I tak, jak mi się wydawało, do tej pracy po prostu trzeba było siąść i ją zrobić. A jak nie szła, to się nie męczyć, bo to bez sensu jest, o! :) (ale z notką szło jeszcze gorzej, więc nie narzekajmy! :D)
Ostatnio było tak (sukces):
Potem tak
A jeszcze potem nawet tak :)
Wygniotło się to okrutnie, takie uroki pracy z tamborkiem.
Potem nawet wyprałam i wyprasowałam
i machnęłam zdjęcie pod kątem
I jeszcze rameczka. Dysponuję jedynie zdjęciem komórkowym, więc wiadomo, jak z jakością. No ale jest. Nożyczek nie widać, kolory bez sensu, ale jakoś tak na aparacie fotek brak.
Blog prezentujący moje prace związane z rękodziełem - przeważa haft krzyżykowy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blackwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blackwork. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 14 marca 2016
poniedziałek, 22 lutego 2016
Walentynkowy tamborek - cały środek
A jednak coś się dzieje. Niewiele. Myślałam, że się kiedyś zawezmę i zrobię w całości, albo chociaż w większości, ale nie. Sztukuję po kawalunktu, ale takim maleńkim, że jakbym robiła foty, to by niemal było widać rękę z igłą, tak mi wolno praca nad tym wzorem idzie. Nie dlatego, że jest wielki, trudny, na lnie i z milionem kolorów. Po prostu mi nie idzie, a do ręki go biorę jako chyba ostatni z wyboru, a na pewno nie kiedy mam więcej czasu, tylko kiedy momencik, żeby nie brać się za jakieś dużości. Bo cała reszta to kolosy, także robię kilka literek (np. ze dwie, jak duże ;) ), jakiś motyw, od przypadku do przypadku szlaczek.
W tym momencie całe dwa kolory były skończone, no ja nie mogę, ale wyczyn :>
Tutaj machnięty trzeci
Przy okazji widać - ale to pewnie w porównaniu z poprzednim, mały błąd. Otóż w dużych niebieskich literach nie robiłam ćwierćkrzyżyków - zrobiłam kilka i wyglądało to dziwnie, sprułam i zrobiłam duże litery bez nich. Dopiero kiedy zrobiłam następny kolor - gdzie również są półkrzyżyki i one nie dość że wyszły, to jeszcze pięknie zapełniły literki, poprawiłam niebieskości :)
No doprawdy, jaki wyczyn, całe cztery kolory! :D
Teraz tylko igła, tamborek i materiał. Niby powierzchniowo wydaje się więcej, ale środek był przecież napaćkany, nie to co sama obwódka, powinna iść szybciej. Ale teraz mus wrócić do Zegarów, żeby plan wyrobić, więc tamborek znowu chwilę poczeka. Mam nadzieję, że się nie stanie UFOkiem - miałam je wykańczać, a nie produkować. Zero litości dla UFOków!
W tym momencie całe dwa kolory były skończone, no ja nie mogę, ale wyczyn :>
Tutaj machnięty trzeci
Przy okazji widać - ale to pewnie w porównaniu z poprzednim, mały błąd. Otóż w dużych niebieskich literach nie robiłam ćwierćkrzyżyków - zrobiłam kilka i wyglądało to dziwnie, sprułam i zrobiłam duże litery bez nich. Dopiero kiedy zrobiłam następny kolor - gdzie również są półkrzyżyki i one nie dość że wyszły, to jeszcze pięknie zapełniły literki, poprawiłam niebieskości :)
No doprawdy, jaki wyczyn, całe cztery kolory! :D
Teraz tylko igła, tamborek i materiał. Niby powierzchniowo wydaje się więcej, ale środek był przecież napaćkany, nie to co sama obwódka, powinna iść szybciej. Ale teraz mus wrócić do Zegarów, żeby plan wyrobić, więc tamborek znowu chwilę poczeka. Mam nadzieję, że się nie stanie UFOkiem - miałam je wykańczać, a nie produkować. Zero litości dla UFOków!
sobota, 11 kwietnia 2015
Biedronka oprawiona
Post na szybciutko, chwalący się i tyle ;)
Wyprana, wyprasowana i oprawiona biedronka. Zakochać się można zabój!
Całość:
Zbliżenie na samą biedronkę:
I na kwiatek:
I już oprawa. Różne tła, różne światła, można sobie pooglądać.
Wyprana, wyprasowana i oprawiona biedronka. Zakochać się można zabój!
Całość:
Zbliżenie na samą biedronkę:
I na kwiatek:
I już oprawa. Różne tła, różne światła, można sobie pooglądać.
piątek, 3 kwietnia 2015
Prezent za tyle odwiedzień - Biedronka kompletna!
Stało się :)
Wczoraj postawiłam ostatnie kreseczki na biedronce - jednym z niechlubnych UFOów. Wyszła cudna - nie, żebym się chwaliła, ale tak po prostu wyszła, co będę ukrywać, nie wolno kłamać ;)
A przy okazji wyszło tak, że dziś rano stuknęło mi 10 tysięcy odwiedzin! Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy te moje wypocinki i wyszywanki oglądają. Dzię-ku-ję!
Dobra, nie gadam już dłużej, fotka biedronki. Tak, na razie bez prania i prasowania, bo naprawdę - nie dam na razie rady. Oraz - nie mam ramek. Szykuje się komuś (no nie mnie) wyprawa do Ikei, albo napad na inny tego typu sklep, bo się robi tego aż za dużo, do obramowania został mi jeden obrazek - niespodzianka, dzisiaj - jutro skończę bambusy, do Muminków na szczęście rameczki posiadam, tylko pranie, prasowanie, obramowanie.
Wnioski po haftowaniu - następnym razem blackwork tak, ale nie z takim jednostajnym tłem. Naprawdę już mną coś telepało. I sama końcówka, nie okłamujmy, była na zasadzie - jeszcze tylko godzinka-dwie i będzie koniec, koniec, koniec!
Samo połączenie haftu krzyżykowego i blackworku jest wspaniałe, ale trzeba wykonywać na drobnej kanwie. Efekt jest, obrazek robiony na kanwie 18ct, z gatunku dużych: 210x160 nitek, rozmiarowo wyszedł: 26/21 cm. Nici DMC.
Ostatnio pokazywałam na FB część planów na 2016 ;) Ta sama projektantka, ta sama firma, ten sam pomysł na łączenie dwóch technik, na dodatek - wstawki z blackworku nie są aż tak jednostajne.
Jest to również 'cudowny' sposób na dokończenie zapasu kanwy 18ct. Doszłam do różnych wniosków - zupełnie inaczej wyszywa mi się na 14ct, inaczej na 18ct, inaczej na lnie i w ogóle. Po doświadczeniach z kolosami widać, że są i mają sens, pokochałam je miłością wielką za efekty, ale nie będą głównym nurtem mojej działalności, bo się przy nich czasem męczę, a nie o to chodzi w haftowaniu, naprawdę nie. Kanwa 14 - wszystko samo idzie. Co ciekawe - na lnie i to gęstości 35ct (czyli prawie 18ct) też nie ma tego efektu, a na kanwie 18ct trochę ciężej. A samej kanwy 18ct trochę mam ;) zostawię na te dwa-trzy kolosy w planie, a reszta musi iść na coś, co mnie nie zamorduje (i oczek moich). Wychodzi na to, że prace blackwork + krzyżyk nadają się idealnie :)
Wczoraj postawiłam ostatnie kreseczki na biedronce - jednym z niechlubnych UFOów. Wyszła cudna - nie, żebym się chwaliła, ale tak po prostu wyszła, co będę ukrywać, nie wolno kłamać ;)
A przy okazji wyszło tak, że dziś rano stuknęło mi 10 tysięcy odwiedzin! Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy te moje wypocinki i wyszywanki oglądają. Dzię-ku-ję!
Dobra, nie gadam już dłużej, fotka biedronki. Tak, na razie bez prania i prasowania, bo naprawdę - nie dam na razie rady. Oraz - nie mam ramek. Szykuje się komuś (no nie mnie) wyprawa do Ikei, albo napad na inny tego typu sklep, bo się robi tego aż za dużo, do obramowania został mi jeden obrazek - niespodzianka, dzisiaj - jutro skończę bambusy, do Muminków na szczęście rameczki posiadam, tylko pranie, prasowanie, obramowanie.
Wnioski po haftowaniu - następnym razem blackwork tak, ale nie z takim jednostajnym tłem. Naprawdę już mną coś telepało. I sama końcówka, nie okłamujmy, była na zasadzie - jeszcze tylko godzinka-dwie i będzie koniec, koniec, koniec!
Samo połączenie haftu krzyżykowego i blackworku jest wspaniałe, ale trzeba wykonywać na drobnej kanwie. Efekt jest, obrazek robiony na kanwie 18ct, z gatunku dużych: 210x160 nitek, rozmiarowo wyszedł: 26/21 cm. Nici DMC.
Ostatnio pokazywałam na FB część planów na 2016 ;) Ta sama projektantka, ta sama firma, ten sam pomysł na łączenie dwóch technik, na dodatek - wstawki z blackworku nie są aż tak jednostajne.
Jest to również 'cudowny' sposób na dokończenie zapasu kanwy 18ct. Doszłam do różnych wniosków - zupełnie inaczej wyszywa mi się na 14ct, inaczej na 18ct, inaczej na lnie i w ogóle. Po doświadczeniach z kolosami widać, że są i mają sens, pokochałam je miłością wielką za efekty, ale nie będą głównym nurtem mojej działalności, bo się przy nich czasem męczę, a nie o to chodzi w haftowaniu, naprawdę nie. Kanwa 14 - wszystko samo idzie. Co ciekawe - na lnie i to gęstości 35ct (czyli prawie 18ct) też nie ma tego efektu, a na kanwie 18ct trochę ciężej. A samej kanwy 18ct trochę mam ;) zostawię na te dwa-trzy kolosy w planie, a reszta musi iść na coś, co mnie nie zamorduje (i oczek moich). Wychodzi na to, że prace blackwork + krzyżyk nadają się idealnie :)
piątek, 27 marca 2015
Zaległość ostatnia - Biedronka
I została tylko jedna zaległość: biedronka. Też już prawie-prawie.
Kolejne dwie strony tła machnięte. Jedna sesja i będzie gotowa. Czyli niedługo, gdyż to też jest praca a) lekka b) w miarę nieskomplikowana, więc dam radę. Może w przyszłym tygodniu?
I - tada - premiera nowej pracy, do tej pory robionej w systemie: minimum 500x na miesiąc (taki system był do momentu, kiedy miałam na warsztacie 6 - 9 prac i chciałam każdej dodać choć trochę krzyżyków raz w miesiącu), po 2 sesjach, czyli wpadło jakieś 1500 krzyżyków. Teraz tylko nad tym siedzę, więc aktualne postępy są duże-duże, ale chcę zaprezentować kolejny etap, jak będzie nieco więcej.
Rozpoczęta w sposób dla mnie wybitnie nietypowy - dlaczego zaczęłam od prawego dolnego rogu, skoro zawsze z lewej strony zaczynałam? No zabijcie mnie, nie wiem.
Pytanie - co to jest? Niektóre z Was powinny wiedzieć :)
Kolejne dwie strony tła machnięte. Jedna sesja i będzie gotowa. Czyli niedługo, gdyż to też jest praca a) lekka b) w miarę nieskomplikowana, więc dam radę. Może w przyszłym tygodniu?
I - tada - premiera nowej pracy, do tej pory robionej w systemie: minimum 500x na miesiąc (taki system był do momentu, kiedy miałam na warsztacie 6 - 9 prac i chciałam każdej dodać choć trochę krzyżyków raz w miesiącu), po 2 sesjach, czyli wpadło jakieś 1500 krzyżyków. Teraz tylko nad tym siedzę, więc aktualne postępy są duże-duże, ale chcę zaprezentować kolejny etap, jak będzie nieco więcej.
Rozpoczęta w sposób dla mnie wybitnie nietypowy - dlaczego zaczęłam od prawego dolnego rogu, skoro zawsze z lewej strony zaczynałam? No zabijcie mnie, nie wiem.
Pytanie - co to jest? Niektóre z Was powinny wiedzieć :)
czwartek, 12 lutego 2015
Bidronka
Bidna ta bidronka. Tak czekała przez kilka dni, zanim skończę jej przydziałowe tło z miesiąca lutego. Miało być prosto i takie tam. I było. Proste owszem, ale jakże czasochłonne. Znudziło mnie nawet - w momentach, kiedy więcej było tak "a, to usiądę sobie i zrobię choć jeden znaczek... mamo! a ona mnie ugryzła! blablabla". Kiedy już w końcu mogłam zrobić coś więcej, to się nawet robiło.
A poza tym, to może bym zrobiła w końcu fotę oknom - na razie jednemu, i nie w całości. Ale już widać, że len jest piękny.
I wpadłam na jeden, jakże genialny, jakże szalony pomysł, że zrobię taki jeden drobiażdżek na tym lnie, co to wygląda odpowiednio, czyli ma kolor ususzonej trawy ;) czyli naturalny. Tylko termin, no jakby taki goniący trochę ;) Nie pokażę, nawet jeśli się wezmę do produkcji, bo to na prezent.
A poza tym, to może bym zrobiła w końcu fotę oknom - na razie jednemu, i nie w całości. Ale już widać, że len jest piękny.
I wpadłam na jeden, jakże genialny, jakże szalony pomysł, że zrobię taki jeden drobiażdżek na tym lnie, co to wygląda odpowiednio, czyli ma kolor ususzonej trawy ;) czyli naturalny. Tylko termin, no jakby taki goniący trochę ;) Nie pokażę, nawet jeśli się wezmę do produkcji, bo to na prezent.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Biedrona wróciła :)
Znalazłam biedronę (znalazłam też zegary, które się wzięły i zawieruszyły, czyli na nasze - zmieniłam im pudło i o tym zapomniałam, ale niechcący znalazłam, normalnie mogłam nawet o tym nie pisać, byłoby, że wszystko w porządeczku i w ogóle). I postanowiłam zabrać na niedzielny wypad do teściów, bo tak, jak na co dzień moje dzieci to tylko "mama" i "mama" albo "mamuga papuga" (litości!), to u jednej z cioć istnieje tylko ciocia - ciocia daje obiadek, ciocia się bawi, ciocia zabiera na spacer, ciocia wyciera nos i daje kompotu. A mamuga papuga siada na kanapie w kuchni i haftuje. O!
Znalazłam więc biedronę i miałam taki plan, że jak tak usiądę, ale tak naprawdę usiądę, to normalnie z połowę tego, co brakuje w samym kwiatku wezmę i zrobię.
Zapomniało mi się ;) i machnęłam kwiatek cały. Zostało tylko tło.
Przypomnienie - ostatni utrwalony stan - praca zaczęta w marcu!, nie wiem, z kiedy jest to akurat zdjęcie. Na pewno z 'dawno, dawno temu', pewnie niedługo po rozpoczęciu ;)
Gotowa praca będzie wyglądała tak:
A od wczoraj wygląda tak :)
Widać, ze już z górki. Nie wiem, dlaczego mnie od niej odrzuciło. Robi się przecież super, prosto i w ogóle.
Plan jest taki, że tło, które jest do zrobienia, skoro występuje na sześciu stronach - dzielę więc na trzy, wrzucając do każdej części jedną mniejszą i jedną większą część i w ciągu jednego miesiąca muszę machnąć po takim kawałeczku właśnie. Został więc luty, marzec i kwiecień :) Do końca kwietnia musi być zrobione, ale powiem szczerze, że mam nadzieję, ze pójdzie szybciej, bo naprawdę, nie zostało dużo, a też tempo pracy jest zacne.
Znalazłam więc biedronę i miałam taki plan, że jak tak usiądę, ale tak naprawdę usiądę, to normalnie z połowę tego, co brakuje w samym kwiatku wezmę i zrobię.
Zapomniało mi się ;) i machnęłam kwiatek cały. Zostało tylko tło.
Przypomnienie - ostatni utrwalony stan - praca zaczęta w marcu!, nie wiem, z kiedy jest to akurat zdjęcie. Na pewno z 'dawno, dawno temu', pewnie niedługo po rozpoczęciu ;)
Gotowa praca będzie wyglądała tak:
A od wczoraj wygląda tak :)
Widać, ze już z górki. Nie wiem, dlaczego mnie od niej odrzuciło. Robi się przecież super, prosto i w ogóle.
Plan jest taki, że tło, które jest do zrobienia, skoro występuje na sześciu stronach - dzielę więc na trzy, wrzucając do każdej części jedną mniejszą i jedną większą część i w ciągu jednego miesiąca muszę machnąć po takim kawałeczku właśnie. Został więc luty, marzec i kwiecień :) Do końca kwietnia musi być zrobione, ale powiem szczerze, że mam nadzieję, ze pójdzie szybciej, bo naprawdę, nie zostało dużo, a też tempo pracy jest zacne.
piątek, 2 stycznia 2015
Podsumowanie roku 2014
Czas na podsumowanie. Troszkę się działo, choć niewiele prac zakończonych (ale nie ma tak, że niczego się nie dało zrobić w komplecie).
Najpierw zaczęłam zegary. Zaczęłam, zaczęłam, gnałam, gnałam, przestałam gnać. Wróciłam w Sylwestra ;) Tak myślałam, że rzutem na taśmę skończę całą stronę w 2014. Nie dałam rady, poszłam usypiać dzieci, usnęłam z nimi, obudziłam się o samej północy i wtedy to i tak by się już nie liczyło ;) Zostało 155 krzyżyków do skończenia strony 13-tej. I męczyłam się cały dzień. Jak jest ponad 20 kolorów na te 155 krzyżyków, rozwalone po całej stronie, to się można zamachać, a i tak idzie jak po grudzie. Skończyłam chyba po 22. Generalnie strasznie było, bo już zostało mi dosłownie KILKANAŚCIE krzyżyków, aż tu nagle dziewczęta, które usnęły o 19, więc miałam w planach do 20 skończyć zegarową stronę 13-tą i wrócić do innej pracy, obudziły się o 21 i 22. I do północy usypiałam. Po drodze zeszłam na momencik do haftu, żeby zakończyć tę stronę, bo mnie już po prostu coś trafiało.
Ostatnia fotka:
Strona 13-ta jeszcze nie sfotografowana, może dziś / jutro / pojutrze - no nie dalej, niż za tydzień ;)
Inne osiągnięcia 2014 roku.
Jakieś maleństwo blackworkowe:
I zakończona Zima:
Zaczęłam bierdonę, ale naprawdę, nie mam nowszego zdjęcia. Trochę więcej jest listków i kwiatków, ale nie wiem, gdzie ją wrzuciłam, żeby ją obfocić na świeżo. Wrócę oczywiście też, bo jest to cudny wzorek.
Potem machałam kolosa zegarowego, machałam, machałam, potem machałam metryczki:
Drobiazgi urodzinowe dla moich dzieci:
Wróciłam na 'moment' do bambusów i chyba teraz je trochę podciągnę. Naprawdę nawet je wczoraj znalazłam - zdjęcie aktualne, jak widać, rameczka z jednych listków prawie gotowa. Napaliłam się na niego znowu, bo jak go skończę, to mogę rozpocząć coś nowego :D
Potem rozpoczęta Biblioteka (od ostatniej prezentacji dorzuciłam może z 200 krzyżyków):
Wniosek z biblioteki: półkrzyżyki mają sens w przypadku prac, gdzie są jakiekolwiek plamy, albo chociaż obszary, gdzie dużo danego koloru jest. Jak się zmienia nitkę co chwilę, to i tak większość czasu schodzi na odzyskiwaniu orientacji: ale gdzie ja do cholery ciężkiej jestem ;)
Poduszki na święta:
Zaczęłam trochę szyć maskotki:
Dorobiony jest duży słoń i słoń niebieski.
Duży słoń:
a żeby widać, jaki jest duży, porównanie z małym:
Duży jest hitem, aczkolwiek sprawia problemy. Mamy wielkie łóżko, ale usypianie dzieci wygląda tak, że jedna chce być na mojej poduszce, druga na tatusiowej, pośrodku słonie - i nie może ich dotykać żadna poduszka, nie można też na nich leżeć. Za to obie chcą się przytulać do mamy. Normalnie akrobatą zostanę.
I zrobiony niebieski - zamówienie było na podniesioną trąbę, nie wiem, czy go nie poprawię (ucinając kawałek trąby po prostu, bo mi nie pasuje wybitnie).
Na uszycie czeka wykrojona duża żyrafa. I mam materiał na poducho-poddupnik, na podłogę. Ale tutaj już musi być dużo natchnienia i dużo obmyślunku, żeby to wyszło w ogóle.
Prawie zapomniałabym o drobiazgu na święta:
kilku muffinkach:
i skończonej w roku 2014 rzutem na taśmę pracy w ramach SAL Rosetta:
Rozety już zastąpiły choinki - sprzątnięte wczoraj.
Rozpoczęłam też prace w ramach SALu z Myszkowatą:
No i tyle.
Miałam napisać też o postanowieniach, ale wyszło tego za dużo i podczas pisania zmieniało się tyle razy, że muszę przemyśleć to po raz kolejny.
Najpierw zaczęłam zegary. Zaczęłam, zaczęłam, gnałam, gnałam, przestałam gnać. Wróciłam w Sylwestra ;) Tak myślałam, że rzutem na taśmę skończę całą stronę w 2014. Nie dałam rady, poszłam usypiać dzieci, usnęłam z nimi, obudziłam się o samej północy i wtedy to i tak by się już nie liczyło ;) Zostało 155 krzyżyków do skończenia strony 13-tej. I męczyłam się cały dzień. Jak jest ponad 20 kolorów na te 155 krzyżyków, rozwalone po całej stronie, to się można zamachać, a i tak idzie jak po grudzie. Skończyłam chyba po 22. Generalnie strasznie było, bo już zostało mi dosłownie KILKANAŚCIE krzyżyków, aż tu nagle dziewczęta, które usnęły o 19, więc miałam w planach do 20 skończyć zegarową stronę 13-tą i wrócić do innej pracy, obudziły się o 21 i 22. I do północy usypiałam. Po drodze zeszłam na momencik do haftu, żeby zakończyć tę stronę, bo mnie już po prostu coś trafiało.
Ostatnia fotka:
Strona 13-ta jeszcze nie sfotografowana, może dziś / jutro / pojutrze - no nie dalej, niż za tydzień ;)
Inne osiągnięcia 2014 roku.
Jakieś maleństwo blackworkowe:
I zakończona Zima:
Zaczęłam bierdonę, ale naprawdę, nie mam nowszego zdjęcia. Trochę więcej jest listków i kwiatków, ale nie wiem, gdzie ją wrzuciłam, żeby ją obfocić na świeżo. Wrócę oczywiście też, bo jest to cudny wzorek.
Potem machałam kolosa zegarowego, machałam, machałam, potem machałam metryczki:
Drobiazgi urodzinowe dla moich dzieci:
Wróciłam na 'moment' do bambusów i chyba teraz je trochę podciągnę. Naprawdę nawet je wczoraj znalazłam - zdjęcie aktualne, jak widać, rameczka z jednych listków prawie gotowa. Napaliłam się na niego znowu, bo jak go skończę, to mogę rozpocząć coś nowego :D
Potem rozpoczęta Biblioteka (od ostatniej prezentacji dorzuciłam może z 200 krzyżyków):
Poduszki na święta:
Zaczęłam trochę szyć maskotki:
Dorobiony jest duży słoń i słoń niebieski.
Duży słoń:
a żeby widać, jaki jest duży, porównanie z małym:
Duży jest hitem, aczkolwiek sprawia problemy. Mamy wielkie łóżko, ale usypianie dzieci wygląda tak, że jedna chce być na mojej poduszce, druga na tatusiowej, pośrodku słonie - i nie może ich dotykać żadna poduszka, nie można też na nich leżeć. Za to obie chcą się przytulać do mamy. Normalnie akrobatą zostanę.
I zrobiony niebieski - zamówienie było na podniesioną trąbę, nie wiem, czy go nie poprawię (ucinając kawałek trąby po prostu, bo mi nie pasuje wybitnie).
Na uszycie czeka wykrojona duża żyrafa. I mam materiał na poducho-poddupnik, na podłogę. Ale tutaj już musi być dużo natchnienia i dużo obmyślunku, żeby to wyszło w ogóle.
Prawie zapomniałabym o drobiazgu na święta:
kilku muffinkach:
i skończonej w roku 2014 rzutem na taśmę pracy w ramach SAL Rosetta:
Rozety już zastąpiły choinki - sprzątnięte wczoraj.
Rozpoczęłam też prace w ramach SALu z Myszkowatą:
No i tyle.
Miałam napisać też o postanowieniach, ale wyszło tego za dużo i podczas pisania zmieniało się tyle razy, że muszę przemyśleć to po raz kolejny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
