O planach też będzie szybciutko. Kilka nowych prac, wiadomo, że te spadające z 2016 też :)
Do dokończenia, z kategorii UFO (żeby nie robić dwóch notek z podobną zawartością :) ), zostały:
- Fraktal, efekt końcowy i to, jak ostatnio wyglądał:
- Bibliotekarka, ostatnia odsłona,
- oraz Ananas, który został w zasadzie na jedno - dwa popołudnia (czy tam po prostu kilka godzinek) i czeka tak od kilku miesięcy. No cóż, niech czeka :D
Z nowych - nienowych prac, na rozpoczęcie czeka dalej Einstein 2, nie wylatuje z planu realizacji, ale muszę tutaj dużo pomyśleć, czy i jak przenieść go do .xsd,
Zaplanowana na rok 2016 była również Róża - wydanie 2. Tutaj suprajs, zaczęłam ją robić 2 stycznia :) Zaczęłam jako jedna z pierwszych z całego grona zaróżowionych, jak już się fala wyszytych róż przewinęła, można wziąć się za kolejną.
Cóż dalej. Otóż wymyśliłam sobie kilka nowych pracek. Tak (prawie!) zupełnie nowych, zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją.
Otóż do testowania kupiłam sobie zestaw z drukowaną kanwą - na aliexpresie. Przyjdzie za miesiąc ;) Zdjęcia są nieco kijowe, takie są na stronie przedmiotu. Cała seria jest taka:
Niewykluczone, że zrobię całość, ale zważywszy na to, że nie muszę ich mieć w komplecie, żeby zacząć pracę, darmową wysyłkę i przewidywaną ilość czasu, jaką będę miała - na razie zamówiłam jeden zestaw, mianowicie Lato. Jak będzie ok i mi przypasuje taki sposób wyszywania (może przeżyję szok powrotu do gęstości 11ct :D), to potem domówię całą resztę.
Następna praca, którą myślę sobie machnąć, to kolejna sówka - Hope. W 2015 zrobiłam dwie, miałam zrobić trzecią, ale wcięło mi kanwę czerwoną. O ile dobrze pamiętam, chyba ją niedawno namierzyłam. Jeśli więc nie zniknęła mi ona znowu, to być może dostąpi zaszczytu dołączenia do kompletu :) Tutaj tło jakieś takie zgniłe, ja wezmę inne (a jakbym znowu zatraciła czerwoną kanwę, mam przygotowaną kremową ;) ), praca łatwa, na dodatek wtedy wykonywałam półkrzyżykiem, trzecią zrobię oczywiście tak samo, więc się machnie raz dwa.
Natomiast w Sylwestra doznałam olśnienia. I kilka dni później nadal w zachwycie trwam ;) Na FB spojrzałam na wzór Garden Stars od Ink Circles i przepadłam. Piękny sampler, ostatnich niebieskości mi wystarczyło, teraz padło na zielenie. Aczkolwiek ten akurat sampler jest większy niż poprzedni (ponad dwa razy), więc nie mogę go zacząć ot tak sobie, gdyż nie mam na niego lnu. A chyba na lnie go wykonam, taki szlachetny wzór wymaga szlachetnego materiału.
I jeszcze jedna praca, cierpię na deficyt piękności, więc coś miłego, ładnego, kwiatkowego. Przy czym ta akurat praca raczej na dopełnienie planów niż główna ich część. Zobaczymy, jak wyjdzie z realizacją :) Zestaw otrzymałam w ramach wygranej w Candy u Agnieszki, nazwa to "Hydrangea in Bloom" (hortensja) z Dimensions.
Chyba na razie tyle. I tak w sumie za dużo, bo łączna szacowana ilość krzyżyków w pracach do zakończenia i do rozpoczęcia to prawie 180 tysięcy, a to więcej niż wyszyłam łącznie w 2016 roku, tylko byłam wtedy pół roku na zwolnieniu i mogłam wyszywać dużo. A z małym dzieckiem będzie ciężej. Ale nie marudźmy. Najwyżej się coś przerzuci na 2018 ;)
Blog prezentujący moje prace związane z rękodziełem - przeważa haft krzyżykowy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małe. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 stycznia 2017
czwartek, 5 stycznia 2017
Podsumowanie roku 2016
Skoro mam wolną chwilkę, to od razu machnę podsumowanie poprzedniego roku :)
Będzie szybko, bez dywagacji, rozkminiania, etc ;) Czysta prezentacja prac.
Uwaga - nie prezentuję prac niedokończonych! Te będą w planach na 2017 i w notce odnośnie UFOków. Daty wstawiam wg. dat ukończenia - mogą się nie zgadzać z datą publikacji, wiadomo, jak to czasem jest ;)
Szybki rzut oka, a potem dokładniejsze informacje.
Styczeń. Obrus.
Luty. Tamborek
Maj. Rower oraz Wzgórze Wróżek
Lipiec. Małe ptaszorki. Oraz wielkie Zegary.
Listopad. Rakieta oraz sampler.
Wychodzi nie tak strasznie wiele, jeśli chodzi o ilość prac. Ale były to jednak prace niemałe, ilość krzyżyków to 115 tysięcy w już zakończonych pracach. Do tego dochodzi jeszcze prawie 60 tysięcy krzyżyków w pracach rozpoczętych, które przeszły na rok 2017. Nie jest więc tak źle, powiedziałabym, że nawet całkiem nieźle jest. Łącznie rok 2016 to 170 tysięcy krzyżyków, co daje ilość 465 xxx na dzień. Ale licząc tylko dni z wyszywaniem, średnia jest imponująca - na 248 dni wychodzi po 685. Pięknie!
I jeszcze wyrzut sumienia - podsumowanie planów na 2016, a ich stopień realizacji. Zamierzałam wziąć udział w SALu sowim - i wzięłam, ale się rozwiązał. Podobny los spotkał tęczowy sampler, który nieco niecnie porzuciłam na skutek błędu w 1/4 pracy. Może wrócę, może nie, może wykończę jako poduszeczkę i tyle. Ale raczej całości kończyć nie będę, odrzuciło mnie od niego (nie daję zdjęć, bo SALe się rozwiązywały w niemiłej atmosferze, itp., pewnie część z Was pamięta). Zaplanowane UFOki zakończone. Biblioteczka odłożona całkowicie - wisi na krośnie (na ramie w zasadzie), stoi na stole i czeka na zmiłowanie się. Może wrócę kiedyś tam, ale bez wyraźnego planu na to. Fraktal - rozpoczęty, aktualnie na moment odłożony, Einstein 2 - NIE RUSZONY w ogóle. Tutaj mam problem. Od czasu, kiedy zaczęłam korzystać z tabletu i Crossty, nie ruszam żadnego wzoru, którego nie mam w .xsd. Tamten wzór sam przetwarzałam, ale w programie, w którym nie da się wygenerować .xsd, ani skopiować, żeby zrobić to samemu. Przerobienie w PM daje inne efekty niż tamto przerobienie, więc się zastanawiałam, zastanawiałam, ale na razie nic nie ruszyłam. Róża 2 - tada! 2 stycznia zaczęłam kolejną edycję tego haftu :) Nie ma więc tragedii, jeśli chodzi o realizację planów na rok 2016 :)
Będzie szybko, bez dywagacji, rozkminiania, etc ;) Czysta prezentacja prac.
Uwaga - nie prezentuję prac niedokończonych! Te będą w planach na 2017 i w notce odnośnie UFOków. Daty wstawiam wg. dat ukończenia - mogą się nie zgadzać z datą publikacji, wiadomo, jak to czasem jest ;)
Szybki rzut oka, a potem dokładniejsze informacje.
Styczeń. Obrus.
Luty. Tamborek
Maj. Rower oraz Wzgórze Wróżek
Lipiec. Małe ptaszorki. Oraz wielkie Zegary.
Listopad. Rakieta oraz sampler.
Wychodzi nie tak strasznie wiele, jeśli chodzi o ilość prac. Ale były to jednak prace niemałe, ilość krzyżyków to 115 tysięcy w już zakończonych pracach. Do tego dochodzi jeszcze prawie 60 tysięcy krzyżyków w pracach rozpoczętych, które przeszły na rok 2017. Nie jest więc tak źle, powiedziałabym, że nawet całkiem nieźle jest. Łącznie rok 2016 to 170 tysięcy krzyżyków, co daje ilość 465 xxx na dzień. Ale licząc tylko dni z wyszywaniem, średnia jest imponująca - na 248 dni wychodzi po 685. Pięknie!
I jeszcze wyrzut sumienia - podsumowanie planów na 2016, a ich stopień realizacji. Zamierzałam wziąć udział w SALu sowim - i wzięłam, ale się rozwiązał. Podobny los spotkał tęczowy sampler, który nieco niecnie porzuciłam na skutek błędu w 1/4 pracy. Może wrócę, może nie, może wykończę jako poduszeczkę i tyle. Ale raczej całości kończyć nie będę, odrzuciło mnie od niego (nie daję zdjęć, bo SALe się rozwiązywały w niemiłej atmosferze, itp., pewnie część z Was pamięta). Zaplanowane UFOki zakończone. Biblioteczka odłożona całkowicie - wisi na krośnie (na ramie w zasadzie), stoi na stole i czeka na zmiłowanie się. Może wrócę kiedyś tam, ale bez wyraźnego planu na to. Fraktal - rozpoczęty, aktualnie na moment odłożony, Einstein 2 - NIE RUSZONY w ogóle. Tutaj mam problem. Od czasu, kiedy zaczęłam korzystać z tabletu i Crossty, nie ruszam żadnego wzoru, którego nie mam w .xsd. Tamten wzór sam przetwarzałam, ale w programie, w którym nie da się wygenerować .xsd, ani skopiować, żeby zrobić to samemu. Przerobienie w PM daje inne efekty niż tamto przerobienie, więc się zastanawiałam, zastanawiałam, ale na razie nic nie ruszyłam. Róża 2 - tada! 2 stycznia zaczęłam kolejną edycję tego haftu :) Nie ma więc tragedii, jeśli chodzi o realizację planów na rok 2016 :)
poniedziałek, 4 lipca 2016
Wymęczyłam w końcu ptaszorka
Dawno, dawno temu napisałem noteczkę, relację pierwszą z testowania z Kokardką. Czas na drugą cześć, z samego już wyszywania.
Chyba jednak nie lubię kanwy plastikowej. Rzadko kiedy męczę się przy wyszywaniu, a tu tak było. Wzór miejscami trochę przekombinowany, ale miejscami i nie tak tragicznie, żeby aż tak źle mi się pracowało. Pracę dokończyłam w zasadzie tylko dlatego, że się zobowiązałam, a skoro tak, to danego słowa należy dotrzymywać. Ale też z tego powodu powstał tylko jeden hafcik, nie cztery. Nie wyrobiłabym się.
Dobra, foteczki.
Tu jeszcze bez kresek.
A tutaj z kreseczkami. O komforcie pracy niech świadczy fakt, że najlepiej z całości robiło mi się właśnie kreseczki. Może to perspektywa zbliżającego się końca ;) Ale robiło się je naprawdę szybko, nie są dzikie (na plastiku i tak nie dałoby się dziwnych kresek zrobić), no i fajnie wychodzą.
Kolory trochę przesycone. Ale i tak na żywo wyszły inaczej niż na fotce z zestawu. Nie szkodzi.
Hafcik będzie jakąś małą ozdobą, nie wiem, na choinkę, pod lampę, na okno, czy coś? Liczę na kreatywność moich dzieci - one zamówiły sobie zawieszki jakieś, niech kombinują, w jakiej konwencji dalej je wykonywać :)
Podsumowanie testu:
+ ogólnie zawartość zestawu bardzo na plus, wzór ok, nici ok, materiały ok, nie zrobiłam 4 hafcików, dziewczyny, które zrobiły skarżyły się na ilość jednej nici, ale to nie moja opinia, więc jej nie potwierdzę - nie miałam okazji,
- minus za wbitą w kanwę igłę (choć sama igła w sam raz),
- a największy minus to za instrukcję. Nie można się z niej nauczyć haftować na kanwie plastikowej, nie dowie się człowiek z niej niczego nt. zrobienia pokazanych zawieszek, na dodatek zawiera wskazówki, które mogą zniszczyć gotową pracę (uwaga o prasowaniu kanwy plastikowej).
Generalnie, jeśli ktoś jest zaznajomiony z kanwą plastikową, mogę polecić ten zakup w Kokardce. Jeśli nie, niech się najpierw doedukuje, bo sobie zmarnuje pracę. To, że mi się źle pracowało, nie wynikało nijak z jakości udostępnionych mi do testów materiałów, jedynie z moich preferencji, nie może to więc mieć żadnego wpływu na ocenę zestawu :)
Chyba jednak nie lubię kanwy plastikowej. Rzadko kiedy męczę się przy wyszywaniu, a tu tak było. Wzór miejscami trochę przekombinowany, ale miejscami i nie tak tragicznie, żeby aż tak źle mi się pracowało. Pracę dokończyłam w zasadzie tylko dlatego, że się zobowiązałam, a skoro tak, to danego słowa należy dotrzymywać. Ale też z tego powodu powstał tylko jeden hafcik, nie cztery. Nie wyrobiłabym się.
Dobra, foteczki.
Tu jeszcze bez kresek.
A tutaj z kreseczkami. O komforcie pracy niech świadczy fakt, że najlepiej z całości robiło mi się właśnie kreseczki. Może to perspektywa zbliżającego się końca ;) Ale robiło się je naprawdę szybko, nie są dzikie (na plastiku i tak nie dałoby się dziwnych kresek zrobić), no i fajnie wychodzą.
Kolory trochę przesycone. Ale i tak na żywo wyszły inaczej niż na fotce z zestawu. Nie szkodzi.
Hafcik będzie jakąś małą ozdobą, nie wiem, na choinkę, pod lampę, na okno, czy coś? Liczę na kreatywność moich dzieci - one zamówiły sobie zawieszki jakieś, niech kombinują, w jakiej konwencji dalej je wykonywać :)
Podsumowanie testu:
+ ogólnie zawartość zestawu bardzo na plus, wzór ok, nici ok, materiały ok, nie zrobiłam 4 hafcików, dziewczyny, które zrobiły skarżyły się na ilość jednej nici, ale to nie moja opinia, więc jej nie potwierdzę - nie miałam okazji,
- minus za wbitą w kanwę igłę (choć sama igła w sam raz),
- a największy minus to za instrukcję. Nie można się z niej nauczyć haftować na kanwie plastikowej, nie dowie się człowiek z niej niczego nt. zrobienia pokazanych zawieszek, na dodatek zawiera wskazówki, które mogą zniszczyć gotową pracę (uwaga o prasowaniu kanwy plastikowej).
Generalnie, jeśli ktoś jest zaznajomiony z kanwą plastikową, mogę polecić ten zakup w Kokardce. Jeśli nie, niech się najpierw doedukuje, bo sobie zmarnuje pracę. To, że mi się źle pracowało, nie wynikało nijak z jakości udostępnionych mi do testów materiałów, jedynie z moich preferencji, nie może to więc mieć żadnego wpływu na ocenę zestawu :)
piątek, 10 czerwca 2016
Testowanie z Kokardką - ozdoby wiosenne, start
Grzecznie mnie zapytano, czy chcę znowu potestować coś z Kokardki (link do sklepu). No pewnie, że chcę. Do wyboru były dwa zestawy:
Ozdoba wiosenna Kolorowe ptaszki 1
oraz
Ozdoba wiosenna Kolorowe ptaszki 2
Wybrałam opcję pierwszą. Ledwo wybrałam, już paczka przyszła :)
W składzie:
- pogląd na to, co można zrobić z zestawu
- wzór - czytelny, jak nigdy zaznaczone i dziesiątki na wzorze i środeczek i wszystko, kilka słów instrukcji
- kanwa plastikowa i igła - nie wiem czemu z uporem godnym lepszej sprawy igłę montują w kanwie - z materiałami firma Orchidea robi tak samo :> Chyba nie czytają naszych recenzji ;)
- i nici. Pełno nici. Kiedy otworzyłam opakowanie tak tylko, żeby spojrzeć jednym okiem, widziałam jeden sorter i 12 kolorów, no fajnie, bez kombinowania. Otworzyłam i trochę zaroiło mi się w oczach. Nici jest pełno. Pełno kolorów i pełno kawałków. Będzie zabawa :>
Zanim jeszcze zaczęłam szyć, kilka słów o instrukcji. Jest tragiczna :> Albo zrobiona dla zestawów z materiałem. Po pierwsze - krótka instrukcja, jak robić krzyżyki z dwoma wkłuciami na krzyż nijak się ma do wyszywania na kanwie plastikowej, kiedy taka sztuka nie zawsze się udaje i jak ktoś nie umie jeszcze wyszywać, to się z tego nie nauczy. Po drugie, uwaga o tym, aby po zakończeniu pracy wyprasować ją na lewej stronie. Kanwę plastikową? Dobre sobie :D No i ani słowa o tym, jak się zawieszki robi. Samo wycięcie z kanwy plastikowej to przecież nie jest zrobienie zawieszki. Trzeba ją czymś podkleić i najlepiej wtedy dopiero wyciąć, żeby to miało ręce i nogi.
Instrukcja do kitu, ale zestaw poza tym, niczego sobie. Nie wspomniałam jeszcze, że nici porządne, DMC, patrząc po ilości i po szybkiej ocenie, ile jest do zrobienia - zostanie co najmniej pół, więc w celu ew. późniejszego wykorzystania, pierwsze co, to zrobiłam ksero wzoru, gdybym kiedyś chciała jeszcze raz zawieszki zrobić.
No to do roboty.
W zestawie jest wzór, nici i kanwa na wszystkie cztery zawieszki, ale jako, że nie wiem, czy się wyrobię z całością w czasie, jaki jest na recenzję, to recenzję wykonania zamieszczę po zrobieniu choć jednej zawieszki :) Zaczęłam od na samym dole - dwa ptaszki, jaki domek. Pożyłkowałam sobie plastik, żebym się nie męczyła z liczeniem i do dzieła. Jak skończę, druga część recenzji.
Ozdoba wiosenna Kolorowe ptaszki 1
oraz
Ozdoba wiosenna Kolorowe ptaszki 2
Wybrałam opcję pierwszą. Ledwo wybrałam, już paczka przyszła :)
W składzie:
- pogląd na to, co można zrobić z zestawu
- wzór - czytelny, jak nigdy zaznaczone i dziesiątki na wzorze i środeczek i wszystko, kilka słów instrukcji
- kanwa plastikowa i igła - nie wiem czemu z uporem godnym lepszej sprawy igłę montują w kanwie - z materiałami firma Orchidea robi tak samo :> Chyba nie czytają naszych recenzji ;)
- i nici. Pełno nici. Kiedy otworzyłam opakowanie tak tylko, żeby spojrzeć jednym okiem, widziałam jeden sorter i 12 kolorów, no fajnie, bez kombinowania. Otworzyłam i trochę zaroiło mi się w oczach. Nici jest pełno. Pełno kolorów i pełno kawałków. Będzie zabawa :>
Zanim jeszcze zaczęłam szyć, kilka słów o instrukcji. Jest tragiczna :> Albo zrobiona dla zestawów z materiałem. Po pierwsze - krótka instrukcja, jak robić krzyżyki z dwoma wkłuciami na krzyż nijak się ma do wyszywania na kanwie plastikowej, kiedy taka sztuka nie zawsze się udaje i jak ktoś nie umie jeszcze wyszywać, to się z tego nie nauczy. Po drugie, uwaga o tym, aby po zakończeniu pracy wyprasować ją na lewej stronie. Kanwę plastikową? Dobre sobie :D No i ani słowa o tym, jak się zawieszki robi. Samo wycięcie z kanwy plastikowej to przecież nie jest zrobienie zawieszki. Trzeba ją czymś podkleić i najlepiej wtedy dopiero wyciąć, żeby to miało ręce i nogi.
Instrukcja do kitu, ale zestaw poza tym, niczego sobie. Nie wspomniałam jeszcze, że nici porządne, DMC, patrząc po ilości i po szybkiej ocenie, ile jest do zrobienia - zostanie co najmniej pół, więc w celu ew. późniejszego wykorzystania, pierwsze co, to zrobiłam ksero wzoru, gdybym kiedyś chciała jeszcze raz zawieszki zrobić.
No to do roboty.
W zestawie jest wzór, nici i kanwa na wszystkie cztery zawieszki, ale jako, że nie wiem, czy się wyrobię z całością w czasie, jaki jest na recenzję, to recenzję wykonania zamieszczę po zrobieniu choć jednej zawieszki :) Zaczęłam od na samym dole - dwa ptaszki, jaki domek. Pożyłkowałam sobie plastik, żebym się nie męczyła z liczeniem i do dzieła. Jak skończę, druga część recenzji.
piątek, 5 lutego 2016
Lutowa sowa
Sowy okazały się być pechowe, z wielu względów. O szczegółach pecha
przy całej zabawie to zapewne opowiedziała Wam już organizatorka, reszta
czytelników niech tylko wie, że więcej sów nie będzie.
Ale zanim się zrobiło zamieszanie, sowa przyfrunęła, a ja mniej więcej w tym samym czasie zobaczyłam to:
u Katarzyny, i już wiedziałam, że nie ma opcji, żebym z sów robiła kalendarz. Odechciało mi się, nawet, jakby zabawa trwała w najlepsze. Nie, nie i nie! Będą zawieszki. Teoretycznie na choinkę, a praktycznie - a to się okaże, czy ich nie wykorzystam jeszcze jakoś. Przy okazji postaram się pamiętać, że jak są zabawy z takimi maliznami, które mi się podobają, ale co do których nie mam pomysłu "co potem", to można robić zawieszki na choinkę, lampę, to śmiało się można zapisywać, bo jest cudowny pomysł na to, co z gotowymi prackami można zrobić :) Rychło w czas przyszło takie olśnienie. Na szczęście kawałek materiału, na którym zaczęłam sowy, miał trochę marginesu, więc wystarczy lutową trochę przenieść i zmieści się wszystko. Co tutaj warte zaznaczenia, to fakt, że ten konkretny len to nie jest to mój ulubiony materiał. Już wspominałam, farbowany len jest miękki i szyje się na nim super (kreseczki są też w Walentynkowym SALu harciarskich i nie robi on żadnych problemów), na tym naturalnym szlag mnie trafia. Nie wiem, co zrobię z resztą materiału. Może wcisnę do szuflady, zapomnę i udam, że tak miało być ;)
A tymczasem, sowa druga, walentynkowa wygląda tak. Kolory oryginalne mi tak nie podpasowały, że szok. Oraz widziałam w wydaniu styczniowym jedną sowę fioletową. I uznałam, że też się pobawię kolorami, bo dlaczego by nie. Jedna to niby facet, druga to niby babka :D
W komplecie złożonym z dwóch obrazków ;)
Jak się przyjrzeć dokładnie obrazkom, to widać, że w ogóle nie wyszyłam dzioba dolnej sowie - zauważyłam przy pisaniu notki. Rychło w czas! Poprawię za moment :) I żeby nie było - to ten len na zdjęciach wychodzi tak dziko, generalnie górna sowa jest różowa i nie zlewa się aż tak z tłem, że jej nie widać, spokojnie, widoczna jest.
Ale zanim się zrobiło zamieszanie, sowa przyfrunęła, a ja mniej więcej w tym samym czasie zobaczyłam to:
u Katarzyny, i już wiedziałam, że nie ma opcji, żebym z sów robiła kalendarz. Odechciało mi się, nawet, jakby zabawa trwała w najlepsze. Nie, nie i nie! Będą zawieszki. Teoretycznie na choinkę, a praktycznie - a to się okaże, czy ich nie wykorzystam jeszcze jakoś. Przy okazji postaram się pamiętać, że jak są zabawy z takimi maliznami, które mi się podobają, ale co do których nie mam pomysłu "co potem", to można robić zawieszki na choinkę, lampę, to śmiało się można zapisywać, bo jest cudowny pomysł na to, co z gotowymi prackami można zrobić :) Rychło w czas przyszło takie olśnienie. Na szczęście kawałek materiału, na którym zaczęłam sowy, miał trochę marginesu, więc wystarczy lutową trochę przenieść i zmieści się wszystko. Co tutaj warte zaznaczenia, to fakt, że ten konkretny len to nie jest to mój ulubiony materiał. Już wspominałam, farbowany len jest miękki i szyje się na nim super (kreseczki są też w Walentynkowym SALu harciarskich i nie robi on żadnych problemów), na tym naturalnym szlag mnie trafia. Nie wiem, co zrobię z resztą materiału. Może wcisnę do szuflady, zapomnę i udam, że tak miało być ;)
A tymczasem, sowa druga, walentynkowa wygląda tak. Kolory oryginalne mi tak nie podpasowały, że szok. Oraz widziałam w wydaniu styczniowym jedną sowę fioletową. I uznałam, że też się pobawię kolorami, bo dlaczego by nie. Jedna to niby facet, druga to niby babka :D
W komplecie złożonym z dwóch obrazków ;)
Jak się przyjrzeć dokładnie obrazkom, to widać, że w ogóle nie wyszyłam dzioba dolnej sowie - zauważyłam przy pisaniu notki. Rychło w czas! Poprawię za moment :) I żeby nie było - to ten len na zdjęciach wychodzi tak dziko, generalnie górna sowa jest różowa i nie zlewa się aż tak z tłem, że jej nie widać, spokojnie, widoczna jest.
sobota, 30 stycznia 2016
Walentynkowy tamborek
Pracę w tym SALu zaczęłam bardzo szybko po jego ogłoszeniu, ale tak się złożyło, że nie było opcji, żebym poświęciła mu cięgiem dużo czasu, gdyż co chwilę coś. Efekt finalny ma być taki (to dla mniej zorientowanych w temacie, albo takich ze sklerozą ;) ):
Do dzieła!
Zaczęłam od środka, bo nie chciało mi się cudować z wyliczaniem, gdzieżby tu zacząć (a nadal zmieścić na materiale). Na środku są nożyczki, proszę bardzo, oto nożyczki :)
I w innym świetle, widać, jak ten len wychodzi - bez lampy za ciemny, z lampą jakby był przeźroczysty, ładnie wyjdzie dopiero w rameczce, albo na wiosnę ;)
Żeby nie było, żem analfabetka, literek kilka też machnę, a co!
I tak jak uwielbiam len za to, że jest lnem, tak jakoś pilnowanie krzyżyków na lnie wychodzi mi lepiej, niż pilnowanie kreseczek. Nie ma elementu, żebym nie musiała czegoś pruć. A wiadomo, jak to uwielbiam :> Skutkuje to tym, że tambotek z tamborkiem (taka nazwa robocza wzoru :) ) jest niemal na wierzchu i co chwilę staram się przy nim coś robić, ale jak mam coś spruć, to bierze mnie ciężka cholera i zabieram się za coś innego, albo zgoła nie za haft. Stąd ślimacze tempo prac w tym jakże wielkim projekcie ;)
Do dzieła!
Zaczęłam od środka, bo nie chciało mi się cudować z wyliczaniem, gdzieżby tu zacząć (a nadal zmieścić na materiale). Na środku są nożyczki, proszę bardzo, oto nożyczki :)
I w innym świetle, widać, jak ten len wychodzi - bez lampy za ciemny, z lampą jakby był przeźroczysty, ładnie wyjdzie dopiero w rameczce, albo na wiosnę ;)
Żeby nie było, żem analfabetka, literek kilka też machnę, a co!
I tak jak uwielbiam len za to, że jest lnem, tak jakoś pilnowanie krzyżyków na lnie wychodzi mi lepiej, niż pilnowanie kreseczek. Nie ma elementu, żebym nie musiała czegoś pruć. A wiadomo, jak to uwielbiam :> Skutkuje to tym, że tambotek z tamborkiem (taka nazwa robocza wzoru :) ) jest niemal na wierzchu i co chwilę staram się przy nim coś robić, ale jak mam coś spruć, to bierze mnie ciężka cholera i zabieram się za coś innego, albo zgoła nie za haft. Stąd ślimacze tempo prac w tym jakże wielkim projekcie ;)
wtorek, 19 stycznia 2016
Zwariowałam do reszty
Zwariowałam do reszty. Jednego dnia zapisałam się do dwóch SALi. A miałam nie zaczynać niczego nowego - nawet z przygotowanych prac. Nie mówiąc o wybieraniu nowych wzorów. No ale fajnie się mówi, jak tu chodzą takie cuda, o:
To dosyć duży wzór, 144 na 288, jest dostępny w dwóch wersjach: jedynie z krzyżykami oraz z krzyżykami i ściegami specjalnymi. Jako, że znowu, nadal i wciąż chodzi za mną coś z needlepointa, a dodatkowo błękitny sampler, połączę dwa w jednym i machnę samplerek ze ściegami w błękitach (i fioletach, żeby nie było za nudno). Jakie to proste! Tylko tutaj już nie ma opcji - len trzeba było kupić. Kupiłam len-cudowności u Justyny, u której jest tak świetna obsługa, że ledwo pieniądze ode mnie wyszły, ona pognała na pocztę. Co tym razem było pechowe, bo przypomniałam sobie, co jeszcze miałam kupić. Będę miała nauczkę na zaś :D Nici też kupione, teraz tylko poczekać miesiąc na rozpoczęcie. Zmienię kolorystykę, zrobię tylko kolorki od fioletu do niebieskiego i tak nookoło. Dzisiaj i len i nici doszły, myślałam, że są nieco jaśniejsze, ale piękne są i tak. O, jeszcze gratis dostałam :)
A drugi, a raczej pierwszy SAL - z rana ;) (jakby był po południu, to pewnie bym nie zwróciła uwaga, zafascynowana tym drugim), ma wyjść taki:
Generalnie, pracy o wiele, wiele mniej, trochę krzyżyków, dużo kresek, ale normalnych, a nie jakichś wyuzdanych w 1/3 krzyżyka, pójdzie prosto. Nawet już przeglądnęłam i dobrałam materiały i nici, kawaluntek tego lnu-cudowności się ostał, jest w sam raz. Ramkę też już mam, to już w ogóle z górki pójdzie. Zwłaszcza, że żeby się nie ugiąć pod przyjętymi zobowiązaniami, wypadałoby to rozpocząć i zakończyć zanim Twisted się zacznie, bo będzie za dużo. Machnęłam jeden motyw, na więcej za bardzo czasu nie wystarczyło, więc prezentować nie ma czego, ale do roboty się trzeba zabrać. Tylko trzeba znajdować zupełnie spokojne chwile, bo tak to na zrobione pięć kresek jedna jest źle - nienawidzę poprawek!
Jak więc widać, u mnie w normie, oznak zdrowienia brak :)
A drugi, a raczej pierwszy SAL - z rana ;) (jakby był po południu, to pewnie bym nie zwróciła uwaga, zafascynowana tym drugim), ma wyjść taki:
Generalnie, pracy o wiele, wiele mniej, trochę krzyżyków, dużo kresek, ale normalnych, a nie jakichś wyuzdanych w 1/3 krzyżyka, pójdzie prosto. Nawet już przeglądnęłam i dobrałam materiały i nici, kawaluntek tego lnu-cudowności się ostał, jest w sam raz. Ramkę też już mam, to już w ogóle z górki pójdzie. Zwłaszcza, że żeby się nie ugiąć pod przyjętymi zobowiązaniami, wypadałoby to rozpocząć i zakończyć zanim Twisted się zacznie, bo będzie za dużo. Machnęłam jeden motyw, na więcej za bardzo czasu nie wystarczyło, więc prezentować nie ma czego, ale do roboty się trzeba zabrać. Tylko trzeba znajdować zupełnie spokojne chwile, bo tak to na zrobione pięć kresek jedna jest źle - nienawidzę poprawek!
Jak więc widać, u mnie w normie, oznak zdrowienia brak :)
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Podsumowanie roku 2015
Działo się, oj działo. Głównie na skutek pewnego zdarzenia, związanego z moim zdrowiem, które uziemiło mnie w domu na 7 tygodni - ręce miałam sprawne, za to dużo innych rzeczy nie, więc siedziałam bądź leżałam, wyszywałam przez pół wiosny, bo do niczego innego się nie nadawałam. Zebrało się więc całkiem dużo gotowych prac, dużo prac pozamykałam w tym roku, zostawiam rozpoczęte raptem 5 pracek (łołoło!).
Prezentować prac w trakcie nie będę - te w planach na rok 2016 się znajdują :) Poniżej fotki prac, które zakończyłam w mijającym 2015. Czasem miesiąc nie będzie się zgadzał z miesiącem publikacji - wiadomo, czasem zdjęcia muszą chwilę poleżeć, żeby dostąpiły zaszczytu umieszczenia w notce.
Styczeń. Sowa hope.
Luty. Muminki dwa. Małe serduszko, które nie ma fotki.
Marzec. Kolejne dwa Muminki i mały obrazek ślubny dla koleżanki.
Kwiecień. Bambusy. Biedronka (wiadomo, dokończenie, zrobienie ich trwało o wiele dłużej, np. bambusy premierę miały w 2011, przed urodzeniem dzieci :D - była to próba przed kolosami)
Maj. Okna. Sowa love.
Okna - wstyd się przyznać, nie były prezentowane po wypraniu i prasowaniu, zgroza. Dopiero teraz, a i to na dziko - nie ma teraz dobrego światła, więc wyglądają, jak wyglądają.
Czerwiec nic ukończonego.
Lipiec. Sowa sceptyczna. Doprawdy łał (lipiec był generalnie kijowy, jeśli chodzi o robótki - najgorszy ilościowo).
Sierpień. Geometria. Róża (też zaczęta dużo wcześniej).
Wrzesień. Einstein - fotka wyżej :)
Październik. Motylek (Doczekał się uszycia poduszki raptem wczoraj, co oznacza, że przeleżał prawie trzy miesiące).
Listopad. Mała kartka. Las (w wakacje rozpoczęty, bardzo przyjemny haft, chyba powtórzę w nieco innej kolorystyce gdyż chcę błękitnego lnu NATYCHMIAST :) ).
Grudzień. Smerf. Ptaszek.
A teraz trochę liczb. Wspominałam pewnie, że je uwielbiam :) Mam ich więc garść, jeśli chodzi o rok 2015:
Prezentować prac w trakcie nie będę - te w planach na rok 2016 się znajdują :) Poniżej fotki prac, które zakończyłam w mijającym 2015. Czasem miesiąc nie będzie się zgadzał z miesiącem publikacji - wiadomo, czasem zdjęcia muszą chwilę poleżeć, żeby dostąpiły zaszczytu umieszczenia w notce.
Styczeń. Sowa hope.
Luty. Muminki dwa. Małe serduszko, które nie ma fotki.
Marzec. Kolejne dwa Muminki i mały obrazek ślubny dla koleżanki.
Kwiecień. Bambusy. Biedronka (wiadomo, dokończenie, zrobienie ich trwało o wiele dłużej, np. bambusy premierę miały w 2011, przed urodzeniem dzieci :D - była to próba przed kolosami)
Maj. Okna. Sowa love.
Okna - wstyd się przyznać, nie były prezentowane po wypraniu i prasowaniu, zgroza. Dopiero teraz, a i to na dziko - nie ma teraz dobrego światła, więc wyglądają, jak wyglądają.
Czerwiec nic ukończonego.
Lipiec. Sowa sceptyczna. Doprawdy łał (lipiec był generalnie kijowy, jeśli chodzi o robótki - najgorszy ilościowo).
Sierpień. Geometria. Róża (też zaczęta dużo wcześniej).
Wrzesień. Einstein - fotka wyżej :)
Październik. Motylek (Doczekał się uszycia poduszki raptem wczoraj, co oznacza, że przeleżał prawie trzy miesiące).
Listopad. Mała kartka. Las (w wakacje rozpoczęty, bardzo przyjemny haft, chyba powtórzę w nieco innej kolorystyce gdyż chcę błękitnego lnu NATYCHMIAST :) ).
Grudzień. Smerf. Ptaszek.
A teraz trochę liczb. Wspominałam pewnie, że je uwielbiam :) Mam ich więc garść, jeśli chodzi o rok 2015:
- ilość postawionych krzyżyków: niecałe 150 tysięcy,
- ilość dni, kiedy nie ruszyłam haftu ;): 121,
- najwięcej dni poświęciłam na różę: 43,
- średnio XXX na dzień: 399 ;), ale licząc tylko dni, kiedy rzeczywiście haftowałam, wychodzi niemal 600! bardzo duża liczba, spowodowana tym, że naprawdę, miałam kilkadziesiąt dni w roku (duża część l4 + kilkanaście dni od przypadku do przypadku), kiedy mogłam poświęcić na haftowanie nawet po kilka godzin dziennie, to wiadomo, jak wtedy się gna - otóż bardzo :)
- ilość prac przekazanych w spadku na rok 2016: raptem 5 (dumna i blada),
- ilość zakończonych prac: 20 (niektóre malutkie, na 300 krzyżyków, inne nieco większe, na 1000 - 5000 krzyżyków i kilka prac całkiem dużych: Einstein to 11 000, las to 12 000, okna to 15 200, róża to 36 300).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























