czwartek, 7 listopada 2013

Tada!

Melduję uroczyście, że powracam.

Na pewno nie z takim tempem, jak poprzednio (tak, minęły ponad dwa lata), ale na pewno z dzikimi chęciami. Za którymi najczęściej nie idą możliwości, ale oj tam - kiedyś nadrobię.

Przez rok od porodu nie ruszyłam niczego, ale to absolutnie niczego. Potem skończyłam małą prackę niddlepointową i jeszcze jedną małą. Wykopałam "Jesień" z "Czterech pór roku", zakończyłam, wzięłam się za "Zimę" i jestem. Tyle się raptem stało w ciągu roku. Ale będzie lepiej.

I melduję, że konie dawno oprawione i wiszą na ścianie u mamy (i tak, dobór kolorów był kijowy, nieważne, przeboleję). Bambusy czekają na lepsze czasy - jeśli mogę wyciągnąć tamborek np. raz na trzy tygodnie na pół godziny, to nie, nie będzie to duża praca. I choruję coraz bardziej na coś dużego i wspaniałego. Po kolejnej rundzie rozkminiania, która z propozycji w poprzednim wpisie będzie najbardziej "łał!", padło znowu na "Zegar". Jest po prostu obłędny. Planuję uruchomić produkcję po zakończeniu Bambusów. Czyli pewnie nie wcześniej, niż za rok, ale już się jaram zakupami i rozstawieniem krosna. Nie wiem gdzie, ale rozstawię. A po drodze może przetestuję metodę haftowania zwaną parkowaniem - podobno nieźle się sprawdza przy kolosach.

wtorek, 4 października 2011

Tym razem bambusowo

I rozpoczęta właśnie praca. Nosiło mnie do niej strasznie, więc konie kończyłam w galopie, bo już chciałam coś innego zrobić.

Postępy na razie mizerne i nie ma czego przedstawiać, pokażę więc tylko zdjęcie gotowego obrazu

Od Bambusy

Też niemała praca, ale pracy o wiele mniej - bo tło nie jest zapełnione w całości. Ciekawe, ile zdążę wykonać przed godziną 0 :). Gotowy rozmiar to 30x40, więc bez szaleństw, ale chwilę zajmie.

Generalnie, praca nad bambusami ma być testem, jak sobie poradzę z wielką rodziną i robótkami. Jeśli okaże się, że jest to wykonywalne, potem zabieram się za coś naprawdę wielkiego. Pod nóż / igłę idzie albo zegar (60x60cm):

Od iluzje

bądź też inna 'iluzja' (gotowy obraz to 35x90cm).

Od iluzje

Czasem się zastanawiam jeszcze nad wielkim fraktalem (70x90cm), ale jest tak kolorowy i nieco przytłaczający, że musiałby mieć dla siebie cała ścianą, aktualnie nie dysponuję żadną pustą całkowicie (poza jedną, która jednak ma mieć coś innego). Zegar, czy iluzja mają już swoje miejsce, jako czarno-białe nie będą aż tak wyraziste. No nic, zobaczymy za kilka miesięcy, na co się porwę :)

Od iluzje

Konie zakończone

Udało się skończyć przed rozpakowaniem :) Jak zwykle, coś bym tam pozmieniała w doborze kolorów, ale to zawsze wychodzi na koniec.

Na razie bez ramy, pomysłu tutaj trochę brak, więc poleżą i poczekają momencik.

Efekty są takie:

Od Konie w galopie

Największy do tej pory wyhaftowany przeze mnie obraz. Rozmiar to 50x35, kanwa 15, krzyżyków jest 200 x 280.

poniedziałek, 19 września 2011

Dama oprawiona

Dama oprawiona, podarowana, już za nią tęsknię :) Tło się haftowało koszmarnie (można umrzeć z nudów), potem odczekała swoje (jak nigdy - generalnie jeśli mam ramkę, to obrazek pakuję do niej od razu, żeby mieć efekty), aż w końcu mnie naszło na zakończenie romansu z nią. I co? I oprawiona spodobała mi się tak bardzo, że najchętniej bym jej nie oddawała - bo generalnie robiona na wybitne zamówienie taty i tylko dlatego byłam nią zainteresowana.

Oprawiona "Dama" prezentuje się tak:

Od Dama

Poprawiłabym część kolorów, ale już nie miałam serca na kolejne prucie. Teraz usiłuję kończyć konie, bo następna praca już przygotowana do tworzenia, a mnie łapki świerzbią, żeby się za nią zabrać. Na razie jednak ćwiczę charakter i nie chcę rozgrzebywać kolejnej dużej pracy przed zakończeniem poprzedniej. Małe i inne przerywniki się nie liczą, niektóre prace czekają od roku (cztery pory roku - nie zdążyłam z jesienią na wrzesień zeszłego roku, w tym też się nie doczekały uwagi), kwiaty na nadrukowanej kanwie tak mi obrzydły, że chyba czekają od dwóch, a jedna praca nie doczeka się skończenia nigdy, ale nie mam serca jej wyrzucić - zaczęta bodajże 8-10 lat temu, kiedy nie ma miałam odpowiednich mulin i dopasowanie kolorystyczne, a raczej jego brak, tak się rzuca w oczy, że nie postawię na niej ani krzyżyka więcej. Ale jako przykład na nieudane prace - może sobie być.

sobota, 6 sierpnia 2011

I nowe małe słodziaki

Premiera oprawionego Myszka

Od Myszek

Wykonany migiem Snoopy (zostaję fanką tej serii - wyszywa się cudownie, bo wzór taki prosty, a efekt podoba mi się bardzo)

Od Slodzizny

oraz zrobiony dzisiaj mały magnesik. Oczywiście, dopiero na zdjęciu widać, że jeszcze muszę trochę dociąć jeden bok :)

Od Slodzizny

środa, 3 sierpnia 2011

Słodzizna druga

>

Słodzizna z cyklu zatytułowanego przeze mnie "Myszek". Pierwsza i ostatnia - serie z Anchora mają koszmarne backstitche. Normalnie nie mam nic przeciwko nim, jeśli są sensowne, ale kolejne obskakiwanie kwiatuszków wkurzało mnie tak niesamowicie, że brzegi tych pierońskich kwiatków były robione cztery dni. Nigdy więcej :) Obrazki z DMC też mają backstitche, ale normalne (czy właśnie przeglądam następne do wyprodukowania? ależ :) ).

Oryginał

Od Myszek

Wykonanie jeszcze przed wypraniem i oprawieniem, oraz - jak się okazało - przed zrobieniem paru jeszcze węzełków na torebce ;)

Od Myszek

wtorek, 26 lipca 2011

Konie - odsłona 3

Przy koniach się nieco napracowałam. Początek czerwca to strony 1 - 4 bez tła. Początek lipca to strony 5 - 8, też trochę bez tła ;)

Od Konie w galopie

Jeszcze zbliżenie na nową część

Od Konie w galopie

A potem stwierdziłam, że skoro robienie tła w "Damie z łasiczką" nie idzie mi w ogóle, to tło w koniach nie będzie się różniło niczym i też mnie będzie odrzucało, więc się trochę zawzięłam i machnęłam prawie całe w dotychczasowych stronach (1 - 8).

Od Konie w galopie

Słodzizny czas zacząć

Zaczęła się produkcja słodzizn do pokoju dziecięcego :)

W pierwszym rzucie przejrzałam tonę zebranych schematów, posłałam do drukowania, potem się zorientowałam, że przed nastawieniem się na dany obrazek warto zwrócić uwagę na jakość schematu - czy w ogóle da się coś z nim zrobić.

Z króliczkiem Somebunny się dało.

Oryginał

Od Króliczek

Wykonany jeszcze bez backstitchy - zawsze mnie śmieszą te obrazy, wyglądają tak nieporadnie, niby prawie gotowe, a nadal widać tylko trochę

Od Króliczek

I już z backstitchami oraz w rameczce. Na razie czeka na półce, bo jeszcze nie wiem, jakie będzie rozmieszczenie obrazków na ścianie (pewnie będzie zależne od ich ilości).

Od Króliczek

Czas wykonywania - ok. 12 godzin. Nie obyło się bez prucia.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

APOM - listopad, grudzień

APOM skończony.

Nie mogłam patrzeć na listopad, taki wydawał mi się czasochłonny, częściowo zrobiony w lutym po prostu tak mi obrzydł, że nie robiłam przez długi czas nic. Ale, jak już wspomniałam w ostatniej notce, stwierdziłam, że wypadałoby pokończyć prace, zanim zacznę cieszyć się przygotowywaniem kolejnych obrazów. Po czym się okazało, że dokończenie listopada, mimo, że nadal męczące i nie takie, jakie powinno być, zajęło mi jedno popołudnie. Potem jeszcze ze dwa na grudzień i się zrobiło.

Trochę zmieniłam wzór, bo nie miałam dostępu do małych koralików - zastąpiłam je kilkukrotnie wyszytym paseczkiem z metalicznej nici.

APOM skończony, oprawiony na nowo (pinezki już nie trzymały, jak kiedyś)

Od Apom

I delikatne zbliżenie, żeby było widać, jak zrobiłam zastępstwo koralików i jak to ostatecznie wyszło

Od Apom

A jako, że nie miała być to sztuka dla sztuki, tylko obrazek, który można gdzieś postawić czy powiesić, wypadałoby dołożyć jakąś ramką. padło na własnoręcznie wykonaną ramkę z materiału, tutaj próbka kolorystyczna

Od Apom

I oprawiony obrazek. Bez silnego flasha nie widać kartoników pod spodem materiału ;)

Od Apom

Na razie w temacie techniki needlepoint tyle. Mam jeden wzorek, który mi się strasznie, ale to strasznie podoba i jeden z nieco mniejszymi zachwytami, ale jak na razie trzymam się postanowienia i niczego nowego nie zaczynam.

Updaty dużych prac

Uzmysłowiłam sobie, że wypadałoby pokończyć prace dawno pozaczynane, zamiast rozglądać się za następnymi. Wróciłam więc do "Damy z łasiczką", APOMa oraz bawię się końmi.

"Dama z łasiczką" czekała od stycznia na chwilę natchnienia i dobór nici. Ten ze wzoru sprawiał, że łasiczka wychodziła ohydnie zielona bądź - w innej palecie - ohydnie zielono-różowa. Dobrałam zupełnie na oko, wyszedł kawałek za ciemno, ale ogólnie nie jest źle. Teraz produkuje się tło, wiadomo, że to idzie szybko, choć jest nudno, wiec za dużo na raz też nie da się zrobić. Ale się robi. Kilka-kilkanaście dni i będzie gotowe, do oprawy i do wydania :) Uff.

Od Dama

Jeśli zaś chodzi o konie, zostały prawie zakończone strony 1 - 4. Prawie, bo kolor, który składa się głównie z tła na razie zostawiam, skoro robię też tło w "Damie". Nie chcę się zanudzić na śmierć, zostawię na chwile, kiedy nie będzie mi się z kolei chciało myśleć i będę produkować to tło hurtowo. Na razie wygląda to tak:

Od Konie w galopie