Najpierw - przed wyjazdem, gnałam z pracami i pakowaniem się, żeby a) spakować się i pojechać, b) wyrobić się z założeniami planu na luty. Udało się, choć bodajże koło północy ;) I nie było kiedy robić notek. A potem był wyjazd i duuuuuużo krzyżyków, bo jak dzieciaki szaleją w kulkowni (była w hotelu :) ), to można siedzieć z pracką. To siedziałam. A potem musiałam tutaj coś skończyć, tam dopracować, zrobić zdjęcia i dostać natchnienia. Oto jestem!
Na pierwszy ogień idą Zegary. Oj, dawno nie miały prezentacji. Tak wyglądają po zrobieniu strony nr 14:
A żeby było zabawniej, nie było prezentacji strony 13. Bo jakoś tak. No nie było i już. Strona 14 w szczególikach wygląda tak:
Jak widać, prezentują się piękne. Takie niepoplamione, rozłożone i w ogóle. Uwaga, znowu będzie o mojej głupocie. Jak pamiętacie, zegary były pomalowane mazaczkiem. Który, jak się okazało na Bibliotece - niby się spiera, ale nie do końca :> Zanim jednak postanowiłam wyprać WSZYSTKO, co ma jeszcze ślady kratkowania, w tym przypadku chciałam wykorzystać istniejące krateczki i ułatwić sobie sprawę z żyłkowaniem. Z przerwami zajęło mi to pół dnia. Ale są wyprane, czyściutkie, znowu po kuracji chlorem (nie wiem, jakim cudem nitki to znoszą, normalny, chlorowy wybielacz, a one nic ;) za to mazak idzie w cholerę).
A po drodze wymyśliłam, że zmieniam sposób pracy. Zostawiam tamborek przy Zegarach i przesiadam się na krosno (zdjęta z niego Biblioteka jest odłożona - o tym za moment). Będę robić tę prace kolorami. Ciężka cholera mnie bierze, jak na stronie jest kilkanaście krzyżyków, potem na następnej znowu, ale przecież jedna strona na raz. A kij z tym, nie pasuje mi i tyle. Od wczoraj macham kolorami, wiadomo, w granicach rozsądku, nie będę latała z kolorem pięć stron dalej, ale generalnie, jak się za jakiś wezmę, to może na nieco więcej niż 5 krzyżyków, bo mnie przy tym krew zalewa, i zawsze przy zakończeniu strony mam np. 150 krzyżyków w 18 kolorach. Cholera by je wzięła :> Chyba się nie nadają do takich pstrokacizn - wniosek na przyszłość, że b. dokładnie trzeba się przyglądać wzorom, które idą na warsztat.
Przy krośnie rozłożonym tak, że wchodzi cała praca - może praca kolorami na jakimś tam obszarze będzie realna. Sprawdzę oczywiście w praniu ;)
Tak wyglądają Zegary rozpięte na krośnie:
Tutaj po postawieniu 675 krzyżyków:
I jeszcze kilka uwag ogólnych:
Materiały są jakieś porąbane. To nie jest tak, że z uporem godnym lepszym sprawy kratkowałam materiały, z których mazak nie chciał schodzić. Otóż zawsze schodził. Jak wykazało przedwczorajsze wielkie pranie, mazak zszedł od ręki z pracy porysowanej dwa miesiące temu, z takiej, która ma ponad 4 lata - też. To były kanwy 14ct. Kijowo schodzi z 18ct, którą posiadam. To mam na usprawiedliwienie swojej głupoty :) Po prostu zawsze tak to działało, że działało, to skąd się mogłam spodziewać, że nagle przestanie? No teraz już jestem mądrzejsza i nie będę ryzykować. Żyłka Twą przyjaciółka, droga hafciarko.
I drugie, jeśli chodzi o ogólną organizację prac. Na razie odłożyłam na bok Bibliotekę. Próba ciągnięcia dwóch kolosów przy jednoczesnych kilku innych pracach, była pomyłką. Skoro przez ponad 5 miesięcy byłam w stanie machnąć 2 strony, a to i tak dlatego, że "trzeba trzeba, odpaliłaś pracę, to trzeba", to znaczy, że to nie jest dobry pomysł. Na dodatek - przy ostatnim praniu miałam przez moment cichą nadzieję, że ten wybielacz jednak zeżre nitki i będę miała wymówkę, żeby pracy nie kontynuować :> To mówi samo za siebie. Na chwilę obecną nie ma sensu ciągnąć być może nieudanego projektu. Nieudanego, bo przeceniłam swoje siły i koncentrację - nie jestem w stanie długo ciągnąć tylko jednej pracy, płodozmian dobrze mi robi na mózg. Nieudanej, bo męczy mnie bardzo 90 kolorów, nawet pomimo wypracowanej techniki, co zrobić, żeby się w tym nie gubić. Nieudanej, bo straciłam pewność, że wzór mi się podoba. No nic, najwyżej się nauczę na własnych błędach. Nici dużo nie zużyłam, co kupiłam, to zostaje, kanwa jest do ew. odzyskania, bo przecież zahaftowany tylko kawałek. Ale to tak na wszelki wypadek, jeśli zapadnie decyzja w ogóle o braku kontynuacji. Na razie jest przerwa. Wrócę do pracy, kiedy skończę Zegary. Jeśli odłożę Bibliotekę i głównym dużym projektem będą Zegary, jest szansa, że zakończę je do końca roku. A po drodze zobaczę :) Prace na ten rok mniej więcej rozplanowane, priorytet to gonienie Zegarów i kończenie tego, co jest pozaczynane, z naciskiem na to, co można skończyć najwcześniej. Ciekawe, jak wyjdzie to :>


.jpg)