Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Treasure Hunt Book Shelf. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Treasure Hunt Book Shelf. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2015

A z biblioteką to było tak

Z biblioteką, albo biblioteczką - żeby odróżnić od poprzedniej, nieudanej wersji wielkościowo normalnej, to było tak: miało być parkowanie i jest. Chciałam się nie narobić, to wzięłam znowu półkrzyżyki. A żeby było ładnie (nie narobić, to nie narobić, ale nie odstawiać fuszerki ;) ), to ścieg tent stitch. Który jest fajny i nie zniekształca kanwy, ale na tyle pracy robi kaszane. Kaszana od ściegu + kaszana od parkowania, a to wszystko 4 niciami na 18ct daje efekt taki, że pierwsze 500 krzyżyków jeszcze jakoś poszło, ale jak się zaczęło pierwsze konfetti, to odpadłam. Generalnie tył pracy mnie nie interesuje, może sobie być dowolnie brzydko i kreklato, ale jeśli grubość materiału nie pozwala na wbicie się igłą, to jest to mocne przegięcie. Męczyłam się przez jakieś 100 - 200 krzyżyków, myśląc sobie, że zostało raptem 99% obrazka :> więc czym się tutaj stresować. Aż stwierdziłam, że nie, nie da się tak, dalej będzie tylko gorzej, a to nie ma być tortura przecież. Warto zacząć od nowa. Znowu? Ale jak? Jaki ścieg, ile nitek, na innej kanwie? Jakbym miała pod ręką 20ct, to bym, nie zważając na mą ślepotę, teraz zaraz sprawdziła kilka półkrzyżyków 2 nitkami na 20ct. Okazało się, że nie mam - a wydawało mi się, że jeden z kawałków kanwy, który mi został po needlepoincie to było 20ct. Nie, nie było, mam piękną, kremową kanwę 18ct. Też nieźle, ale mój pęd "chcę znaleźć rozwiązanie TERAZ" musiał się obyć bez rozwiązania.

Poskarżyłam się rzewnie na fb, przewidując przy okazji moją reakcję na niepowodzenie - zdejmę materiał z krosna i tyle będzie w temacie "w 2015 zacznę tak bardziej coś z HAEDów", odczeka swoje za karę, a potem coś wymyślę. Prawie mnie zlinczowano ;) i wymuszono obietnicę sprawdzenia, jak krzyżyczki same. Na 18ct i dwoma nitkami. To ja wiem, że wyjdzie dobrze - tak robię zegary, ale nadal mi żal półkrzyżyków. I chyba tak to będzie wyglądało, że przesunę się na kanwie dwie kolumny w lewo, nie będę wycinała kolejnego materiału, ten zrobiony szczątek po prostu zostawię, ew. wytnę ile się da tych nitek, ale nie skupiając się na wytarganiu wszystko, bo to potem pójdzie na bok przy oprawie. A ciąć materiału nie będę, bo z kolei za mały brzeg zostawię.

Taki był plan :)

Teraz jeszcze chwilka prezentacji tego, co już zrobiłam, zanim przerwałam robotę:


Nie za dużo na szczęście. Widać, że wychodzi ok i w ogóle i półkrzyżyki naprawdę ładnie kryją, ale nie umiem, no nie umiem. Męczyć się dniami nie będę.



Także ten ;) zostawiam te nieudaności, traktując jako nauczkę, a nie porażkę. Tak to sobie tłumaczę ;) Chlipu-chlip. (ja chcę moje półkrzyżyki, no!)

A przy okazji mi się przypomniało, że kilka razy widziałam podejmowany temat pt: prace HAED są opracowywane nieco na jedno kopyto, wszędzie Kreinik, zawsze konfetti (ale to dla efektu), ale często też pojedyncze krzyżyki, które niczego nie wnoszą do wzoru, czy dziwne rozplanowanie wzoru, jeśli chodzi o wielkość. I powiem Wam, że z częścią zarzutów się zgadzam. Mam wzór Bibliotekarki:



która to ma kilka kolorów, które łącznie są użyte np. na 5 krzyżyków. I to nie tak, że jest to zgrupowane i akurat wyjdzie cudne cieniowanie, tylko tak sobie porozwalane po kilka stronach. Serio jeden krzyżyk nieco, bardzo delikatnie różny robi taką różnicę? Nie wierzę. W planach kolejnych HAEDów (jeśli na dobre zacznę choć jeden ;) ), ta Bibliotekarka też jest i nie, nie zamierzam brać kolorów na 4 krzyżyki. No way!

A co do dziwnego rozplanowania stron - tu się zgadzam. Wersja mini biblioteki ma 325 na 235 krzyżyków, w wersji schematu Large wychodzi tego 24 strony. 6 na 4 strony. Przy czym dolne strony mają po JEDNYM rzędzie krzyżyków. A boczne po 12 kolumienek. Wynikiem czego cała ostatnia strona krzyżyków ma 12 :> a wszystkie dolne po 53. Jakbym chciała iść na ilość stron, to robiąc niewiele ponad 3000 krzyżyków człowiek ma zrobionych 9 stron :>

czwartek, 5 listopada 2015

Biblioteka a sprawa krosna

To, że zaczęłam biblioteczkę, to już wiecie. Przy okazji machnę wpisik o krośnie, bo ostatnio temat się przewija przez blogi i wyszło, że co krosno, to inny sposób montowania. To pokażę, jak to jest u mnie.

Krosno mam od dawna, ładnych kilka lat już, więc nie pamiętam, ani gdzie było kupowane, ani nic nie pamiętam ;) poza tym, że po jakimś czasie dokupiłam drugą ramę i to był strzał w dziesiątkę. Mogę wachlować kolosami ;) Wiem tylko, że ostatnio chcąc sobie obejrzeć dostępne krosna, to takie jak moje, znalazłam na allegro.

No dobra, to po kolei.

Tutaj foteczka zamontowanej już kanwy i samej ramy na krośnie, w tym przypadku chodziło o zegary:





Tak, moje krosno nie ma wałków, którymi można przewijać kanwę. Kiedy kupowałam je, a było to naprawdę, naprawdę dawno temu, nie było tylu blogów, żeby zasięgnąć czyjejś rady. U mnie kanwę się ściska na miniwałeczku i już. Pokażę po kolei, jak u mnie montuje się kanwę i jakie to daje rezultaty.

Tak wygląda krosno bez ramy. Dużo listewek, zamontowanych w sposób nie zawsze oczywisty. Pierwsze złożenie i rozłożenie trwało wieki :)



Rama na górze ma takie mocowanie, które pozwala dociągnąć kanwę - te długie śruby zostawia się na luzach, kiedy się zaczyna zakładać kanwę, potem się je dokręca i kanwa się napina.



Miejsce na miniwałeczek, ściskany potem przez listewki.


Ściskadło dolne jest mniej skomplikowane.


No to do roboty. Jak widać - kanwa większa niż możliwa do ustawienia największa ramka:



Zaczynam od dołu, bo jakoś tak mi wygodnie. Na kanwę miniwałeczek, wałeczek ściskam, skręcam, biorę się do tworzenia ramy.





Góra podobnie, aczkolwiek tutaj już lepiej mieć ustalony rozmiar ramy, żeby się wstrzelić z miejscami na montaż górnego i dolnego przytrzymywałedko-ściskadełka :)


Jak widać, trochę górę źle naciągnęłam - tutaj nie jest już luźny montaż, jak wypadnie, tylko trzeba naciągać kanwę, same górne śrubki tego nie załatwią. Poluzowanie i jeszcze jedno dociągnięcie, ściśnięcie śrubkami i jest:


Tak, nadal nieco krzywo. Ale nigdy na początku się tym nie przejmuję. Zawsze, zawsze, ale to zawsze - pierwsze mocowanie zajmuje najwięcej czasu i jest do kitu. Bo obszar roboczy nie w tym miejscu, które mi się podoba, za nisko, za wysoko, za mało kanwę naciągnęłam, albo zostawiłam jej za dużo. Zawsze ;) Ale zanim nie siądę do krosna, to nie wiem. A kolosów nie robiłam na pęczki, żeby mieć wszystko obcykane od razu. Podejście drugie, a czasem i trzecie - i potem już można śmigać.

Całość po pierwszym montażu i dorzuceniu z 200 krzyżyków wygląda tak:



I już wiadomo, co jest źle ;) Obszar roboczy za bardzo po prawej, wysokość dostępnej kanwy za duża (nie dam rady przełożyć i przytrzymać ręki lewej pod krosnem) oraz w ogóle - nie tak! Ale tego się nie dowiem bez rzeczywistego haftowania. Trochę poszyję, zbieram wszystko do poprawy i poprawiam :)

Tu już wersja po montażu drugim - obszar roboczy w lewo, wysokość dostępnej kanwy mniejsza, miejsce montażu ramki na krośnie całym też obniżona. I teraz jest spoko :)



Wypróbowane wczoraj, dorzuciłam kolejne 200 krzyżyków (półkrzyżyków - jeśli chcę być bardzo dokładna) i jest o wiele wygodniej :) Łącznie zrobionych jest 5 setek (setek umownych - robię na 12 krzyżyków, bo tak wygląda akurat ta strona), poszło pieronem. Nie obyło się bez prucia. Jak można pomylić dwa kolory? Jakoś, nie wiem jak, ale był to drugi kolor, który wzięłam, zorientowałam się po kilkudziesięciu wierszach, prucia było trochę, poprawka poszła szybko.

Się napisałam, napstrykałam fotek, ale jest. Jeśli ktoś chciałby takie krosno - generalnie fajnie się na nim robi, zwłaszcza, jak daną pracę ma się obcykaną, jak zamontować na niej kanwę, to nawet przepinka jest szybka i trwa kilka minut. Ale jeśli ktoś chce mieć przewijane wałeczki - tutaj ich brak.

czwartek, 29 października 2015

Dziękuję, dziękuję - początek biblioteki

Dziękuję za komentarze. Biłam się z myślami długo, padło na bibliotekę. Co do róży - poczeka ;) to może jednak będę robić w prostokącie. Się zobaczy :)

Do haftujących dużości, w tym HAEDy: na nowej grupie fb Haed jest nowe wyzwanie: dla osób, które zaczną, lub będą kontynuować jakiś już zaczęty projekt Haed (przez 4 tygodnie ma powstać po 100 krzyżyków tygodniowo) przewidziano niespodzianeczkę w postaci wzoru tylko i wyłącznie dla tej grupy. Dlatego też wczoraj pokratkowałam pierwsze kilka rzędów i wierszy na minibibliotekę i wzięłam się do roboty :) Biblioteka więc robić będzie się. Bo tak to nie wiem, co bym wybrała.

Kilka uwag: robię pracę ściegiem tent stitch (półkrzyżyki trochę inaczej na tyle robione), 4-ma nitkami na 18ct. Kreinik piękny jest, ale wyszywać nim nie lubię. Parkować będę na 100%. Na razie na tamborku, zobaczę, czy się da - na początku nie ma za dużo kolorów, może się uda :) Zaczęłam od prawego górnego rogu, tak mi spasowało najbardziej. Inaczej, niż wszyscy, ale nie chce mi się przestawiać ręki, ani nic, ma być mnie wygodnie. 100 ściegów wraz z pokratkowaniem zrobiło się w mniej niż godzinkę, więc damy rade :) Zdjęcia, kiedy będzie co pokazywać.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Biblioteka, luty

No, skończyłam drugą stronę. Dwie strony na pięć miesięcy :> No ale to jest jedna z ośmiu aktualnych prac, to się nie ma co dziwić. I licząc moje ekscesy z wybielaczem ;)

Za to czas wykonania strony drugiej jest fantastyczny - niecałe 20 godzin, ale to tylko dlatego, że wykonując pierwszą, bardzo weszłam na drugą, to miałam dużo zapasu. Ogólnie wychodzi około 200 // na godzinę. Przy wiecznej zmianie kolorów i skakaniem z miejsca w miejsce. Jest nieźle :)

Tym razem nie wyszłam za bardzo poza stronę, kilkadziesiąt krzyżyków, a i to dawno. W nowych nitkach wzięłam i wdrożyłam parkowanie ;) Łącznie nitek zaparkowałam 5 czy 6, bo wymyśliłam to dopiero pod sam koniec - no taki jestem geniusz.

Namęczyłam się potwornie z oznaczeniem kwadracików. Machnęłam kratki koszmarnym - jak się okazało - mazakiem. Rozlał się i miałam takie miejsca w kwadratach, zwłaszcza w zielonej ciapai, która ostatecznie miała być drzewem, że nie wiedziałam, gdzie jestem. Masakra. Zwłaszcza, jak się okazało, że w jednym miejscu pomyliłam się w rysowaniu kratki. To już po prostu strzał w kolano. Ostatnio - przy tym, jak zaczęłam znakować żyłką len, stwierdziłam, że bibliotekę tez pożyłkuję. Od razu człowiek lepiej żyje :) Nie wiem, czy będę ściągać kanwę z krosna i prać znowu, żeby się ten koszmarny mazak sprał, czy jeszcze stronę się pomęczę z podwójnym oznakowaniem, zobaczę, jak tam moje lenistwo będzie się miało :)


Na żywo nie widać prześwitów ;) I u góry jest dużo kreinika, którego na zdjęciach nie umiem uchwycić. No nie umiem no. Widać odejście w bok całych kilku zaparkowanych nitek, taka jestem profesjonalna ;)

Plany aktualne są takie, że gotowa strona co miesiąc - ale jeden miesiąc zegarów, jeden biblioteki. Oczywiście jest to minimum, jak mi podejdzie, to mogę machnąć, ale nie jedną pracę kosztem drugiej, postępy muszą być :)

Z planów na luty wykonane już jest minimum z okien (och, jak to się cudnie robi), zaczęty jest muminek, dorwałam znowu biedronę, pół zaplanowanego na luty tła jest zrobione. Generalnie, do przodu :)

czwartek, 8 stycznia 2015

Biblioteka - styczeń

Wydawało mi się, że zrobiłam takie nic, po czym spojrzałam do statystyk (a co, spisuję sobie), do poprzedniego zdjęcia i my tu gadu-gadu, a od trzech posiedzeń, zrobiło się 1/3 strony. W końcu zaczęły się nawet jeśli nie plamy, to chociaż jakieś większe partie kolorów, mam szansę pomachać jednym kolorem więcej bez dzikiej zmiany co 3 krzyżyki.

Prezentacją ;)

Miesiąc temu było tak:


A teraz 'samo' się zrobiło tak:


I to niby przy świadomości, że prawie biblioteki nie robiłam ;) Ale prawie nic nie oznacza nic. Całkiem nieźle wyszło więc.

Co do dalszych prac - po sprzątnięciu jako-takim salonu na stałe zagościło w nim krosno, więc też można przysiadać na drobne chwile, jeśli tylko wiadomo, gdzie się jest. Na początku strony drugiej problem był taki, że się machnęłam w rysowaniu (bo też rysowałam krateczki na już częściowo zahaftowanej kanwie - kto pamięta moje przeboje z mazakiem, praniem i w końcu WYBIELACZEM? ja jak przez mgłę - złe wspomnienia się wypiera z pamięci, bo człowieka cały czas przejmowałaby groza). Oraz miałam nie w całości narysowaną kratkę, bo przecież już był haft. Przechodzenie przez ten kawałek to była mordęga - generalnie do środeczka tych 2,5 rzędu, które mam zrobione dochodziłam z trzech stron, bo od granic obszaru jakoś umiałam to przeliczyć - od środka za cholerę mi nie szło i pomyłek było pełno.

Jakoś więc będzie się to posuwać do przodu, bo teraz krosno zawsze dostępne, ta kratka już nieco lepsza (ale czerwony mazak jest koszmarny - rozlał się tak, że miejscami trudno powiedzieć, która granica między krzyżykami to granica kwadratu), muszę znaleźć zielony, albo niebieski może? Te jakoś lepsze były.

PS. Przyszły wczoraj nici na trzy kolejne prace - jak szaleć, to szaleć, przygotuję sobie materiał + nici + wzory + koszuleczki na różę, esinteiny i geometrię. A co :) Przyszedł też kolejny kwadracik na sowę, oraz znalazłam kilka nowych wzorów ;) Ale te muszą swoje odczekać. Moje pieprznięcie w temacie liczb poskutkowało ekselikiem, gdzie najpierw wpisałam prace, które są zaplanowane na 2015 rok, ale nie licząc kolosów - te jakby poza planem, bo trudno mi założyć, ile kolosa wyszyję w danym roku. Z przeliczeniem na krzyżyki do zrobienia. Ze zgrubnym wpisywaniem, ile się zrobiło. Z wyliczeniem, ile się powinno robić, jeśli chciałabym podstawowe plany wykonać - podstawowy plan to wszystkie obrazy mniejsze niż róża (a więc geometria w całości też). Cała reszta marzeń będzie mogła być zacząć realizowana dopiero gdy przez czas jakiś będę szła powyżej średniej :) Żeby nie robić wiecznych ogonów ;) Tyle założeń - chyba są ok.

piątek, 2 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014

Czas na podsumowanie. Troszkę się działo, choć niewiele prac zakończonych (ale nie ma tak, że niczego się nie dało zrobić w komplecie).

Najpierw zaczęłam zegary. Zaczęłam, zaczęłam, gnałam, gnałam, przestałam gnać. Wróciłam w Sylwestra ;) Tak myślałam, że rzutem na taśmę skończę całą stronę w 2014. Nie dałam rady, poszłam usypiać dzieci, usnęłam z nimi, obudziłam się o samej północy i wtedy to i tak by się już nie liczyło ;) Zostało 155 krzyżyków do skończenia strony 13-tej. I męczyłam się cały dzień. Jak jest ponad 20 kolorów na te 155 krzyżyków, rozwalone po całej stronie, to się można zamachać, a i tak idzie jak po grudzie. Skończyłam chyba po 22. Generalnie strasznie było, bo już zostało mi dosłownie KILKANAŚCIE krzyżyków, aż tu nagle dziewczęta, które usnęły o 19, więc miałam w planach do 20 skończyć zegarową stronę 13-tą i wrócić do innej pracy, obudziły się o 21 i 22. I do północy usypiałam. Po drodze zeszłam na momencik do haftu, żeby zakończyć tę stronę, bo mnie już po prostu coś trafiało.

Ostatnia fotka:


Strona 13-ta jeszcze nie sfotografowana, może dziś / jutro / pojutrze - no nie dalej, niż za tydzień ;)

Inne osiągnięcia 2014 roku.
Jakieś maleństwo blackworkowe:


I zakończona Zima:


Zaczęłam bierdonę, ale naprawdę, nie mam nowszego zdjęcia. Trochę więcej jest listków i kwiatków, ale nie wiem, gdzie ją wrzuciłam, żeby ją obfocić na świeżo. Wrócę oczywiście też, bo jest to cudny wzorek.



Potem machałam kolosa zegarowego, machałam, machałam, potem machałam metryczki:



Drobiazgi urodzinowe dla moich dzieci:



Wróciłam na 'moment' do bambusów i chyba teraz je trochę podciągnę. Naprawdę nawet je wczoraj znalazłam - zdjęcie aktualne, jak widać, rameczka z jednych listków prawie gotowa. Napaliłam się na niego znowu, bo jak go skończę, to mogę rozpocząć coś nowego :D



Potem rozpoczęta Biblioteka (od ostatniej prezentacji dorzuciłam może z 200 krzyżyków):


Wniosek z biblioteki: półkrzyżyki mają sens w przypadku prac, gdzie są jakiekolwiek plamy, albo chociaż obszary, gdzie dużo danego koloru jest. Jak się zmienia nitkę co chwilę, to i tak większość czasu schodzi na odzyskiwaniu orientacji: ale gdzie ja do cholery ciężkiej jestem ;)

Poduszki na święta:




Zaczęłam trochę szyć maskotki:




Dorobiony jest duży słoń i słoń niebieski.

Duży słoń:





a żeby widać, jaki jest duży, porównanie z małym:


Duży jest hitem, aczkolwiek sprawia problemy. Mamy wielkie łóżko, ale usypianie dzieci wygląda tak, że jedna chce być na mojej poduszce, druga na tatusiowej, pośrodku słonie - i nie może ich dotykać żadna poduszka, nie można też na nich leżeć. Za to obie chcą się przytulać do mamy. Normalnie akrobatą zostanę.

I zrobiony niebieski - zamówienie było na podniesioną trąbę, nie wiem, czy go nie poprawię (ucinając kawałek trąby po prostu, bo mi nie pasuje wybitnie).


Na uszycie czeka wykrojona duża żyrafa. I mam materiał na poducho-poddupnik, na podłogę. Ale tutaj już musi być dużo natchnienia i dużo obmyślunku, żeby to wyszło w ogóle.

Prawie zapomniałabym o drobiazgu na święta:

kilku muffinkach:


i skończonej w roku 2014 rzutem na taśmę pracy w ramach SAL Rosetta:

Rozety już zastąpiły choinki - sprzątnięte wczoraj.

Rozpoczęłam też prace w ramach SALu z Myszkowatą:


No i tyle.

Miałam napisać też o postanowieniach, ale wyszło tego za dużo i podczas pisania zmieniało się tyle razy, że muszę przemyśleć to po raz kolejny.

środa, 26 listopada 2014

Szybki przegląd prac

Obiecałam porządki.

I były, aczkolwiek trochę mnie przerosły. Poprosiłam o przytarganie wszystkich pudeł, które należą do mnie i zawierają czasem bliżej niezidentyfikowane coś. Po czym dostałam dwa pudła gratisowe - których wcale nie zamierzałam sprzątać ;) za to pudło z wstążeczkami gdzieś mi wcięło. Bo chyba ich nikomu nie dałam. Chyba...


Po uporządkowaniu nieco lepiej - dwa wypełnione małe regaliki, jedno pudło śmieci i cztery pudełka i pojemniczki zwolnione (bo rzeczy uporządkowane poszły do regału). A ile wzorów znalazłam, oczywiście takich, które muszę zrobić ;)


I na szybciutko - korzystając z uprzejmości mojej mamy, która zabrała panny w piątek, mogłam i sprzątnąć i w sobotę dokończyć NARESZCIE stronę biblioteki. Problem z nią jest taki, że to jest naprawdę trudny haft. Wychodzi cudnie i jak już się człowiek wdroży, to nie jest źle. Ale zaczynanie, po takiej długiej przerwie (w ciągu ostatniego miesiąca usiadłam do niej raz! a potem wpadka z mazakami), gdzie krateczki zniknęły, potem w ich rysowaniu się machnęłam, no ludzie, masakra jakaś. 2,5 godziny kończyłam stronę i tak zaczynałam kawałek następnej ;) Efekty na żywo oczywiście o wiele lepiej. Krateczki machnęłam na czerwono, w sumie nie wiem, dlaczego, zielony mi się znudził, czy jak?


No i poduszeczki. W zasadzie robi się coraz bardzie priorytetowa robota, mam niecały miesiąc na skończenie trzeciej poduszki i zrobienie czwartej (dla najmłodszej, nie kordonkiem, a mulinami, bo jest dużo kolorów), a potem wyzwanie, jedno z większych - hafty trzeba naszyć na poszewki. Które muszę uszyć. Wspominałam, że jakoś tak nie jestem biegła w szyciu? Znaczy się nie to, że nie umiem - nie szyję po prostu, więc nie wiem, czy idzie mi to dobrze, czy źle. Jakby co, poproszę o pomoc teściową, ona umie uszyć wszystko :)

Tu wersja poduszki dla moich panien: (jeszcze druga do zrobienia, jestem tak w 1/4?)


 Tutaj poduszka dla ich kuzynki, na której się trochę uczyłam i na której jest trochę błędów, ale cichosza.
Przy okazji widać, jak wygląda igła plastikowa - uratowała me życie, bo haftowanie poduszek normalnymi igłami, choćby wielkimi, jest straszne po prostu.


I obrus! Pamiętacie, mówiłam o materiale na obrus. W zbliżeniu jest taki: widać wstawki aidowe i chyba płateczki śniegu, czy tam inne wzory:


Tak wyglądała pierwsza - wstawki są nierówne, więc wzór spłaszczyłam i rozciągnęłam, żeby wyszedł mniej więcej kwadratowy. Haftuje się oczywiście bardzo przyjemnie, bo wzór megaprosty.


I na razie przekroczyłam plany, bo zamiast 1 tygodniowo, powstały już trzy, po czym cisza na tydzień. Czyli jak zwykle. W ostatniej brakuje kawałka backstitcha.


Przy okazji machnęłam projekcik i muffiny będą w dwóch kolorach i co drugie wystąpienie wstawki - żeby ich zrobić 'raptem' 36, a nie 72. Tłumaczę to sobie tym, żeby nie było pstrokacizny ;)