, hłe hłe. Pomarańczowo-różowe. Ale trudno, jakoś to zniosę dzielnie.
W rozpisce nici są też Kreiniki. Kreinika mam jednego (w sensie odcieniu), który może by i tu pasował, ale nie chce mi się go tutaj 'marnować', bo zamawianie z USA mnie doprowadza do nerwisy, zostawiam go na HAEDa, do którego był kupiony. Na razie wykorzystam posiadane metaliczne nici, srebrne jakieś, powinny spasować. Jak nie, to wtedy będę kombinować :)
Materiał jest bardzo sztywny i taki inny od dotychczas wykorzystywanych. Taka siatka o ciekawym splocie, 18ct, a wydaje się przez ten splot o wiele mniej gęsta - wyszywa się na niej ściegi needlepointowe bardzo łatwo. Nigdy więcej normalnej kanwy do needlepointa, nigdy! Nawet, jak trzeba kawałek wypruć, nie robi się krzywdy niciom. Bajeczka.
Rameczka machnięta przez męża i przeze mnie (musiałam odreagować, walnęłam się w paluchy tylko dwa razy, nie pomogło :>). I można śmignąć.
Styczeń nie był zbyt wymagający, nie oszukujmy się. Robiony 4 niteczkami muliny koloru 608. Wyszedł tak.
I w sensowniejszych kolorach - fotka zrobiona w świetle dziennym.
I niby taka prościzna, a myliłam się co chwilę. Taki to był dzień. Ja musiałam odreagować, ale przyczyna nerwów cały czas była (a raczej były) i przeszkadzała non-stop, więc we wzorku na kwadrans prucie robiłam chyba z pięć razy. Po czym poszłam pooglądać prace inne hafciarek, jak im wyszedł ten kwadracik i się zorientowałam, że we wzorze groty strzałek nie były połączone. Facepalm nogą normalnie! Ale stwierdziłam, że nie będę robiła całości od nowa, nie ma bata. Zostaje tak.
Na pewno nie zostanie tak do końca, bo planuję zapełnić jakoś te puste miejsca, tylko jeszcze nie mam koncepcji, pewnie którym z jaśniejszych odcieni coś tam machnę. Planowałam również darować sobie koraliki, ale widzę, że wychodzi to całkiem zacnie i jak dorwę jakiś sklep stacjonarny (żeby uniknąć wtopy z kolorami) to nie wykluczam uzupełnienia wzoru o nie.
Plan na kwiecień to podgonić projekt do kwietnia włącznie, ale tak: zrobić to jedno, sfotografować to drugie, a napisać i opublikować to trzecie i czwarte w ogóle, więc nie obiecuję kolejnych trzech postów jeszcze w kwietniu :)
I nici na Bibliotekarkę - część miałam, resztę musiałam uzupełnić. Niedługo zacznę :)
Przypomniałam sobie, że chodził za mną wzór od Igiełki. O, taki:
To kupiłam z rozpędu, skoro to był dzień obrastania w nowe rzeczy.
Ale do rzeczy, nie tylko o nowych zakupach miało być. Nie tylko, bo do ananasa musiałam kupić wszystko. Nowy materiał - jeszcze inny, niż tamte. Monocanva. Są też różne odmiany, polecono mi monocanvę royal, to zamówiłam. I nowe odcienie niteczek, gdyż wymyśliłam kolorystykę, z której miałam dokładnie 0 kolorów (idę w mulinę DMC, powinno wyjść, jak nie, to będę kombinować wtedy). Kolorystyką zresztą chwaliłam się już tutaj - polecam blog zrzeszający polskie hafciarki realizujące projekty ANG, czyli takie właśnie projekty needlepointowe, rozpisane na kolejne miesiące.
Kolory w końcu wybrałam - wg. palety:
na żywo wyszły jeszcze piękniejsze :) choć się zdziwiłam. Jak zwykle :> Wydawało mi się, że te nici to czerwono-różowe. Hłe, hłe hłe. Pomarańczowo-różowe. Ale trudno, jakoś to zniosę dzielnie.
W rozpisce nici są też Kreiniki. Kreinika mam jednego (w sensie odcieniu), który może by i tu pasował, ale nie chce mi się go tutaj 'marnować', bo zamawianie z USA mnie doprowadza do nerwisy, zostawiam go na HAEDa, do którego był kupiony. Na razie wykorzystam posiadane metaliczne nici, srebrne jakieś, powinny spasować. Jak nie, to wtedy będę kombinować :)
Materiał jest bardzo sztywny i taki inny od dotychczas wykorzystywanych. Taka siatka o ciekawym splocie, 18ct, a wydaje się przez ten splot o wiele mniej gęsta - wyszywa się na niej ściegi needlepointowe bardzo łatwo. Nigdy więcej normalnej kanwy do needlepointa, nigdy! Nawet, jak trzeba kawałek wypruć, nie robi się krzywdy niciom. Bajeczka.
Rameczka machnięta przez męża i przeze mnie (musiałam odreagować, walnęłam się w paluchy tylko dwa razy, nie pomogło :>). I można śmignąć.
Styczeń nie był zbyt wymagający, nie oszukujmy się. Robiony 4 niteczkami muliny koloru 608. Wyszedł tak.
I w sensowniejszych kolorach - fotka zrobiona w świetle dziennym.
I niby taka prościzna, a myliłam się co chwilę. Taki to był dzień. Ja musiałam odreagować, ale przyczyna nerwów cały czas była (a raczej były) i przeszkadzała non-stop, więc we wzorku na kwadrans prucie robiłam chyba z pięć razy. Po czym poszłam pooglądać prace inne hafciarek, jak im wyszedł ten kwadracik i się zorientowałam, że we wzorze groty strzałek nie były połączone. Facepalm nogą normalnie! Ale stwierdziłam, że nie będę robiła całości od nowa, nie ma bata. Zostaje tak.
Na pewno nie zostanie tak do końca, bo planuję zapełnić jakoś te puste miejsca, tylko jeszcze nie mam koncepcji, pewnie którym z jaśniejszych odcieni coś tam machnę. Planowałam również darować sobie koraliki, ale widzę, że wychodzi to całkiem zacnie i jak dorwę jakiś sklep stacjonarny (żeby uniknąć wtopy z kolorami) to nie wykluczam uzupełnienia wzoru o nie.
Plan na kwiecień to podgonić projekt do kwietnia włącznie, ale tak: zrobić to jedno, sfotografować to drugie, a napisać i opublikować to trzecie i czwarte w ogóle, więc nie obiecuję kolejnych trzech postów jeszcze w kwietniu :)
czwartek, 17 marca 2016
Informacyjnie
Otóż nie będzie żadnych fotek żadnej z moich prac. Będzie za to dużo informacji - nowych.
Po pierwsze - wygrałam! Choć raz coś wygrałam :D Kiedyś nie wygrywałam, bo nie brałam udziału w żadnych zabawach, nic więc dziwnego ;) Ale potem zaczęłam brać udział nawet w Candy i nadal nic. A tu się szczęście do mnie uśmiechnęło, gdyż w losowaniu w temacie "podsumowanie UFOkowego roku - luty" generator wylosował mnie. Cudnie!
Po drugie - o Candy u Katarzyny już było, teraz jeszcze o Candy u Agnieszki :) Patrzcie, jakie wspaniałości. Ja bym się tam z nimi nie rozstawała, ale skoro Aga ich nie chce, to mogę je przygarnąć ;)
Ukoję sobie nieco nerwy. Gdyż po ostatnich "przejściach" muszę odreagować. No muszę, bo się uduszę. Oraz nie chce mi się dziubać Zegarów (dobra, dziubię, ale weekend odpadł, to mi tak łyso brać się w środku tygodnia, nie wychodzi i już), Wzgórze mnie nie pociąga, a praca trzecia o której ja wiem, a Wy rozumiecie ;) na razie się trochę dodziubała, ale skoro brak jej teraz terminów, to też trochę odpocznie. Żeby nie było - robię część piątą (ale cicho sza ;) ).
A co robi taki ktoś, jak ja, jak już nie może, bo umrze? Rozpoczyna nowe prace. Ale tak z przytupem, to się będzie oszczędzał. Nie ma to tamto! Ale żeby nie było, tutaj najpierw muszę się przygotować, gdyż!
Projektem pierwszym, który odpalam, jest needlepointowy Ananas:
Nie wiem, jaką zrobię kolorystykę, na razie nic nie wiem, poza tym, że zamawiam monocanvę (choć raz będę choć trochę pro ;) ) i że na pewno nie w złotych kolorach :D Raczej nie będę zamawiać od razu cudownych nici, gdyż nie mam aż takiego parcia na pro - wystarczy porządna kanwa (na razie). Kanwę (monocanvę :) ) zamawiam, kolorystykę wymyślam, ramę sklecę (albo poproszę o) i jazda :)
A drugim rozpoczynanym projektem będzie w końcu Bibliotekarka, kupiona milion lat temu:
Przy czym tak: nie robię tych pasków na dole oraz mocno ograniczam kolorystykę, bo mnie szlag trafi, jak będę kupowała nici, żeby zrobić nimi 4 krzyżyki rozsiane po całej pracy. Jeszcze mi beretu nie zryło aż tak dokumentnie :) Przerabiam więc sobie nieco wzór, rezygnując z części kolorów, zastępując je zbliżonymi, etc., obcinając po rozmiarze. Haftowanie zacznę od czarnego (do którego dorzucę dwa najciemniejsze kolory również), a potem po kolei będę wypełniać, część wg. własnego widzimisię (np. w ołówku we włosach jest kilkanaście kolorów czerwonych i ceglastych, naprawdę, obędzie się z 2-3), oczywiście po sugestii tego, co jest we wzorze. Na kanwie 16ct - debiut będzie i praca w sam raz wpasuje się w posiadaną ramkę ;) (kwadrat 50x50).
To do dzieła :)
Po pierwsze - wygrałam! Choć raz coś wygrałam :D Kiedyś nie wygrywałam, bo nie brałam udziału w żadnych zabawach, nic więc dziwnego ;) Ale potem zaczęłam brać udział nawet w Candy i nadal nic. A tu się szczęście do mnie uśmiechnęło, gdyż w losowaniu w temacie "podsumowanie UFOkowego roku - luty" generator wylosował mnie. Cudnie!
Po drugie - o Candy u Katarzyny już było, teraz jeszcze o Candy u Agnieszki :) Patrzcie, jakie wspaniałości. Ja bym się tam z nimi nie rozstawała, ale skoro Aga ich nie chce, to mogę je przygarnąć ;)
Ukoję sobie nieco nerwy. Gdyż po ostatnich "przejściach" muszę odreagować. No muszę, bo się uduszę. Oraz nie chce mi się dziubać Zegarów (dobra, dziubię, ale weekend odpadł, to mi tak łyso brać się w środku tygodnia, nie wychodzi i już), Wzgórze mnie nie pociąga, a praca trzecia o której ja wiem, a Wy rozumiecie ;) na razie się trochę dodziubała, ale skoro brak jej teraz terminów, to też trochę odpocznie. Żeby nie było - robię część piątą (ale cicho sza ;) ).
A co robi taki ktoś, jak ja, jak już nie może, bo umrze? Rozpoczyna nowe prace. Ale tak z przytupem, to się będzie oszczędzał. Nie ma to tamto! Ale żeby nie było, tutaj najpierw muszę się przygotować, gdyż!
Projektem pierwszym, który odpalam, jest needlepointowy Ananas:
Nie wiem, jaką zrobię kolorystykę, na razie nic nie wiem, poza tym, że zamawiam monocanvę (choć raz będę choć trochę pro ;) ) i że na pewno nie w złotych kolorach :D Raczej nie będę zamawiać od razu cudownych nici, gdyż nie mam aż takiego parcia na pro - wystarczy porządna kanwa (na razie). Kanwę (monocanvę :) ) zamawiam, kolorystykę wymyślam, ramę sklecę (albo poproszę o) i jazda :)
A drugim rozpoczynanym projektem będzie w końcu Bibliotekarka, kupiona milion lat temu:
Przy czym tak: nie robię tych pasków na dole oraz mocno ograniczam kolorystykę, bo mnie szlag trafi, jak będę kupowała nici, żeby zrobić nimi 4 krzyżyki rozsiane po całej pracy. Jeszcze mi beretu nie zryło aż tak dokumentnie :) Przerabiam więc sobie nieco wzór, rezygnując z części kolorów, zastępując je zbliżonymi, etc., obcinając po rozmiarze. Haftowanie zacznę od czarnego (do którego dorzucę dwa najciemniejsze kolory również), a potem po kolei będę wypełniać, część wg. własnego widzimisię (np. w ołówku we włosach jest kilkanaście kolorów czerwonych i ceglastych, naprawdę, obędzie się z 2-3), oczywiście po sugestii tego, co jest we wzorze. Na kanwie 16ct - debiut będzie i praca w sam raz wpasuje się w posiadaną ramkę ;) (kwadrat 50x50).
To do dzieła :)
wtorek, 19 stycznia 2016
Zwariowałam do reszty
Zwariowałam do reszty. Jednego dnia zapisałam się do dwóch SALi. A miałam nie zaczynać niczego nowego - nawet z przygotowanych prac. Nie mówiąc o wybieraniu nowych wzorów. No ale fajnie się mówi, jak tu chodzą takie cuda, o:
To dosyć duży wzór, 144 na 288, jest dostępny w dwóch wersjach: jedynie z krzyżykami oraz z krzyżykami i ściegami specjalnymi. Jako, że znowu, nadal i wciąż chodzi za mną coś z needlepointa, a dodatkowo błękitny sampler, połączę dwa w jednym i machnę samplerek ze ściegami w błękitach (i fioletach, żeby nie było za nudno). Jakie to proste! Tylko tutaj już nie ma opcji - len trzeba było kupić. Kupiłam len-cudowności u Justyny, u której jest tak świetna obsługa, że ledwo pieniądze ode mnie wyszły, ona pognała na pocztę. Co tym razem było pechowe, bo przypomniałam sobie, co jeszcze miałam kupić. Będę miała nauczkę na zaś :D Nici też kupione, teraz tylko poczekać miesiąc na rozpoczęcie. Zmienię kolorystykę, zrobię tylko kolorki od fioletu do niebieskiego i tak nookoło. Dzisiaj i len i nici doszły, myślałam, że są nieco jaśniejsze, ale piękne są i tak. O, jeszcze gratis dostałam :)
A drugi, a raczej pierwszy SAL - z rana ;) (jakby był po południu, to pewnie bym nie zwróciła uwaga, zafascynowana tym drugim), ma wyjść taki:
Generalnie, pracy o wiele, wiele mniej, trochę krzyżyków, dużo kresek, ale normalnych, a nie jakichś wyuzdanych w 1/3 krzyżyka, pójdzie prosto. Nawet już przeglądnęłam i dobrałam materiały i nici, kawaluntek tego lnu-cudowności się ostał, jest w sam raz. Ramkę też już mam, to już w ogóle z górki pójdzie. Zwłaszcza, że żeby się nie ugiąć pod przyjętymi zobowiązaniami, wypadałoby to rozpocząć i zakończyć zanim Twisted się zacznie, bo będzie za dużo. Machnęłam jeden motyw, na więcej za bardzo czasu nie wystarczyło, więc prezentować nie ma czego, ale do roboty się trzeba zabrać. Tylko trzeba znajdować zupełnie spokojne chwile, bo tak to na zrobione pięć kresek jedna jest źle - nienawidzę poprawek!
Jak więc widać, u mnie w normie, oznak zdrowienia brak :)
A drugi, a raczej pierwszy SAL - z rana ;) (jakby był po południu, to pewnie bym nie zwróciła uwaga, zafascynowana tym drugim), ma wyjść taki:
Generalnie, pracy o wiele, wiele mniej, trochę krzyżyków, dużo kresek, ale normalnych, a nie jakichś wyuzdanych w 1/3 krzyżyka, pójdzie prosto. Nawet już przeglądnęłam i dobrałam materiały i nici, kawaluntek tego lnu-cudowności się ostał, jest w sam raz. Ramkę też już mam, to już w ogóle z górki pójdzie. Zwłaszcza, że żeby się nie ugiąć pod przyjętymi zobowiązaniami, wypadałoby to rozpocząć i zakończyć zanim Twisted się zacznie, bo będzie za dużo. Machnęłam jeden motyw, na więcej za bardzo czasu nie wystarczyło, więc prezentować nie ma czego, ale do roboty się trzeba zabrać. Tylko trzeba znajdować zupełnie spokojne chwile, bo tak to na zrobione pięć kresek jedna jest źle - nienawidzę poprawek!
Jak więc widać, u mnie w normie, oznak zdrowienia brak :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















